*Cztery miesiące później*
Drzwi wejściowe nie były zamknięte na klucz, co oznaczało, że Melody jest już w domu. Wszedłem do mieszkania i od razu poczułem silny zapach jedzenia. Spaghetti. Odłożyłem klucze na szafkę i wtedy coś małego i czarnego podbiegło do mnie, uczepiając się na mojej nogawce, a zębami drażniąc skórę.
-Co do cholery... - wymamrotałem w tej samej chwili, w której moja narzeczona weszła do salonu rzucając mi karcące spojrzenie.
-Mógłbyś ściągnąć buty, odkurzałam tu dzisiaj - przewróciła oczami.
-Lepiej powiedz mi, co to jest? - zignorowałem jej uwagę i wskazałem rękami na małego, czarnego labradora, który skakał dookoła moich nóg i warczał.
Melody schyliła się do niego i podniosła go, obejmując ramionami.
-To jest Kot i zostanie z nami - odparła jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
Uniosłem brwi zdumiony. Skąd ona wstrząsnęła tego psa?
-Po pierwsze: jestem prawie pewny, że to jednak nie jest kot, a po drugie: co ma znaczyć, że zostaje z nami?
-Po pierwsze - próbowała naśladować mój głos - on ma na imię Kot, Niall. A po drugie: postanowiłam go przygarnąć.
Tak, doskonały pomysł.
-Skąd ty w ogóle masz tego psa? Poza tym, nie przypominam sobie, żebyśmy rozmawiali o zwierzęciu w domu.
-Ale kochanie, on jest taki mały i biedny i opuszczony - zrobiła minę smutnego szczeniaczka - prooooszę?
-Uh, no nie wiem - potarłem tył mojej głowy - to spora odpowiedzialność.
-Niall - podeszła do mnie bliżej - spójrz na niego, potrzebuje nas - głaskała psa po uchu, a on patrzył na mnie niebieskimi ślepiami.
Faktycznie był bardzo wychudzony.
-Pewnie nie ma domu, przyszedł za mną aż pod drzwi i nie chciał odejść - ciągnęła Mels - nie mogłam go zostawić.
Wiedziałem, że już jestem przegrany, nie potrafię się jej oprzeć, jakby nigdy. Więc postanowiłem, że skoro pies, a raczej Kot i tak ma zostać z nami, mogę przynajmniej coś na tym zyskać.
-Jak bardzo mnie prosisz, skarbie? - podszedłem do niej, owijając swoje ramiona wokół jej talii. Odłożyła psa na podłogę i przysunęła się do mnie jeszcze bliżej.
-Bardzo - mruknęła i stanęła na palcach, żeby mnie pocałować.
-Na pewno?
-Mhm... 
Tak właśnie w naszym domu pojawił się Kot.

                                ***

*Dwa tygodnie później*
*Melody*
Data ślubu, wyznaczona na 27 sierpnia, zbliżała się wielkimi krokami. Przygotowania zajmowały mi sporo czasu, ale na szczęście Pattie, Ruby i mama Nialla, które były tutaj na miejscu, bardzo mi pomagały. Był jeszcze Niall, ale on nie widział różnicy w tym, czy zaproszenia będą kremowe czy białe. Już mnie rozumiecie?
Dzisiaj miałam przymierzyć w salonie suknię ślubną, którą wybrałam jakoś miesiąc temu. Małym utrudnieniem był  widoczny już, ciążowy brzuch. Ostatecznie udało mi się znaleźć coś odpowiedniego, choć martwiłam się, że będzie ciężko.
Umówiłam się z Pattie, że przyjedzie po mnie o 14 i dotrzyma mi towarzystwa. Kot skakał dookoła moich nóg, więc kucnęłam przy nim i podrapałam go za uszami.
-Muszę teraz wyjść, wiesz? Ale jak wrócę pójdziemy na spacer, obiecuję.
Zwierzak usiadł na podłodze patrząc na mnie uważnie i machając ogonem.
Wstałam i zabrałam torebkę. Otworzyłam drzwi, ale zanim wyszłam odwróciłam się jeszcze do Kota i wskazując na jego palcem powiedziałam:
-Pamiętaj, bądź grzeczny.
Zamknęłam za sobą drzwi i zeszłam na dół. Moje obcasy stukały o posadzkę, a ja rozkoszowałam się przyjemnym chłodem, dopóki nie musiałam wyjść na upał panujący na dworze.
-Pattie czekała już w samochodzie i kiedy mnie zobaczyła pomachała do mnie. Wsiadłam do środka i przywitałam się z przyjaciółką. We wnętrzu auta działa klimatyzacja, więc istnieje szansa, że się nie ugotujemy.
-Jak się czujesz? - zapytała, ruszając z parkingu.
-Grubo - odparłam opierając głowę na zimnej szybie.
-Daj spokój. Jesteś w piątym miesiącu ciąży, a poza tym, ty nawet nie jesteś gruba.
-Ale mam wrażenie, że już nie podobam się Niallowi.
Ku mojemu zdziwieniu Pattie roześmiała się na głos.
Przeniosłem na nią wzrok, a ona rzuciła mi czy-ty-jesteś-poważna-spojrzenie.
-Nie rozumiem, co cię bawi - burknęłam.
-Oh Boże, to chyba największa bzdura jaką ostatnio słyszałam - pokiwała głową z politowaniem.
-Tak, oczywiście - przewróciłam oczami.
Zatrzymała samochód na światłach i odwróciła się twarzą do mnie.
-Słońce, przecież to totalna głupota. Niall dosłownie szaleje na twoim punkcie, jest cholernie zazdrosny o każdego faceta w twoim otoczeniu i traktuje cię jak pieprzoną księżniczkę. A ty chcesz mi wcisnąć, że przestałaś mu się podobać? Powodzenia - powiedziała już całkiem poważnie.
-Sama nie wiem, co powinnam myśleć - przymknęłam oczy, kiedy znowu ruszyłyśmy.
-Więc lepiej zostaw myślenie cioci Pattie i skup się na relaksowaniu przed ślubem.
Parsknęłam śmiechem, a Pattie zaparkowała samochód przed wejściem do salonu. Kiedy wsiadłyśmy zobaczyłam Maurę stojąca przed drzwiami.
-Dzień dobry - przywitałyśmy się, a ona uściskała nas obie.
-Dziękuję, że jesteś - uśmiechnęłam się do kobiety, a ona tylko pokręciła głową.
-Nie masz za co, to dla mnie sama przyjemność.
Weszłyśmy wszystkie do środka i od razu podeszła do nas starsza kobieta w kwiecistym kostiumie.
-Zapraszam, drogie panie, suknia już czeka.
Poprowadziła nas do małego pomieszczenia, gdzie na wiwszaku wisiała długa, biała sukienka. Zostawiły mnie na chwilę, żebym mogła ją założyć, a potem pomogły mi wszystko pozapinać. Przejrzałam się w lustrze i musiałam stwierdzić, że efekt był naprawdę niesamowity. Suknia była długa do samej podłogi i cała biała, jej gorset był ozdabiany drobnymi kryształkami, a dół rozkloszowany, trochę przypominało mi to taką kreację dla księżniczki. Był lekka (choć przez ten cały tiul była ciężka w noszeniu) i dziewczęca. Przygryzłam wargę patrząc na swoje lustrzane odbicie, mam nadzieję, że Niallowi się spodoba.
-I jak? Jest pani zadowolona? - spytała mnie ekspedientka zza moim pleców.
-Tak, jest cudowna - odwróciłam się do nich.
Pattie uśmiechała się jak wariatka, a Maura patrzyła na mnie z rozczuleniem.
-Wyglądasz nieziemsko - powiedziały w tym samym momencie.
-Zgadzam się, pani przyszły mąż będzie zachwycony - dodała starsza pani.
"Oby" dodałam w myślach.

                              ***

Siedziałam w kuchni przed otwartym laptopem i piłam herbatę przeglądając wiadomości w internecie, kiedy Niall wszedł do pomieszczenia.
-Wychodzę - oznajmił ubierając buty przy drzwiach.
Znowu. Kolejny wieczór, gdy zostawia mnie samą. I jak niby mam się nie denerwować, hmm?
-Gdzie idziesz? - spytałam siląc się na spokojny ton.
Spojrzał na mnie rozproszony.
-Z Louisem. Nie wiem. Wrócę późno, nie czekaj na mnie - odparł podchodząc do mnie i całując mnie w policzek. A potem faktycznie wyszedł, zanim zdążyłem jakkolwiek zareagować.
Poczułam, że w moich oczach zbierają się łzy, a broda zaczyna się trząść. Nie wystarczam mu już, nie jestem aż tak dobra. Zacisnęłam dłonie w pięści, próbując się uspokoić i w tej samej chwili na ekranie mojego laptopa pojawiło się powiadomienie o połączeniu wideo z Ashley. Otarłam mokre ślady spod oczu i odebrałam. Natychmiast zobaczyłam twarz mojej przyjaciółki i to sprawiło, że w pewnym stopniu poczułam się lepiej.
Bond włosy miała luźno spięte i była bez makijażu.
-Hej kochanie - uśmiechnęła się do mnie z ekranu.
Próbowałam wykrzesać coś na kształt uśmiechu, ale zgaduję, że wyszło bardziej jak grymas.
-Dzwoniła do mnie Pattie i mówiła, że martwi się o ciebie. Mów natychmiast o co chodzi - nakazała patrząc na mnie zmartwiona.
I wtedy coś puściło i wybuchnęłam płaczem.
-Bo jestem gruba i brzydka i Niall już mnie nie chce i znalazł sobie inną i znowu mnie zostawił. Co jeśli przestał mnie kochać? - opowiedziałam, w miedzy czasie ciągając nosem i ocierając łzy.
Ashley spojrzała na mnie zdezorientowana.
-Nie płacz, proszę. Niall nigdy nie przestanie cię kochać. Nie płacz już - starała się jakoś opanować sytuację, choć będąc setki kilometrów ode mnie pewnie nie byli to łatwe - to na pewno przez stres. Jutro będę u ciebie i ze wszystkim ci pomogę, obiecuję, wszystko będzie w porządku.
Podniosłam głowę, ponieważ drzwi się otworzyły i zobaczyłam Nialla wchodzącego do środka, więc zamknęłam laptopa.
-Nie widziałaś gdzieś może kluczy... - zaczął, ale potem spojrzał na mnie i od razu ucichł - skarbie dlaczego płaczesz, co się stało? - szybko podszedł do mnie i ukucnął przede mną. Spojrzał na mnie z dołu zmartwiony i wyciągnął rękę, żeby wytrzeć mokre ślady z moich policzków.
-Niall, czy ty mnie jeszcze kochasz? - zadałam ryzykowne pytanie.
Patrzył na mnie oniemiały.
-Oczywiście, że cię kocham, Melody - odparł w końcu - co to w ogóle jest za pytanie? - po chwili w jego oczach zobaczyłam błysk zrozumienia, chłopak wstał i pomógł mnie samej wstać.
-Zbieraj się szybko i wychodzimy.

hejka. nie wiem, ile ten rozdział ma słów, ponieważ pisałam tak na oko (na telefonie nie widać liczny słów) tak więc przepraszam, jeśli jednak jest krótki. i jak odczucia? jak myślicie, gdzie ją zabierze? na odpowiedzi czekam w komentarzach xx
PS. zauważcie, jak szybko dodałam kolejny. widzicie, jak ja się dla Was staram?

forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!