Drzwi do mieszkania otworzyły się i przez chwilę myślałam, że zobaczę w nich Nialla. Na szczęście to była tylko Pattie.
Przyjaciółka weszła zdyszana do środka i rzuciła torbę na podłogę.
-Szybciej nie mogłam - opadła na fotel i odgarnęła włosy z twarzy.
Od piętnastu minut chodziłam w tą i z powrotem po pokoju, a Ashley siedziała na kanapie wodząc za mną wzrokiem i pożerając ciastka czekoladowe.
-Więc? Dowiem się o co chodziło z "musisz tu być, teraz"? - niecierpliwiła się Pattie, nawiązując do tego co Ash powiedziała jej przez telefon.
-Mamy problem w niebie - odparła wpychając sobie do usta ciastko.
Wyrzuciłam ręce do góry w geście irytacji.
-To nie jest śmieszne - poczułam łzy złości zbierające się w moich oczach.
-A czy a sze szmeche? - powiedziała Ashley z ustami pełnymi ciasteczek - no dalej, Melssy. Pochwal się swoją cudowną przygodą.
Pattie patrzyła na mnie wyczekująco.
-WięcbyłamwkiniezJustinemiontrzymałmniezarękęiposzliśmy...
-Wolniej, nic nie rozumiem - przerwała mi.
-Poszłam z Justinem do kina i on cały czas patrzył na mnie w ten sposób, że nic nie rozumiem i najpierw trzymał mnie za rękę, potem prawie pocałował, potem zrobiło się niezręcznie, a jak miałam już wysiąść z jego samochodu to chciałam pocałować go w policzek, ale jakoś tak wyszło, że pocałowałam go w kącik ust i chciałam się odsunąć, ale on przytrzymał mnie i właściwie pocałował - opowiedziałam, nie do końca jasno, cały czas patrząc w dywan.
-To faktycznie zaszalałaś - skomentowała w końcu Pattie i sięgnęła po ciastko z opakowania trzymanego przez Ash - i co teraz?
Przeżuwały ciasteczka i patrzyły na mnie w napięciu, zupełnie jakby oglądały jakiś film.
-Patience słońce, gdybym wiedziała "co teraz", nie siedz... - wtedy drzwi za moimi plecami ponownie się otworzyły i cóż, teraz to na pewno był Niall.
-Cześć - przywitał się i słyszałam jak odkłada klucze na blat.
-Cześć Niall - powiedziały jednocześnie, na co spiorunowałam je wzrokiem.
Odwróciłam się powoli, z trudem przełykając ślinę.
-Hej kochanie - podeszłam do niego i momentalnie go przytuliłam. Mocno oplotłam go swoimi ramionami i wtuliłam twarz w jego koszulkę. Potrzebowałam jego bliskości, ciepła, zapewnienia, że wszystko jest w porządku.

-Hej, nie było mnie znowu aż tak długo - zaśmiał się i również objął mnie ramionami, całując czubek mojej głowy.

-Tęskniłam za tobą - wymamrotałam, bojąc się spojrzeć mu w oczy, jakby mógł z nich wyczytać całą prawdę.

Jestem taką suką. Jak w ogóle mogła mi przyjść do głowy myśl o innymi facecie, skoro miałam mojego aniołka, który był dla mnie całym światem? Kocham go i jestem tego pewna bardziej niż czegokolwiek innego.

-Ja za tobą też? - wiedziałam, że jest lekko zdezorientowany, ale wolałam to, niż żeby był zraniony. Przeze mnie.

Doskonale zdawałam sobie sprawę, że dziewczyny cały czas nas obserwują, więc odsunęłam się od chłopaka i odwróciłam się do nich rzucając im spróbujcie-powiedzieć-coś-głupiego-a-zginiecie-spojrzenie.

-Cóż - Pattie wstała, wycierając ręce o spodnie i podniosła swoją torbę - ja już właściwie będę się zbierać. Zobaczymy się jutro - pożegnała się jeszcze z nami i wyszła.

-Ja jestem zmęczona po podróży, więc chyba pójdę się położyć - Ashley również wstała, dając mi znaczące spojrzenie - dobranoc, misiaczki.
-Dobranoc.
Tak właśnie zostaliśmy, stojąc niezręcznie na środku salonu.
-Ja też idę spać, wstałem wcześnie rano i wiesz... - patrzył na mnie wyczekująco.
-Tak tak, jasne. Zaraz do ciebie przyjdę - uśmiechnęłam się lekko.
Kiedy zostałam sama, otworzyłam drzwi balkonowe i wyszłam na zewnątrz. Oparłam się łokciami o barierkę i podniosłam głowę, patrząc w niebo pełne gwiazd. Chłodne, rześkie powietrze otuliło moją twarz, z dołu dochodził hałas samochodów przejeżdżających po ulicy.

-Dlaczego to się tak pokomplikowało? - wymamrotałam do samej siebie - to wszystko przeze mnie.

Gdybym nie pozwoliła Justinowi w ten sposób wkraść się do mojej głowy, nie miałabym w tej chwili żadnego problemu.

-Co ty byś mi doradziła, Melissa? - spytałam patrząc w niebo, ale moje słowa nie doczekały się odpowiedzi, przepadły w ciszę nocy.

Westchnęłam cicho, tak bardzo chciałabym, żeby ona teraz tu była. Ona i mama. Żeby mogły przeżywać to wszystko ze mną, być na moim ślubie, poznać moje dzieci. Chciałabym, żeby Melissa mogła poznać Nialla, na pewno by go polubiła.

Już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć Michaela. Nikt z rodziny nie wie o tym, że jestem w ciąży, postanowiłam, że to będzie niespodzianka. Dlatego tak bardzo chcę już zobaczyć ich wyraz twarzy, gdy się dowiedzą.

Przymknęłam oczy i ułożyłam rękę na brzuchu. Chciałabym mieć ich już przy sobie, jestem jednocześnie podekscytowana i zestresowana na tą myśl.

Nie wiem ile czasu stałam tam patrząc w gwiazdy. Dziesięć minut? Piętnaście? W każdym razie, gdy weszłam do sypialni, Niall już spał.

W pokoju panował przyjemny półmrok, bo jedynym źródłem światła była lampka stojąca na szafce nocnej.

Usiadłam na łóżku krzyżując nogi i zaczęłam przyglądać się chłopakowi.

Grzywka opadła mu na czoło, a policzki było zaróżowione. Jego klatka piersiowe unosiła się i opadała, unosiła i opadała, a z lekko uchylonych ust raz na jakiś czas dobiegał cichy pomruk.

Był idealny.

Moje słońce. Miłość mojego życia.

Pochyliłam się i delikatnie odgarnęłam kosmyk włosów z jego oczu. W tym samym momencie mój telefon na szafce nocnej brzdęknął, oznajmiając nową wiadomość.

Nie zastanawiałam się, kto to może być, po prostu wzięłam komórkę i otworzyłam sms's. To co zobaczyłam sprawiło, że moje serce zabiło szybciej.

Justin: przepraszam, to było głupie, ale chyba lubię cię bardziej niż powinienem i nie potrafię nic na to poradzić.

Przygryzłam wargę i przeczytałam wiadomość po raz kolejny, i kolejny, i kolejny.

Lubi mnie bardziej niż powinien.

Co to ma znaczyć?

Podniosłam wzrok na Nialla, który wciąż spokojnie spał, nieświadomy potyczki, która obecnie odgrywała się w mojej głowie. Zablokowałam telefon i z trzaskiem odłożyłam go z powrotem na szafkę.

-Melody? - wymamrotał Niall, podnosząc się na łokciach i patrząc na mnie.

-Przepraszam, obudziłam cię - mruknęłam odgarniając włosy z czoła.

-Coś się stało? - spytał niepewnie, błądząc wzrokiem po mojej twarzy.

-Nie. Co niby mogłoby? - mruknęłam i weszłam pod kołdrę obok niego. Przytulił mnie i poczułam ciepło bijące od jego ciała. Wyciągnęłam rękę, żeby zgasić lampkę i ułożyłam głowę na klatce piersiowej chłopaka.

-Kocham cię - mruknęłam patrząc na niego z dołu. W ciemności widziałam błysk jego oczu.

-Ja ciebie też - poczułam, że moje serce urosło. Jak zawsze, gdy to mówił.

Chwilę później słyszałam już jego unormowany oddech, co oznaczało, że najprawdopodobniej spał.

Ja patrzyłam w sufit odtwarzając cały ten dzień w głowie.

Nie potrafiłam zasnąć, ponieważ Justin

lubi mnie bardziej niż powinien.


hejka, omg napisałam ten rozdział naprawdę szybko i po prostu nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem go. więc mam nadzieję, że dla mnie wysilicie się i napiszecie komentarz ;) cóż, nie mam pojęcia, dlaczego tak nie lubicie Justina, przecież on jest taki biedny, zakochany w kimś, kto nie jest dla niego *ociera łzę* w każdym razie, jak już mówiłam, nie martwcie się dzieciaczki, bo mam wszystko pod kontrolą xx









forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!