*Cztery dni później*

-Już nie mogłam się doczekać, żebyśmy zabrali je do domu - oznajmiła Melody, kiedy schodziliśmy po schodach prowadzących ze szpitala na parking.

Ja miałem na rękach Carmen, a Mels trzymała Rosie.

To znaczy, tak mi się wydaje, bo były do siebie niesamowicie podobne. Aczkolwiek moja żona twierdziła, że doskonale wie, która jest która, więc po prostu postanowiłem zdać się na nią.

Ashley pomogła nam zabrać się ze wszystkimi i teraz czekała na nas przy moim samochodzie.

-Włożyłam wszystko do bagażnika - powiedziała kiedy znaleźliśmy się już przy aucie.

-Okej, dzięki. Potrzymasz ją? A ja poprowadzę - spytałem patrząc na blondynkę.

-Tak, jasne - uśmiechnęła się, a ja ostrożnie podałem jej dziecko i pomogłem wsiąść z nim do samochodu.

Potem okrążyłem pojazd i otworzyłem drzwi Melody. Przytrzymałem Rosie podczas gdy ona wsiadła do środka i z powrotem dałem jej dziewczynkę.

Czułem się dziwnie z myślą, że teraz oprócz mnie i Mels w domu będzie jeszcze dwójka dzieci. To...wielka zmiana.

Ale do zmian można się przyzwyczaić.
***

*Melody*
-Jeju, tata? - weszłam do domu na rękach trzymając moją małą córeczkę i od razu zobaczyłam mojego ojca stojącego w salonie - co ty tu robisz? - podeszłam do niego bliżej, słysząc jak za moimi plecami Niall klnie, bo najprawdopodobniej (po raz kolejny) potknął się o szafkę stojącą przy drzwiach.

Zanotowałam w pamięci, żeby później przedyskutować z nim kwestie używania jego głupiego nawyku przeklinania w obecności dzieci. Teraz być może to było jeszcze niegroźne, ale lepiej, żeby zaczął się już odzwyczajać, bo nie mam zamiaru pozwolić, żeby dziewczynki uczyły się od niego takich słów, kiedy już zaczną więcej rozumieć.

-Przyjechałem, żeby zobaczyć moje wnuczki - oznajmił ojciec, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.

Wyciągnął rękę i lekko odchylił kocyk, żeby lepiej przyjrzeć się dziecku.

-Ma na imię Rosie - poinformowałam, a sekundę później Niall stanął przy moim boku.

-A ona Carmen - dodał, nie odrywając wzroku od naszej córki.

Są z nami dopiero od pięciu dni, ale ja już wiem, że mój mąż kompletnie się w nich zakochał, oszalał na ich punkcie. Cóż, to zdecydowanie będą córeczki tatusia.

-Są prześliczne - orzekł mój tato, kiedy już dokładnie obejrzał każdą, widziałam autentyczne wzruszenie i szczęście wypisane na jego twarzy - mama na pewno by była nimi zachwycona.

Mój uśmiech przygasł, ale tylko na moment, bo powiedziałam sobie, że mama jest tu teraz z nami, choć nie możemy poczuć jej obecności.

-Wyglądasz na zmęczoną, córeczko - spojrzał na mnie troskliwie - zostawię was samych. Obiecałem Betty, że wpadnę do nich - sięgnął po kurtkę, która leżała na oparciu kanapy - wpadnę do jutro rano, żebym mógł nacieszyć się tymi uroczymi istotkami.

Kiedy ojciec wyszedł zostaliśmy sami, we czwórkę.

Od dzisiaj tak miało być już zawsze.

-Właściwie, gdzie jest Ash? - spytałam uświadamiając sobie, że jeszcze niedawno wydało mi się, że jest z nami.

-Powiedziała, że pozwoli nam pobyć razem, bo i tak musi gdzieś skoczyć - wzruszył ramionami.

forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!