Minuty mijały jedna po drugiej, w końcu minuty zamieniły się w godzinę, dwie, a ja kilka razy przyłapałem się na tym, że oczy same mi się zamykały. W pewnym momencie głowa Melody opadła na moje ramię, a dziewczyna zasnęła. Nie chciałem jej budzić, miałem nadzieję, że zaczerpnie choć trochę snu. Natomiast Ruby przez cały ten czas siedziała jak na szpilkach, a za każdym razem, gdy drzwi sali operacyjnej się otwierały ona zrywała się na nogi. Jednak wychodzące z sali pielęgniarki wciąż powtarzały, że operacja wciąż trwa i musimy jeszcze trochę zaczekać. W końcu, po naprawdę dłużących się dwóch godzinach, na korytarz wyszedł lekarz. Delikatnie potrząsnąłem Melody, a ona natychmiast podniosła się do pionu.
-Ja wcale nie śpię - wymamrotała i gdyby nie sytuacja, w jakiej się teraz znajdowaliśmy zapewne śmiałbym się już z niej.
Lekarz spojrzał po naszej trójce i posłał nam zmęczony uśmiech.
-Operacja się udała - oznajmił, a ja dosłownie widziałem jak z Ruby ulatuje większa część strachu, który w niej siedział. Słyszałem jak Melody odetchnęła z ulgą.
-Jednak - kontynuował mężczyzna - nie możemy być do końca pewni, jak to wszystko się potoczy. Obrażenia były duże, a zabieg naprawdę trudny. Myślę, że najbliższe 24 godziny będą dla pacjentki decydującymi. Pozostaje nam być dobrej myśli - zanim odszedł nachylił się jeszcze i położył dłoń na ramieniu Ruby, jako oznakę wsparcia.
Siostra Pattie odwróciła się do nas. I mogłem zobaczyć, że jest bliska płaczu.
-Powinniśmy chyba jechać do domu - zaproponowała Mels - wrócimy tu jutro z samego rana.
Spojrzałem na zegarek w telefonie.
-Właściwe, to dzisiaj - skorygowałem - jest po drugiej.
Ruby pokręciła jednak przecząco głową.
-Nie mogę jej tu zostawić.
Melody ścisnęła jej ramię.
-Jest pod opieką lekarzy, a ja sądzę, że powinnaś odpocząć.
-Nie chcę zostawać teraz sama - mruknęła.
Moja narzeczona spojrzała na mnie przelotnie, a ja już wiedziałem, co za chwilę nastąpi.
-W takim razie zapraszamy cię do nas. Możesz przespać się w pokoju, który kiedyś zajmowała moja współlokatora.
-Nie, nie chcę robić problemu - zaprotestowała.
-To nie problem, naprawdę - dołączyłem się do rozmowy.
Ruby zastanawiała się jeszcze przez moment.
-Cóż, jeśli to na pewno nie będzie kłopot... - upewniła się.

***

Jakieś piętnaście minut później weszliśmy do naszego mieszkania. Ruby rozejrzała się dookoła, ściągając kurtkę i wieszając ją na wieszaku przy drzwiach wejściowych.
-Bardzo ładne mieszkanie - skomplementowała i uśmiechnęła się do nas nieśmiało.
-Naprawdę tak uważasz? Dziękuję - twarz Melody rozjaśniła się - może usiądziesz? Ja w tym czasie przygotuję pościel - oddaliła się do drugiego pokoju zostawiając mnie samego z Ruby.
-Napijesz się czegoś? Wody, herbaty? - zaproponowałem, kiedy dziewczya usiadła na skraju kanapy.
-Poproszę wody - odparła niepewnie.
Skinąłem głową i udałem się do części kuchennej, wyciągnąłem z szafki szklankę i nalałem wody prawie do pełna. Upewniając się, żeby nie narozlewać wróciłem do Ruby i podałem jej szklankę.
-Dziękuję - uśmiechnęła się.
Upiła łyk i wbiła wzrok w swoje kolana.
Może ci się wydawać dziwne, że Melody bez żadnych oporów zaprosiła ją do nas, ale to właśnie jest ona. Uważa, że jeśli może komuś pomóc to absolutnie powinna to zrobić. Nie ma uprzedzeń co do ludzi, stara się dostrzegać w nich przede wszystkim dobro, wierząc, że jest ono silniejsze niż zło. Uwielbiam w niej to.
-Już wszystko gotowe - oznajmiła Mels wchodząc do pokoju z uśmiechem na ustach, choć w jej oczach widziałem zmęczenie.
Pokazała naszemu gościowi gdzie jest łazienka, a potem pokój, w którym ma spać, aż w końcu wróciła do mnie do salonu, tym razem sama.
Usiadła na moich kolanach, a ja odłożyłem telefon na stolik.
-Chcę spać - westchnęła ciężko i oparła się na mnie.
-Więc chodźmy - odparłem, delikatnie całując jej odsłonięte ramię.
-Ale martwię się o Pattie.
-Nie myśl teraz o tym - mruknąłem.
Siedzieliśmy w ciszy, przerywanej jedynie odgłosami dochodzącymi z pokoju, w którym była Ruby.
-Będę musiała jutro zadzwonić do szpitala i wziąć wolne - powiedziała, jakby sama do siebie.
W końcu wstała i pociągnęła mnie za rękę do sypialni.
Kiedy leżeliśmy już w łóżku poczułem jak bardzo zmęczony jestem.
-Nie będę mógł z wami jechać do tego szpitala - oznajmiłem przypominając sobie, że jutro muszę być na wykładzie.
Melody podniosła na mnie wzrok.
-W porządku.
-Na pewno? - spytałam, zakładając jej za ucho kosmyk włosów, który opadał na twarz.
-Oczywiście Niall - przewróciła oczami, choć widziałem, że wcale nie była aż tak przekonana co do tego - a teraz możemy już iść spać? Zgaduję, że powinniśmy wstać za jakieś cztery godziny.

***

Właściwie, to nie wiem po co tu przyszedłem, i tak nie mogłem się skupić na żadnym ze słów wypowiadanych przez profesora. Cały czas stukałem nerwowo palcami o poręcz krzesła, a Louis rzucał mi pytająco spojrzenia, które zbywałem wzruszeniem ramion. Sam nie wiem, czym naprawdę się przejmuję. Tym, że Pattie jest w szpitalu? Tym, że wcale nie będę miał dziecka, bo będę miał ich dwójkę?
Kiedy ta męczarnia nareszcie się skończyła szybko opuściłem budynek, jednak Louis dogonił mnie na parkingu. Okropnie wiało, więc naciągnąłem na głowę kaptur bluzy.
-Co jest? - spytał, kładąc rękę na moim ramieniu, ale ja szybko ją strąciłem.
Byłem cholernie niewyspany i naprawdę nie miałem ochoty na dyskusję z nikim.
-Wszystko jest okej, Louis. Odpuść - westchnąłem i wsiadłem do samochodu, tym samym zostawiając go zdezorientowanego na środku parkingu. Może nie zachowałem się całkiem w porządku, ale cóż, pieprzyć to.
Pojechałem od razu do szpitala, wiedziałem, że Melody tam jest, bo zdążyła mi już wysłać milion smsów dotyczących tego, co się tam dzieje. Prawdopodobnie była tak samo znudzona jak ja. Dotarłem na miejsce i udałem się od razu pod tą samą salę co wczoraj. Z daleka dostrzegłem Melody stojąca przy drzwiach wejścia do sali, Ruby nie było na korytarzu. Podszedłem bliżej, a dziewczyna rzuciła mi się na szyję.
-Wybudziła się - oznajmiła z ulgą, przytulając mnie mocno - lekarze mówią, że wszystko powinno być już dobrze.
Uśmiechnąłem się w jej włosy, które jak zwykle pachniały wanilią.
-Widzisz? Mówiłem ci, razem damy sobie radę ze wszystkim.

hejka, jak życie? dzięęęękuję za wszystkie ciepłe słowa, które dostaje od Was ostatnio, jesteście najlepszymi czytaczami na świecie, przysięgam. tak sobie teraz myślę, że nie wyobrażam sobie kończyć tej historii, naprawdę ciężko będzie mi to zrobić. zachęcam do komentowania i zostawiania głosó, ponieważ to niesamowicie motywuje i dzięki temu widzę, że doceniacie moją pracę xx
PS. chciałabym zasugerować Wam opowiadanie "every story ends"- którego autorce jeszcze raz dziękuję za czytanie i komentowanie :)
PS2. zapraszam na moje nowe ff "starry eyed". mam nadzieję, że zajrzycie ;)

forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!