-Zaczekaj - Ashley złapała mnie za ramię i odwróciła przodem do siebie - oczywiście, że cię wspieram. Po prostu robisz coś niewyobrażalnie głupiego i obie dobrze wiemy, że prędzej czy później będziesz tego żałować. Pakowanie się w to głębiej nie przyniesie ci nic dobrego, uwierz mi.

Wtedy poczułam pierwsze łzy na moich policzkach.

-Hej, no co ty, nie płacz - Ashley przytuliła mnie, kompletnie nie zwracając uwagi, że stoimy na środku chodnika.

-Czuję się taka zagubiona, już nie wiem co jest właściwe, a co nie - szlochałam w jej ramię - kocham Nialla i zależy mi na nim bardziej niż na kimkolwiek innym. A z drugiej strony mam wrażenię, że nie mogę tak po prostu odpuścić Justina. I chcę zostać żoną Niall, ale jednocześnie nie chcę łamać serca Justina - najprawdopodobniej osmarkałam jej już rękaw.

-Oh kochanie - westchnęła i zaczęła uspokajająco pocierać moje plecy - nie wiem, co powinnam co doradzić.

Odsunęłam się od niej ciągając nosem i ocierając łzy.

-Muszę pogadać z Niallem. Jak w ogóle mogłam chcieć to przed nim zataić. Jestem taką idiotką - mruknęłam odgarniając z twarzy kosmyki włosów.

-Okej, to dobra decyzja. Wracaj do domu i poczekaj na niego, ja się przejdę...gdzieś - powiedziała wymijająco - lepiej, żebyście byli sami.

-W porządku, dzięki - wiedziałam, że nie chciała mi o czymś powiedzieć, ale postanowiłam spytać ją o to w innym momencie.

Wróciłam do mieszkania i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Dałam jedzenie Kotu i zadzwoniłam do kwiaciarni, żeby upewnić się, że bukiety będą gotowe na sobotę.

Denerwowałam się niemiłosiernie, że coś pójdzie nie po mojej myśli i ceremonia okaże się jedną wielką klapą. No bo nie oszukujmy się, mogło wydarzyć się naprawdę wszystko. A co jeśli Justin faktycznie przyjdzie i on i Niall zaczną się kłócić? Cholera, o tym nie pomyślałam. Naprawdę zależało mi, żeby wszystko dobrze wypadło, to w końcu miał być jeden z najważniejszych dni w moim życiu. I chciałam, żeby moi bliscy mogli cieszyć się tym razem ze mną.

Mój brat i ojciec mają przyjechać jutro, a reszta gości w sobotę. Miały pojawić się prawie wszystkie zaproszone osoby, to naprawdę miłe.

Zastanawiało mnie, gdzie w tej chwili jest Ashley. Mogła właśnie odwiedzać jakichś znajmonych czy coś, ale jakoś nie bardzo przekonywała mnie ta myś. Coś mi nie pasowało, coś w jej wyrazis twarzy, gdy mówiła, że przejdzie się "gdzieś". Była jakby...zawstydzona? Niezdecydowana? Nie wiem, ale nie ukryje tego przede mną, ona wymusiła pójście ze mną na to spotkanie z Justinem, więc niech teraz nie liczy na moją litość i wyrozumiałość. Dowiem się, po dobroci albo nie.

Zaczęłam przygotowywać obiad, kiedy drzwi się otworzyły i Niall wszedł do środka.

-Już jesteś? - starałam się nadać mojemu głosowi beztroski ton, ale wyszło bardzie jak pisk.

-Nie stęskniłaś się za mną? - podszedł do mnie i objął mnie ramionami od tyłu. Zostawił pocałunek na moim karku, a ja uśmiechnęłam się do siebie, ale kiedy przypomniało mi się jaką rozmowę mam przed sobą, uśmiech szybko uciekł mi z twarzy.

-Możemy pogadać? - odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam na niego niepewnie.

-Jasne? - wzruszył ramionami, a ja złapałam go za rękę i pociągnęłam na kanapę.

Usiadłam na przeciwko chłopaka i zaczęłam układać sobie w głowie co dokładnie chcę mu powiedzieć.

-Zawsze chciałam, żebyśmy byli ze sobą całkowicie szczerzy - zaczęłam, a on skupił na mnie swój wzrok - więc proszę posłuchaj co chcę ci powiedzieć, ale nie przerywaj, dopóki nie skończę. I nie złość się, okej? - dodałam, a on uniósł brwi zdziwiony, ale się nie odezwał.

-I proszę, nie rób nic głupiego.

-Okej, mów już - pospieszył mnie wyraźnie zniecierpliwiony.

-Więc...pamiętasz Justina Biebera?

-Tego kardiochirurga? - spytał po chwili namysłu.

-Tak, właśnie tego. Wczoraj, kiedy siedziałam sama w domu, zadzwonił do mnie i zaprosił do kina. Okropnie mi się nudziło, więc zgodziłam się, w końcu dlaczego nie? Wszystko było w porządku, obejrzeliśmy film, a potem postanowiliśmy przejść się do parku, żeby zjeść lody. I wtedy zauważyłam, że patrzy na mnie w... - szukałam odpowiedniego słowa - specyficzny sposób. Zaczęłam coś podejrzewać, ale szybko się za to wyśmiałam, bo w końcu to tylko mój kolega. Ale potem - mój głos zniżył się prawie do szeptu - nawet nie wiem jak to się stało, Niall, ale on - te słowa nie mogły przejść mi przez gardło.

-Pozwoliłaś mu się pocałować - dokończył za mnie Niall, a w jego oczach widziałam chłód i rozczarowania.

-Przepraszam - szepnąłem patrząc gdzieś za jego plecy - wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy. Tylko ty się liczysz.

Patrzył na mnie przez chwilę, a jego oczy były jak morze po burzy. Ciemne, wzburzone, pochmurne, niebezpieczne.

Wstał i bez słowa wyszedł z mieszkania.

Czułam się jeszcze gorzej, o ile to w ogóle możliwe. Jak mogłam dopuścić do tego, żeby Niall poczuł się mną rozczarowany?

Kot przebiegł do mnie i zaczął ocierać się o moje nogi, ale nie miałam w tej chwili ochoty na czyjekolwiek towarzystwo, nawet psa.

Schowałam twarz w dłoniach próbując się nie rozpłakać.

Wzięłam uspokajający oddech i zabrałam się w sobie. Idę za nim.

Założyłam pierwsze lepsze buty i wyszłam na klatkę schodową. Licząc stopnie zeszłam na dół i wyszłam na zewnątrz.

Chłopak stał oparty o ścianę i palił. Przez chwilę obserwowałam jak wypuszcza siwy dym z ust i po raz kolejny się zaciąga, aż w końcu sam na mnie spojrzał. Wyrzucił peta na chodnik i podszedł do mnie bliżej.

-Niall... - nie wiedziałam co mam powiedzieć, na szczęście on mi to ułatwił. Przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. To było zachłanne i nieporządne, całował mnie jakby moje usta były tlenem, a on nie mógł oddychać. Jakby próbował mi coś przez to przekazać, udowodnić. Przygryzał moją wargę, powodując, że nogi się pode mną uginały. I cholera, to było naprawdę dobre.

Kiedy (niestety) odsunęliśmy się od siebie dysząc lekko, on wciąż trzymał mnie blisko siebie patrząc mi w oczy tak intensywnie, że miałam wrażenie, jakby mógł czytać mi w myślach. Nasze czoła się stykały, a ja w dalszym ciągu nie ufałam moim nogom.

-Jesteś moja, rozumiesz? - oblizał opuchnięte wargi, zgaduję, że moje wyglądały podobnie. Nie spuszczał ze mnie wzroku nawet na sekundę.

Skinęłam głową, nie będąc w stanie nic wykrztusić.

-I nie zapominaj o tym. Nigdy.

i jak? zadowoleni? bo ja owszem dhsjsjska. wręcz liczę na komentarze, no bo wiecie, ja naprawdę poświęcam czas na pisanie tego specjalnie dla Was.
Niall tu jest taki omg, c'nie? jak myślicie, gdzie poszła Ashley?
dziękuję za wszystkie gwiazdki/komentarze/wyświetlenia. to niesamowite xx







forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!