Rozdział 27 ❤

1.8K 129 11

Siedziałam na łóżku szpitalnym. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Leo. Wyszczerzył się i usiadł obok mnie. Nie mówił nic, tak samo jak ja. Nie była to niezręczna cisza. Wszystko było dobrze. Do momentu... Do sali wbiegły trzy dziewczyny Kay'a i dwie inne. Odciągnęły Leo. I zaczęły go kopać. Jedna zaczęła podchodzić do mnie. W ręku trzymając scyzoryk. Zaczęłam krzyczeć.

-Zostawcie nas!- nic sobie z tego nie robiły. Śmiały się prosto w twarz. Oczy miałam mokre od łez.-Odejdź!

-Obudź się!- usłyszałam słowa i poczułam jak ktoś potrząsał moim ramieniem. Otworzyłam oczy, od razu szybko je zamykając przez rażące światło. Dopiero po chwili przyzwyczaiłam je. Były mokre. Płakałam.- Co sie stało?- spytał Leo, siadając obok.

-N... Nic, już nic.- wyszeptałam.

-Przecież wiem, że kłamiesz. Koszmar?- dopytywał.

-Nawet jak to co? To tylko sen.- odparłam.

-Ale chyba nie każdy sen wywołuje łzy?- spytał, a na jego twarzy przemknął uśmiech, a już po chwili usta wygieły się w podkówkę. 

-Leo, uśmiech. Nie każdy, ale ja się przyzwyczaiłam. Nie pierwszy raz...- zacięłam się. Czy ja właśnie chciałam mu wszystko powiedzieć? Opowiedzieć o tym?

-Chodź tu.- powiedział i przytulił mnie.- Jestem ja, Charlie, twój brat...

-I Ronnie.- przerwałam mu.

-Kto to?-spytał odchylając głowę do tyłu.

-Koleżanka. Poznałam ją przed koncertem i chyba się zaprzyjaźnimy.- uśmiechnęłam się. 

-Cieszę się.- uśmiechnął się.

-Wiesz? Przepraszam Cię za to wszystko. Nie chciałam męczyć innych tym wszystkim. Myślałam, ze jakoś sobie z tym poradzę, ale tak nie było. Zawsze jak wracałam do domu chowałam się u siebie i płakałam...- przerwałam.

-Lu, jeśli nie chcesz nie musisz. Ja rozumiem, że to nie jest najłatwiejszy temat.- szepnął.

-Chcę.- przerwałam mu i kontynuowałam.- Raz skopały mnie za szkołą. Nie poszłam na lekcje, bo nie miałam siły podnieść się z ziemii, a jak już mi się udało to poszłam na plac zabaw. I zasnęłam. Obudziłam się, a właściewie jakiś chłopak. A ja uciekłam. Nie chciałam litości. I nie raz było tak, że kto mi pomógł. Innym razem jakiś chłopak odprowadził mnie do domu.

-Chyba wiem jaki.- powiedział. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.- To byłem ja. Wyszedłem z domu, bo śniłaś mi się. Szłaś parkiem, trzęsłaś się z zimna. Nie mogłem Cię zostawić, więc wyszedłem i Cię znalazłem. 

-Dziękuję.- szepnęłam i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.

-Nie dziękuj. Cieszę się, że Cię poznałem.

-Ja również. Zobaczymy się jeszcze kiedyś?- spytałam z nadzieją w głosie.

-Oczywiście, jeszcze nie raz. Będziesz mnie miała dosyć.- zaśmiał się.

-Na pewno.- zawtórowałam mu. 

-Chcę widzieć ten uśmiech już zawsze, jasne?- zrobił poważną minę, a ja kiwnęłam głową i zasalutowałam. 

-Tak jest!- krzyknęłam.- Poczekasz chwilę? Muszę iść szybko do David'a.

-Idę z tobą.

-OK, chodź.- założyłam kapcie, bo mój kochany brat nie przywiózł mi trampek i wyszliśmy z sali. Po chwili szukania chłopaka znaleźliśmy go w kawiarence.- Hi, David. Co robisz?

-O hej, nic. Powinnaś leżeć, wracamy do sali. 

-Oj, nie przesadzaj. Mam pytanie, a właściwie kilka. Po pierwsze kiedy wychodzę?- spytałam.

-Za kilka dni, cztery bądź pięć. A drugie?

-Co to za szpital?

-Świętej Kingi, a co się stało, że koniecznie musisz to wiedzieć?- spytał podejrzliwie.

-Koleżanka chciała przyjść, i miałam jej napisać.

-Znam?- ponownie zadał pytanie.

-Nie, poznałam ją na koncercie. Jest z Polski.- odparłam.

-Oh, OK. W takim razie mam nadzieję, że ją poznam. A teraz mykaj do sali. I odpoczywaj.- rzekł i razem z Leo, który w ogóle się nie odzywał wróciliśmy do sali.

***

-Kiedy jedziecie dalej?- zapytałam chłopaka.

-Dzisiaj, jeszcze kilka miast, a potem do domu.- odpowiedział.

-Szkoda, że tak szybko...- posmutniałam.

-Keep smiling. Jeszcze się zobaczymy, pamiętasz?- podniósł moją twarz do góry.

-Tak, ale...

-Lucy, nie ma żadnego 'ale'. Jak ja coś mówię to zawsze się spełnia.- wyszczerzył się, a ja zaśmiałam.

-OK.- odparłam. Nie wiem czemu wcześniej go 'spławiałam', bałam się, że postąpi jak inni, ale teraz? Moje rozmyślania przerwał dzwonek jego telefonu.

-Charlie.- szepnął prawie bezgłośnie. I odebrał. Chwilę rozmawiali i rozłączył się.- Za niedługo będzie Charlie.

-Oh, okey. Poczekaj tylko napiszę do Ronnie.- wzięłam telefon i włączyłam facebook'a.

Lucy Campbell 'Hi, jestem w szpitalu Świętej Kingi jeszcze pięć dni. Więc jeśli chcesz możesz przyjść :)'

Ronnie Karwowska 'OK, przyjdę jutro :)'

Lucy Campbell 'Nie mogę się doczekać, do zobaczenia :)'

Wyłączyłam telefon i odwróciłam się do chłopaka, który zajadał czekoladę. Nie patrzyłam tylko chwilę, czy dłużej? Zaśmiałam się.

-Hm? Chcesz?- spytał podstawiając mi słodycz pod nos.

-Nie, nie lubię.- odparłam, i odsunęłam rękę chłopaka.

-Serio?- zadał pytanie patrząc na mnie z niedowierzaniem.

-Tak. Tylko czasami nutella.- uśmiechnęłam się.

-Oh, za tą nutellę Cię kocham.- zaśmiałam się, a chwilę potem do sali wszedł blondasek. Uśmiechnęłam się do niego i zrobiłam miejsce na łóżku, aby mógł usiąść.

-Hi, co tam?

-Nic, Leondre, spakowałeś się?- skierował pytanie do Leo, a ten w momencie wstał.- Hahaha, wiedziałem, że zapomnisz. Nie martw się, spakowała Cię twoja mama.

-Dzięki, że mnie straszysz, Charls. Dzięki.- powiedział i robiąc naburmuszoną minę odwrócił się do swojego przyjaciela plecami.

-Oj, chyba dzieciaczek się zdenerwował.- powiedziałam głośnym szeptem do Charliego. Ten zaśmiał się i dźgnął Leondre w bok, a po chwili płaczącego ze śmiechu chłopaka łaskotał. Włączyłam nagrywanie i siedziałam na łóżku, nie chciałam im przerywać zabawy, więc patrzyłam na nich i śmiałam się. Przy nich nie było możliwości, żeby na twarzy nie pojawił się uśmiech i za to byłam im wdzięczna.



Rozdział dla was.

Mam pytanie. Jak wiecie dzisiaj rozpoczęła się trasa Young Star on Tour 2016. Dzisiaj swoje show miał Rzeszów. A wy? Będziecie na jakimś koncercie? Macie M&G?

Ja osobiście nie mogłam jechać na żadne, choć naprawdę nie daleko mam do Katowic, ale może kiedyś się jeszcze uda. Ale bardzo się cieszę, że Leosiek i Charls są w Polsce. A wy?

Miłych snów :* :D :*

Be strong, please!  ❤‎Where stories live. Discover now