Rozdział 12 ❤‎

2.6K 141 3

-Już ktoś u niej jest, nie chcę zajmować czasu. Powinienem już iść.- powiedziałem i wyszedłem ze szpitala. Nie wiem czemu nie wróciłem, ale jutro przyjdę i się pożegnam, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nastąpi taki moment, że znowu się spotkamy. A wtedy pozwoli sobie pomóc i nie skończymy znajomości. Choć wolałbym w ogóle nie zrywać kontaktu.

Lucy POV

Po wyjściu lekarza wszedł mój brat, myślała, że padnę kiedy zaczął zadawać pytania.

-Wytłumacz mi, czemu lekarz powiedział, że ktoś powinien z tobą porozmawiać? Co masz do powiedzenia?- spytał, patrząc mi prosto w oczy. Nie potrafiłam się przyznać do tego jaką ofiarą losu jestem. Nie mogłam przyznać dlaczego tu trafiłam.

-Nie wiem, może po prostu coś mu się ubzdurało.

-W takim razie czemu znowu jesteś w szpitalu?- i tu mnie miał. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.

-Bo... zemdlałam. Głowa mnie bolała, a jak się przewróciłam to uderzyłam się. I oto cała historia zadowolony?- powiedziałam i odwróciłam się w drugą stronę.

-Nie wiem jak cię zmusić, żebyś była szczera.

-Jestem. A jak ci nie pasuje to mnie zostaw. Mama już to zrobiła, więc na co czekasz?

-Uspokój się, nie zostawiła NAS.- powiedział z naciskiem na ostatnie słowo.

-Wmawiaj...

-Przestań, okey? Ubzdurałaś to sobie.

-Zostaw mnie.- krzyknęłam, znowu płakałam. Czemu jetem taka beznadziejna?

-Lu...

-Powiedziałam co chciałam.- przerwałam, a chłopak z westchnieniem opuścił salę. Zaraz po nim weszła ciocia.

-Lu, co się stało?

-Nic, teraz ty przeprowadzasz wywiad?- spytałam ironicznie.

-Nie. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że był tu jakiś brunet do ciebie.- serce podeszło mi do gardła. On tu był. Czemu on sobie nie odpuści?

-Coś mówił?

-Nie, tylko tyle, że porozmawiałam z nim chwilę, a potem powiedział, że musi iść.- ulżyło mi. Mruknęłam coś jeszcze i znużył mnie sen. Nie śniło mi się nic, jakby moja głowa dostał reset. I żadnych koszmarów.

***

Spałabym jeszcze długo, gdyby nie hałas otwieranych drzwi. Uchyliłam powieki i zobaczyłam pielęgniarkę, a za nią Leondre. Po co on tu przyszedł? Była dwunasta, ale byłam zmęczona rozmową z bratem i ciotką. A teraz on.

-Lu?- powiedział tym kochanym głosem, który uwielbiałam słuchać.

-Co znowu chcesz? Prosiłam cię.- powiedziałam, starając nie patrzeć w jego oczy.

-Wiem, ale przyszedłem się tylko pożegnać. Wyjeżdżam do Port Talbot, bo za niedługo koncert.- powiedział i spojrzał na mnie. Wyglądał jakby było mu przykro, że musi mnie zostawić. Nie powiem, bo mi było ciężko kiedy myślałam, że za niedługo nasz kontakt się urwie. Ale to była słuszna decyzja i nigdy jej nie zmienię. Pomimo tego, że on musi zapomnieć ja będę pamiętać- Nie powiedziałaś im czemu tu jesteś, prawda?

-Nie. I tak zostanie. Kiedyś to wszystko minie.- powiedziałam. Choć wiedziałam, że to tak szybko nie nastąpi.

-Nie chcę cię do niczego zmuszać, ale mam nadzieję, że w końcu im powiesz. Jesteś bambino i wiesz, że przeżywałem coś podobnego. Nie koniecznie muszą sobie odpuścić, a wtedy może być za późno.

-Przestań się mieszać. Nieistotne. Napisałam ci, że musimy przestać pisać i nie zmieniam decyzji. Jesteś chłopakiem, który swoje przeżył, a teraz ma miliony fanek. Ja jestem zwykłą dziewczyną spośród tysięcy bambino. To się nigdy nie zmieni.- powiedziałam, a pojedyncza łza spłynęła po policzku.

-W życiu wszystko się zmienia. Każdy ma talent, który jest w nim ukryty i wiem, że ty też taki masz.- po wypowiedzeniu tych słów, wyciągnął zza pleców moją gitarę. Zapomniałam o niej kompletnie. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby się z nią coś stało. Wzięłam instrument od chłopaka i otworzyłam pokrowiec. Moja jasna, pełna kolorowych naklejek gitara była w stanie jaki pamiętam.

-Dziękuję.- szepnęłam w jego stronę. Nie mogłam się powstrzymać i przytuliłam go. Na początku nie wiedział co zrobić, ale po chwili zrobił to samo i siedzieliśmy tak przytuleni. W oczach zbierały mi się łzy, za niedługo będzie koniec. Koniec uśmiechu pod nosem. Znowu opuści mnie ktoś tak ważny.

-Nie masz za co dziękować. Masz talent i wierzę, że kiedyś ci się uda spełnić marzenia.- powiedział odsuwając się ode mnie. Przeszedł mnie dreszcz. Zadzwonił jego telefon.- Dobrze... Okey, nie martw się... W szpitalu... Nie, nie mi... Powiem Ci jak wrócę... Do zobaczenia...

-Charlie?- spytałam, przytaknął.

-Więc mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy.

-Nie, Leondre, nie mogę utrudniać Ci życia. A ty musisz znaleźć sobie kogoś kto na ciebie zasługuje.- powiedziałam, jego twarz wyrażała smutek , na który nijak mogłam poradzić. Nie wiem po co zaczynał skoro wiedział, że to koniec. Szarpały mną emocje, których nie mogłam pokazać.

-Cześć.- powiedział, wstał i wyszedł.

-Żegnaj, Leondre. Kiedyś znajdziesz kogoś właściwego.- szepnęłam, ale tego już nie usłyszał.

Leo POV

-Nie, Leondre, nie mogę utrudniać Ci życia. A ty musisz znaleźć kogoś kto na ciebie zasługuje.- powiedziała to tak spokojnie, że miałem ochotę płakać. Nie wiedziałem jak mam zareagować.

-Cześć.- powiedziałem i wyszedłem ze szpitala. Nie rozumiałem czemu nie chce rozmawiać. Zyskałem tę całą sławę, przyjaciela, ale to nie znaczy, że nie jestem też zwykłym nastolatkiem z uczuciami. Jestem jak każdy, ale mam też wiele osób, które kocham i myślę, że one również mnie.

Wszedłem do domu Charlsa, gdzie wszyscy szykowali już rzeczy. Za czterdzieści minut wyjeżdżamy, więc poszedłem do siebie po walizki i zniosłem je na dół. Zjedliśmy obiad i wyszliśmy. Spakowaliśmy torby i odjechaliśmy. Czeka nas kilka koncertów podczas, których poznam kolejne bambino. Zobaczę kolejne szczęśliwe łzy i piękne uśmiechy. Szczęśliwy odpłynąłem do krainy morfeusza.

Lucy POV

Po godzinie od wyjścia chłopaka, myślenia o tym wszystkim chciało mi się płakać. Zrobiłam to, zostawiłam go pomimo tego co czuję. Chciałabym móc z nim porozmawiać jak przyjaciele. Mimo krótkiej znajomości wiedział o mnie znacznie więcej niż mama, czy brat. Niż ktokolwiek. Był jedną z dwóch osób, które dawały mi powód do uśmiechu, radości, szczęścia. Chcę, żeby jako mój idol był szczęśliwy.

*Tydzień później*

Po tygodniu wszelkich badań, podawania leków wypisali mnie. Jutro zakończenie roku, więc muszę znowu tam wrócić. Znowu spojrzeć w ich oczy. Ale to zostanie mi wynagrodzone już pojutrze. Koncert chłopaków, ich głosy, uśmiechy i radość, którą zarażają wszystkich.

Weszłam do domu. Cisza. Ciocia była w pracy, a David musiał jechać na spotkanie. Zamknęłam drzwi i poszłam do siebie. Wyciągnęłam z szafy onesie, których miałam kilka i poszłam się umyć, zmyłam makijaż i z rozczesanymi włosami wróciłam do siebie. Usiadłam na łóżku i słuchałam dźwięków płynących z laptopa. Cała playlista ich piosenek, które wywoływały ogromny uśmiech i łzy zarazem. Przy nich zasnęłam.


Prooszę :* :*




Be strong, please!  ❤‎Where stories live. Discover now