Rozdział 32 ❤

1.4K 119 6

Następnego dnia wstałam o dziewiątej, bo musiałam się spakować. Gdyby nie to, że wyjazd był na dłużej niż taki zwykły, wakacyjny spokojnie zdążyłabym w godzinę. Jednak tym razem musiałam spakować wszystko. Kończyłam z życiem osoby, którą wszyscy pomiatali. Chciałam i miałam możliwość zacząć wszystko od nowa. Uśmiechnęłam się i podniosłam się z łóżka, spod, którego wyciągnęłam dwie, ogromne walizki i jedną mniejszą. Ustawiłam je, otwarte na środku i otworzyłam szafy. Wybrałam ubrania na później, czyli rurki z przetarciami, koszulę w czarną kratę, cropp top z długim rękawem oraz czarną czapkę 'krasnalkę', po czym odłożyłam zestaw na bok.  Resztę ubrań powkładałam do walizki. Drobiazgi pochowałam do pudełek. Wszystko zajęło mi może cztery godziny. Z dumą poszłam szykować się do wyjazdu.

Wskoczyłam pod prysznic. Nalałam na rękę żel o zapachu arbuzowym, a następnie umyłam włosy szamponem o tym samym zapachu. Wytarłam się puszystym, białym ręcznikiem i zawinęłam głowę w czarny. Założyłam naszykowany strój, a po chwili zajęłam się ostatnimi czynnościami, czyli myciem zębów, pomalowałam się delikatnie. Rozpuściłam prawie suche włosy i rozczesałam je. Była już szesnasta, więc zeszłam na dół, gdzie zastałam brata, który robił coś do jedzenia. Z całego domu zniknęły wszystkie pudła z rzeczami, wóz przeprowadzkowy się wyrobił. Usiadłam przy kuchennym stole, a po chwili wylądował przede mną talerz z kanapkami z nutellą. Zjadłam jedną i wróciłam do siebie, żeby zabrać podręczny bagaż. Lecieliśmy samolotem, choć w sumie nie wiem czemu. Niby samochód David'a jest w naprawie czy co, ale nie wiem. Mniejsza, z torbą wróciłam do brata.

Z ogromnym uśmiechem na twarzy opuściłam dom. Tak, to tutaj mieszkałam te kilkanaście lat, ale również tutaj doświadczyłam wiele przykrości. Nie będę tęsknić, bo nie mam za czym, ani za kim. Smutne? Nie.

***

Lotnisko było pełne ludzi, ale co się dziwić? Wakacje trwają, ludzie przyjeżdżają, wyjeżdżają, odbierają przyjaciół. Uśmiechnęłam się na widok dwóch dziewczyn, które podbiegły do siebie, od razu łapiąc się w uścisku. Ja taką przyjaciółkę miałam tysiące kilometrów stąd, ale jeszcze nie raz się zobaczymy, mam nadzieję.

-Pasażerowie lotu 09, proszeni są do odprawy!- usłyszeliśmy z megafonu, mój brat pociągnął mnie w kierunku miejsca odpraw. Chwilę potem mogliśmy usiąść. Ale swoją drogą muszę przyznać, że wybrał super miejsca. Wyczujcie sarkazm. Siedziałam z jakąś panią, która prawie wypychała mnie z fotela. Nie wiem jak to możliwe, ale zdążyła zasnąć, choć jeszcze samolot nie wystartował. Spojrzałam na nią z delikatnym obrzydzeniem. Nie, żebym była chamska, ale chrapała, śliniąc się, a z buzi... no cóż, fiołkami nie pachniało... Skręciłam się z obrzydzenia i zgromiłam David'a wzrokiem. Głupi głupek, śmiał się, a ja cierpiałam. Byłam tylko ciekawa ile będę musiała tu siedzieć. Oh, jak chciałabym już wysiąść. Ale było za późno, musiałam to znieść, odwróciłam głowę możliwie jak najbardziej w bok i włączyłam muzykę w słuchawkach. Niestety, nie dało się zasnąć.

***

-Prosimy o zapięcie pasów, za pięć minut lądujemy.- przemiły głos stewardessy wybudził mnie z transu. Ze szczęścia podskoczyłam w fotelu i zapięłam pas. Oh, jak nie mogłam się doczekać momentu, aż odetchnę świeżym powietrzem.

***

Wychodzę z maszyny, wciągam powietrze. Jejku, jak mi go brakowało. Uśmiecham się pod nosem i kieruję się do wyjścia, zaraz za David'em.

-Więc... Gdzie jesteśmy, kochany braciszku?- spytałam robiąc słodkie oczka. Jednak nie doczekałam się odpowiedzi, bo już po chwili sama się domyśliłam.


Hi, więc jestem. Melduję się z rozdziałem :*

Miłego dnia, pozdrawiam :*

Be strong, please!  ❤‎Where stories live. Discover now