Rozdział 13 ❤‎

2.2K 154 8

Obudził mnie dźwięk dochodzący z dołu.

-David, musimy z nią porozmawiać. Przecież od tak nie mogła trafić do szpitala.- prawie krzyknęła ciocia. Znowu zaczyna się mieszać. Znowu zaczyna drążyć niepotrzebny temat.

-Wiem, ale ja nie potrafię. Nie raz z nią chciałem porozmawiać, dowiedzieć się czegokolwiek, ale ona nie chcę nic powiedzieć.

-Nie płacz, wiem, że to ciężkie, ale uwierz, że prędzej czy później ud się do niej dotrzeć.- powiedziała ciotka. Tak podsłuchiwałam, ale oni mówili o mnie. Co im wszystkim strzeliło do głowy, żeby mieszać się w nie swoje sprawy. Nie miałam ochoty o tym myśleć, więc podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarną spódniczkę i białą bluzkę. Z naszykowanymi ubraniami weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam głowę i zęby. Założyłam bieliznę i ubrania, po czym wróciłam do swojego królestwa, w którym z głośników rozbrzmiewały piosenki. Usiadłam przed lusterkiem i pomalowałam się. Rozczesałam prawie suche, proste włosy i założyłam mnóstwo kolorowych bransoletek. Gotowa, schowałam telefon, chusteczki i portfel. Dzisiaj miał mnie podwieźć brat, bo nadal bolała mnie kostka, więc, żeby dojść do szkoły musiałabym wyjść z godzinę wcześniej, a wcale mi się to nie uśmiechało.

-Lu?- usłyszałam za sobą, stojąc koło okna.- Możemy jechać?

-Tak, chodźmy.- powiedziałam i wyszliśmy. Apel na zakończenie zaczynał się za piętnaście minut, więc jechaliśmy powoli. Nie odezwał się, co było mi na rękę, bo po porannej rozmowie z ciotką zacząłby ten cholerny temat, a ja nie miałam na to ochoty. Po paru minutach zatrzymaliśmy się przed wejściem do szkoły, otworzyłam drzwi i skierowałam się do drzwi wejściowych budynku. Spojrzałam w miejsce, w którym przed chwilą stał samochód David, nie było go już.

-Dzień dobry.- powiedziałam do przechodzącej obok mnie wychowawczyni, kobieta uśmiechnęła się i weszła do szkoły, a ja tuż za nią. Akademia zaczynała się w auli, a potem całą grupą poszliśmy do klasy. Wszyscy otrzymali świadectwa i po zapewnieniach wychowawczyni, że we wrześniu wrócimy cali i zdrowi, opuściliśmy budynek. Nikogo nie spotkałam, więc spokojnie wróciłam do domu.

-Cześć.- mruknęłam do brata, który stał oparty o blat.

-Hej, trzymaj, w szpitalu jakiś chłopak, brunet poprosił, żebym Ci to podał. Całkiem o tym zapomniałem.- powiedział podając mi kopertę. Schowałam ją do kieszeni i poszłam do siebie, mrucząc pod nosem ciche 'Dzięki.'. Rzuciłam kopertę i torebkę na łóżko, a sama wyciągnęłam z szafy rurki i koszulę w kratę. Przebrana usiadłam w fotelu i ze słuchawkami w uszach otworzyłam kopertę od bruneta. Wypadł z niej naszyjnik, połówka serduszka i złożona, na cztery kartka. Wzięłam papier i zaczęłam czytać.

'Lucy,

wiem, że nie masz lekko. Napisałem do ciebie, bo nie lubię kiedy ktoś jest smutny. A ty, niestety taka jesteś. Mam wiele marzeń, ale jednym z większych jest to, aby na twojej twarzy zagościł szczery, prawdziwy uśmiech, którego blaskiem oślepisz tych, którzy uprzykrzają Ci życie.

Jak pewnie wiesz, nade mną w podstawówce również się znęcali, ale udało mi się ich pokonać. Nie byli warci moich łez, bólu ani kłamstw, które codziennie słyszała moja rodzina. Myślałem, że w ten sposób ich ochronie, ale ja ich krzywdziłem. Musieli patrzeć na mój smutek, łzy, siniaki. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, a jednak.

Zdecydowałem się im to powiedzieć i wyszło. Odciąłem się od oprawców, byłem szczęśliwy. Coraz częściej miałem uśmiech ze sobą. Poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy sprawiali, że miałem ochotę się śmiać, żartować. To wszystko dała mi szczerość oraz zaufanie, którymi obdarzyłem bliskie osoby. Opłacało się, bo teraz wiem, że nie warto płakać, lecz należy brnąć do przodu mimo przeciwności losu.

Kiedy zobaczyłem twój profil, coś dało mi do myślenie. Wydawało mi się, że jesteś właśnie taką osobą jak ja parę lat wstecz. I nie myliłem się. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś byłby w stanie skrzywdzić tak kruchą osóbkę. Kiedy pisałem z tobą byłem szczęśliwy dwa razy bardziej. Chciałem Ci pomóc i nadal tego chcę, ale ty nie dajesz do siebie dotrzeć.

Musisz pozwolić odkryć rodzinie sekret, który skrywasz. Będąc w szpitalu widziałem ich smutek, obwiniają się choć nie są winni, tak samo jak ty. Proszę, obiecaj, że zrobisz to co słuszne i powiesz im o wszystkim.

Na zawsze z tobą, mimo kilometrów, Leondre xx'

Czytając to co napisał, to co było prawdą, po prostu płakałam. On chciał pomóc, a ja jak ostatnia idiotka go odtrąciłam. Znałam go, wiedziałam co przeżył i dlatego nie chciałam, żeby musiał na mnie patrzeć.

Wzięłam do ręki naszyjnik, który po otwarciu ukazał mi parę, wygrawerowanych, drobnych słów.

'Be strong, please!'.

Zamknęłam serduszko i zawiesiłam na szyi. Ze łzami w oczach położyłam się na łóżku, w ręce trzymając list. Zasnęłam, odpływając do krainy snów, które były ciepłe i spokojne, takie jakich dotychczas nie doświadczyłam.


Proszę, miśki, oto kolejny rozdział. Kolejny rozdział. Kolejne słowa. Kolejne wydarzenia, które pokazują bieg historii. Bieg życia Lu.

Be strong, please!  ❤‎Where stories live. Discover now