Rozdział 28 ❤

1.7K 123 10

-Oj, chyba dzieciaczek się zdenerwował.- powiedziałam głośnym szeptem do Charliego. Ten zaśmiał się i dźgnął Leondre w bok, a po chwili płaczącego ze śmiechu chłopaka łaskotał. Włączyłam nagrywanie i siedziałam na łóżku, nie chciałam im przerywać zabawy, więc patrzyłam na nich i śmiałam się. Przy nich nie było możliwości, żeby na twarzy nie pojawił się uśmiech i za to byłam im wdzięczna.

***

Chłopaki ogarnęli się dopiero wtedy, gdy do sali wpadła mama Leośka i kazała się powoli żegnać, bo za godzinę wyjeżdżają.

Szczerze? Nie chciałam ich puścić. Popłakałam się jak dziecko, choć wiedziałam, że jeszcze się zobaczymy.

-Będę tęsknić, chłopaki!- szepnęłam, nie byłam w stanie powiedzieć głośniej.

-My też, ale stay strong! Za niedługo znów się zobaczymy, OK?- powiedział Leo, a ja byłam mu wdzięczna. Za co? Za to, że nie odpuścił sobie naszej znajomości. Bo teraz nie miałabym komu się wygadać, z kim pośmiać.

-A teraz musimy uciekać, ale będziemy dzwonić i pisać, OK?- tym razem to Charlie zadał pytanie.

-Oczywiście.- odparłam.- Więc... do usłyszenia.- powiedziałam i przytuliłam każdego z osobna, a potem zrobiliśmy grupowego niedźwiadka. Odprowadziłam ich przed szpital, przy okazji oddychając świeżym powietrzem. Kiedy odjeżdżali ryczałam, właściwie krztusiłam się łzami. Machałam im dopóki nie zniknęli za zakrętem. Z pustką w głowie wróciłam do sali, gdzie od razu położyłam się. Bez nich było tu zdecydowanie za cicho, pomyślałam. Miałam ochotę zacząć krzyczeć, ale zdecydowałam się na rozmowę z nimi przez videochat. Napisałam sms'em, żeby weszli i już po chwili ujrzałam ich w ekranie tableta. Zaczęli robić głupie miny, a ja śmiałam się jak głupia. Nagle na ekran z krzykiem wskoczyła jakaś osoba, wystraszyłam się i odrzuciłam urządzenie przed siebie. Po chwili podniosłam je i tym razem koło chłopaków siedziała śliczna brunetka z  jasnym ombre i dwóch chłopaków. Trójka rozmawiała, jeśli dobrze myślę, po polsku.

-O co chodzi, chłopaki?- spytałam dwójkę śmiejących się chłopaków, przy okazji zwracając uwagę dziewczyny i dwóch brunetów.

-Hi, jestem Sylwia, a to Jeremi i Artur, miło Cię poznać.- zaśmiała się dziewczyna, a reszta jej zawtórowała. Po chwili przedstawiania się, zaczęliśmy rozmawiać. I tak przegadaliśmy ponad godzinę, aż pielęgniarka przyszła z lekami. Z niesmakiem, ale jednak je wzięłam i po szybkim prysznicu położyłam się na łóżku. Nie chciało mi się spać, więc wyciągnęłam tablet i włączyłam jakiś film. Jeszcze cztery dni i wychodzę. I wracam do domu.

Po czasie, gdy film dobiegł końca, zaczęłam myśleć o kolejnym spotkaniu z tymi dwoma głupimi głupkami. Uśmiechnęłam się pod nosem i położyłam się, oplatając kołdrą. Zamknęłam oczy i odpłynęłam do krainy morfeusza.


Skończyła, sprawdziłam, dodałam.

Mam dwie sprawy, miłą i mniej miłą, więc do rzeczy.

Na początek milsza. Wybiło 3,5k wyświetleń. Mega wam dziękuję, bo gdyby nie wy... no nie wiem, nie kontynowałabym tego ff. KC was wszystkich, lofki, kiski :* :*

I na koniec chciałam was zapytać co sądzicie o tej sprawie z włamaniem na konta chłopaków.

Mi osobiście jest przykro, że Antonio zrobił takie świństwo Leośkowi i Charliemu. Trin? Trin dla mnie jest w tej chwili nikim, bo wykorzystała BaM i Tilly, może i z Tilly zyskała sławę, ale teraz? Mam nadzieję, że jej się nie uda wyskoczyć do góry, bo nie zasługuje na to. Razem z Antonio mogliby zapaść się pod ziemie, bo jak wiadomo karma zawsze wraca. I kiedyś będą tego żałowali.

A wy słyszeliście? Co o tym sądzicie? Piszcie, poczytam chętnie :P

Miłego wieczoru, czy też każdej innej pory dnia, w której to czytacie :* :*


Be strong, please!  ❤‎Where stories live. Discover now