Rozdział 24 ❤

1.8K 136 9

-Dzień dobry, jestem lekarzem pańskiej siostry, Lucy Campbell. Chciałem pana prosić o jak najszybsze przyjechanie do szpitala.

-Dzień dobry, postaram się. Do widzenia.- powiedziałem i rozłączyłem się. Siedzenie w pokoju nie było interesujące, więc zacząłem się zbierać do wyjścia. Ubrany, wyszedłem z pokoju. Bez śniadania pojechałem do szpitala.

***

-Dzień dobry, wczoraj wieczorem przywieziono moją siostrę Lucy Campbell.- powiedziałem do recepcjonistki.

-Dzień dobry, proszę udać się do lekarza. Do końca korytarza w prawo, ostatnie drzwi.- odparła niska brunetka i wróciła do pisania czegoś w papierach. Nie zwlekając poszedłem do gabinetu lekarza. Miałem nadzieję, że ma dla mnie dobre wiadomości.

-Witam, pan jest pewnie bratem Lucy?- spytał mnie niewysoki mężczyzna koło czterdziestki, który trzymał w dłoni teczkę, zapewne z papierami.

-Tak, stało się coś poważnego?- spytałem, jednocześnie bawiąc się zegarkiem.

-Proszę usiąść.- powiedział kładąc przede mną kartkę.- Wyniki badań wskazują, że pańska siostra ma wadę serca. Nie jest ona poważna, jednak dziewczyna nie powinna się przemęczać. Natomiast odnośnie głowy... Potrzebne było szycie, z którego zostanie blizna.- słuchałem lekarza, ale myślami byłem przy tej wiadomości na kartce i sms'ie, którego odebrałem. Jeszcze dzisiaj muszę z nią o tym porozmawiać, i jeśli wyjdzie od razu wracamy do Walii.

-A kiedy się obudzi?- spytałem, starając się opanować drżenie głosu.

-Powinna jeszcze dzisiaj, bądź jutro. A teraz przepraszam, ale mamy obchód.- powiedział i opuściłem pomieszczenie. Znalazłem salę dziewczyny i wszedłem.

***

-Hej, myszko. Mam nadzieję, że szybko wstaniesz. Wyjeżdżamy do domu, nie możemy zostać tu dłużej, choć tak bardzo bym chciał.- mówiłem do śpiącej dziewczyny, kiedy zadzwonił jej telefon. Wystraszyłem się, że to znów te dziewczyny, ale to była wiadomość z facebook'a. Od niejakiego Leondre.

Leondre Devries 'Lucy, nie jesteś problemem i nigdy nim nie będziesz. Powiedz o tym komuś, bo sama sobie nie poradzisz, nawet gdybyś była bardzo silna. Chciałbym Ci pomóc sam, ale jesteś za daleko.'

Leondre Devries 'Proszę Cię xx'

Nie wiem kim jest ten chłopak, ale... Uhh, tak przeczytałem ich wcześniejsze wiadomości i wydaje mi się, że jest w porządku.

Lucy Campbell 'Cześć,z tej strony brat Lucy. Wiem wszystko, ale nie od niej. Żebym się dowiedział musiało dojść do wypadku.'

Leondre Devries 'Jak to do wypadku?!'

Lucy Campbell 'Dostała kamieniem w głowę od najprawdopodobniej dziewczyny, która ją prześladuje. Jest w śpiączce, a wybudzi się dopiero jutro.'

Leondre Devries 'W jakim szpitalu?'

Lucy Campbell 'Świętej Kingi w Warszawie.'

Leondre Devries 'Będę za pół godziny, OK?'

Lucy Campbell 'OK.'

Jemu zależało na jej szczęściu. Bo gdyby nie to przecież nie namawiałby jej, żeby powiedziała o wszystkim. Przez łzy uśmiechnąłem się do dziewczyny. Chciałem jeszcze porozmawiać z tym chłopakiem. Może on wie coś więcej o tym wszystkim? 

***

Leondre POV

Zamarłem kiedy dotarło do mnie, że ona leży w szpitalu. W zastraszająco szybkim tempie ubrałem się i gotowy poprosiłem mamę, aby zawiozła mnie do szpitala. Dzisiaj mieliśmy wolne, a już jutro następne miasto w Polsce.

Leondre Devries 'Która sala?'

Lucy Campbell '143'

Pobiegłem pod salę, zastałem tam wysokiego bruneta. Siedział z głową skierowaną ku dołowi. Domyśliłem się, iż jest on jej bratem. 

-Co z nią?- spytałem opierając czoło o zimną szybę przez którą widać było drobną postać zakopaną w białej pościeli. Na głowie miała bandaż, a do rąk przypięte różne kabelki.

-Na razie dobrze, ale wszystko może się zmienić.- powiedział chłopak po chwili, nie odwracając głowy. Czułem się niezręcznie. 

-Mo... mogę do niej wejść?- spytałem patrząc na niego.

-A porozmawiamy potem?- odparł, kiwnąłem głową i nacisnąłem klamkę, wszedłem. 

***

Przysunąłem krzesełko i siedziałem. Po prostu siedziałem patrząc na nią. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy. 

-Czemu jesteś taka? Czemu jesteś tak bardzo uparta? Przecież wiesz, że one tak łatwo nie odpuszczą? Musisz się postawić, księżniczko.- mówiłem i złapałem ją za rękę. Była zimna, wręcz lodowata.- Twój brat już wie. One już nigdy więcej Cię nie skrzywdzą, obiecuję Ci to. 

-Leo...- usłyszałem za sobą głos mojej mamy.- Musimy jechać.

-Nie, ja zostaję. Proszę.- odparłem, chciałem z nią zostać. 

-Leo, musisz jechać do hotelu. Jutro koncert. Musisz odpocząć.- mówiła, ale ja miałem to gdzieś. Lucy jest moją przyjaciółką i nie mogłem zostawić jej samej.

-Wrócę za niedługo taksówką, OK?

-Dobrze, ale nie siedź długo. Jeszcze się zobaczycie, na pewno.- powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.- Pa.

-Pa.

*** 

-Więc ty jesteś Leondre?- głos chłopaka wyrwał mnie z transu. 

-Tak, ale wolę Leo.- odparłem.

-OK, powiesz mi coś o tej całej sytuacji? Ona Ci coś mówiła?

-Chciałbym, ale od początku nie chciała nic powiedzieć. Nie chce pozwolić do siebie dotrzeć. Wiem, że jest ciężko powiedzieć o tym komuś, ale... Nie wiem, nie wiem jak mogę jej pomóc. 

-Spokojnie, obudzi się i wracam z nią do domu. A te dziewczyny pożałują. 

-Jak? Jak chcesz ją zmusić, żeby powiedziała. Ona się wyprze...

-Nie będzie mogła, bo mam to...- podał mi kartkę.- To było na kamieniu, który wpadł do jej pokoju. Teraz już nie może powiedzie, że nic się nie dzieje.

-W końcu.- szepnąłem i uśmiechnąłem się do dziewczyny przez łzy. Chłopak wyszedł mówiąc, ze idzie po coś do picia. A ja zostałem sam z nią.- Księżniczko, ja muszę iść, ale już za niedługo się zobaczymy, znowu.- pocałowałem ją w czoło i wyszedłem. Zatrzymałem taksówkę i wróciłem do hotelu. Umyłem się i poszedłem spać. 

'Dobranoc, Lucy.', wyszeptałem i odpłynąłem do krainy morfeusza.



Dodaje, i sorcia, że tyle czekania było, ale o to jest.

Miłego czytania xx

A tak btw co sądzicie o nowym coverze chłopaków? 


Be strong, please!  ❤‎Where stories live. Discover now