- Ja..cieszę się, ale..nie spodziewałam się, że jest pani taka młoda.- zauważyła, a Lyn posłała jej promienny uśmiech.

- No, cóż. Życie lubi nas zaskakiwać.- stwierdziła. 

Dobrze powiedziane. Spojrzałem na mojego aniołka. Jimin uśmiechał się trochę niepewnie, a gdy spotkaliśmy się wzrokiem, lekko się zarumienił. Nieśmiało przywitał moją mamę, a kobieta uśmiechnęła się spokojnie.

- Bardzo się cieszę, że przyszliście. Proszę, tędy.- wskazała drogę do salonu.

Podążyłem za nimi jak zjawa, a w momencie gdy zajęli miejsce przy stole, moja mama oznajmiła pogodnie:

- Za chwilkę podam obiad, a w międzyczasie możemy się lepiej zapoznać.

Tylko nie to. Miałem nadzieję, że nie zacznie swojego przesłuchania. Już wcześniej jej oświadczyłem żeby nie robiła niczego takiego.

- A pani mąż? - spytała Lyn, rozglądając się dokoła.

- Och, niestety pracuje.- odparła mama, ale po chwili powróciła jej zwyczajna energia. - Rozumiem, że Jimin ma tylko panią?

- Mamo.- mruknąłem ostrzegawczo, ale nawet na mnie nie spojrzała.

Lyn przytaknęła, lecz wydawała się spokojna. Natomiast Jimin przygryzł usta, jak gdyby nagle poczuł, iż jest w jakiś sposób oceniany.

- Mamo, nie psuj tego spotkania.- poprosiłem ją cicho, a ona spojrzała na mnie zdumiona.

Lyn westchnęła i spokojnie oświadczyła:

- Nic nie szkodzi, Jungkook.- spojrzała na mnie przelotnie, po czym skierowała oczy na moją mamę.- Jeżeli to pani nie przeszkadza, to lepiej będzie jeśli porozmawiamy na osobności. 

Moja mama uniosła brwi, ale skinęła głową. Poszły do kuchni, a ja w tym czasie opuściłem miejsce i usiadłem obok Jimina. Spojrzał na mnie trochę niepewnie.

- Jiminnie, nie przejmuj się tym.- wyszeptałem cicho.- Ona nie ma pojęcia o delikatności. Zawsze była nierozważna.

Jimin uśmiechnął się do mnie i chwycił moją rękę.

- Chyba jesteś bardziej podobny do swojego taty, prawda? - zapytał mnie.

- Tak, myślę, że tak.- przyznałem.- Junghyun ma charakter mamy, jest bardziej wybuchowy.

Jimin przysunął się do mnie i oparł o moje ramię. Słyszałem jak oddycha cicho, a potem pogłaskałem go po włosach.

- Aniołku, dasz radę tu wytrzymać? - spytałem cicho.- Jeśli odczuwasz lęk, to..

- Nie, wszystko jest w porządku.- szepnął i spojrzał na mnie. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, a gdy nachylił się w moją stronę, zamknąłem oczy i pocałowałem go ostrożnie. Jimin mruknął coś do siebie, a ja przyciągnąłem go za szyję. Chłopak rozchylił usta bardziej więc nie wahając się dłużej, pocałowałem go bardziej gwałtownie.

Słysząc cichy okrzyk mojej mamy, odsunąłem się od Jimina. Chłopak starał się nie patrzeć w stronę kobiety.

- Widzisz? Mówiłam, że się kochają ponad życie.- wyszeptała Lyn, przyglądając się nam z uśmiechem.

Jakim cudem już przeszły na ty? Kobiety widocznie rozumiały się w pół słowa. Wystarczyło zaledwie parę minut, aby się polubiły. Mimo to, jakoś mi to nie przeszkadzało.

- No, tak. Rzeczywiście.- oznajmiła moja mama.- Chyba muszę do tego przywyknąć.- stwierdziła spokojnie, patrząc na mnie. Jej oczy powędrowały w stronę Jimina, a gdy uśmiechnęła się lekko, pomyślałem, że chyba śnię. Najwyraźniej nie udawała i naprawdę zaczynała go lubić.

************

Po spokojnym obiedzie Lyn i moja mama usiadły w salonie i zaczęły rozmawiać. Nie chcąc im przeszkadzać, pociągnąłem Jimina za sobą i zaprowadziłem do pokoju.

- Jungkookie, nie do wiary.- szepnął, patrząc na Tori.- Jak ona urosła. To nieprawdopodobne.

Uśmiechnąłem się i stanąłem za nim, obejmując chłopaka w pasie. Jimin przyglądał się królikom biegającym w klatce.

- Są śliczne.- wyszeptał cicho. Jego głos dotarł do mojego wnętrza, a ja poczułem przypływ uczuć.- Wiesz, nie spodziewałem się, że to wszystko się tak potoczy.- szepnął i odwrócił się do mnie.

- To znaczy? - zapytałem, patrząc z uwagą w jego piękne oczy.

- Moje życie.- odpowiedział, a jego usta lekko zadrżały.- Nie spodziewałem się, że doświadczę tyle miłości i będę w stanie kogoś kochać. Nie spodziewałem się, że bycie tak blisko ciebie może mi dać tak niesamowitą radość i poczucie spełnienia. Ja..

Uśmiechnąłem się do niego, delikatnie głaszcząc po policzku. Jimin zamilkł, patrząc na moją sunącą rękę.

- Wiesz...jeszcze wielu rzeczy doświadczymy, Jiminnie.- odparłem cicho i nachyliłem się, aby go pocałować.

**************************************************************************************

Już prawie dotarliśmy do końca tej historii. Moja wena się wyczerpała i myślę, że czas kończyć. To była niesamowita przygoda pisać tak dużo rozdziałów i tworzyć tyle zawiłych akcji. Cieszę się, że zostaliście do końca:) Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłam i wam się podobało;)




Czerwone kakaoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz