Rozdział 12

827 59 7


Nie nazwałbym się samotnikiem, gdyż nie czuję się osamotniony. Sądzę, że moje życie należy do pewnego rodzaju egzystencji emocjonalnej lub nawet paradoksu istnienia. Dla większości odnalezienie swej bratniej duszy jest najważniejsze i staje się ich priorytetem. Jednak dla mnie posiadanie mate to hańba. Należę do silnego i walecznego rodu Litavorów, a w moim drzewie genealogicznym nigdy dotąd nie pojawił się człowiek, który w jednej chwili potrafiłby zhańbić moje nazwisko. Gdyby przodkowie dowiedzieli się o więzi, jaka połączyła mojego wilka z ludzką istotą, zapewne wyparli by się mnie w tej samej chwili. Nie mogłem do tego dopuścić i nigdy nie zawiodę ojca. Minęły 24 lata mojego życia, podczas których ani razu nie pomyślałem o samotności czy pustce, jaka może mnie ogarniać. Cieszyłem się samym sobą, co w zupełności mi wystarczało.
-,,Kordian, jesteś zajęty?"- w głowie usłyszałem głos Clemensa.
-,,Teoretycznie tak."- odwróciłem się od okna w stronę biurka na którym leżały sterty dokumentów do przejrzenia. Przez tą brunetkę, nie byłem w stanie skupić się na zwykłej codzienności.
-,,W takim razie przyjdź do mojego gabinetu gdy tylko będziesz miał czas.''
-,, Czy coś się stało?''- gdy kiedyś byłem wzywany przez przyjaciela, nie musiałem się stresować i obawiać co chciałby mi przekazać, jednak w obecnej sytuacji musiałem szczególnie uważać na czyny i wypowiadane słowa.
-,,Wszystko ci opowiem gdy już przyjdziesz.''- po tym zdaniu zakończył wymianę słów. Nie chciałem czekać w obawie co mógłbym usłyszeć. Dlatego też wyszedłem ze swojego biura i skierowałem się na piętro alfy, gdzie znajdowało się jedno z najważniejszych pomieszczeń w pałacu. Zapukałem w drewnianą powłokę trzy razy i po usłyszeniu krótkiego ,,Wejść!" otworzyłem drzwi.
Na skórzanym fotelu, za biurkiem siedział Clemens. Jego mimika twarzy nie wyrażała zupełnie nic, był jak gdyby wypruty z emocji.
- Usiądź Kordianie, ponieważ ta rozmowa może trochę zająć.- złączył ręce na oparciu siedzenia jak gdyby szukał odpowiednich słów, od których mógłby zacząć.
-Dawno mnie nie wzywałeś, więc przypuszczam, że sprawa nie jest błaha.
-Otóż nie mylisz się.- wstał z fotela i skierował w stronę barku z licznymi trunkami. –Chcesz?- wskazał na w połowie zapełnioną butelkę Whisky. Nie miałem wielkiej ochoty na alkohol z rana, jednak gdybym zaprzeczył, za pewne po czasie zaczął bym żałować. Clemens nie często sięga po coś mocniejszego, w szczególności podczas rozmowy, która następuje z rana. Z pewnością wydarzyło się coś niepokojącego. Gdy nalał Whisky do dwóch szklanek, wrócił na swoje miejsce podając mi jedną z nich. –Był u mnie dziś z rana ojciec i zakomunikował mi, że chciałby zobaczyć dziecko, które urodziła przed laty jego kochana żona.
Na te słowa przełknąłem gulę, która stanęła mi w gardle. Dobrze pamiętam do jakiego stanu doprowadziłem dzień wcześniej nastolatkę i to właśnie o nią chodziło w tej rozmowie.
-Zapewne chce ją zobaczyć jako okaz zdrowia?- mruknąłem, wpatrując się w bursztynowy płyn w szklance.
-Otóż to. Dlatego wezwałem tu właśnie ciebie, gdyż to tobie dałem władzę nad Carmen. Stary alfa chce zobaczyć dziewczynę jak najszybciej tylko się da.
-Nie jestem pewien, czy jej stan na to pozwoli. Obawiam się, że gdyby ją ujrzał, nie był by zadowolony.
-Od kąt pamiętam nie umiał zaakceptować zdrady jakiej dopuściła się jego przeznaczona, chodź kochał ją nad życie. Jednak teraz, po jej śmierci, jego skamieniałe serce chyba ruszyło i trudno mi powiedzieć jak zareagował by na stan brunetki.
-Clemens, posłuchaj... ja wczorajszego dnia dopuściłem się okrutnych czynów. Postawiłem sobie za cel jej unicestwienie w bestialski sposób. Chciałem żeby cierpiała i umierała na moich oczach, jak cała reszta niewolników.
-To nic, w końcu pozwoliłem ci na to. Byłem świadom, że pod twoją ręką może nie przeżyć, w końcu nie jest twoją mate, więc do niczego cię to nie zobowiązuje.- na jego słowa przełknąłem głośno ślinę. Stałem się bardziej nerwowy, chodź starałem się tego nie okazywać.
-W takim razie co robimy?- mruknąłem patrząc wprost na alfę.
-Najpierw muszę ją zobaczyć by cokolwiek muc dalej powiedzieć.- w tym samym czasie odłożyliśmy w połowie puste szklanki.
Bez słowa wstałem z krzesła, co również uczynił przyjaciel.
-Szczerze, to nie wiem czego mógłbym się spodziewać.- Clemens zaśmiał się podchodząc do drzwi.

***
Gdy tylko przyjaciel otworzył drzwi do celi i oboje weszliśmy do niej, przez chwilę zabrakło nam słów. Nie wiedziałem co powiedzieć. Mój wilk wewnątrz mnie szamotał się próbując się wydostać na zewnątrz. Dużo energii kosztowało mnie jego powstrzymywanie. Widziałem ją. Leżała skulona w kącie pomieszczenia. Pomimo panującego pół mroku, dzięki wyostrzonemu wzrokowi byłem w stanie dostrzec niemal każdy kontur jej ciała. Nawet stąd rany były widoczne aż za dobrze. Już na pierwszy rzut oka dostrzegłem, że nie chcą się goić. Z powypalanych obrażeń sączyła się zmętniona krew, która wskazywała na rosnące ryzyko zakażenia. Ciało dziewczyny drżało, jednak nie byłem pewien, czy jest to spowodowane jedynie zimnem. Świsty podczas oddychania nastolatki przerywały ciszę. Jako wilkołak byłem w stanie wyczuć silną gorączkę, która owładnęła organizm Carmen.
Oboje wiedzieliśmy, że bez szybkiej pomocy lekarza dziewczyna nie przeżyje następnych dni.
Clemens zbliżył się w jej stronę, przykucając tuż przy niej.
-Nie jest mi potrzebna, sprawiła jedynie wiele problemów mojej rodzinie. Zrodziła wiele kłótni w domu, chodź nigdy dotąd nas nie znała. Gdy tylko poznałem prawdę przysięgłem , że nadejdzie dzień kiedy własnoręcznie ją zabiję. Jest tylko człowiekiem i na nic mi się nie przyda. Wiesz co? – przyjaciel wstał odwracając się w moją stronę. –Zabierz ją do starych komnat dla służb. Ja w tym czasie pójdę po ojca. Spotkamy się na miejscu.- po tych słowach mężczyzna wręcz wybiegł z celi. Pozostałem w niej sam z przeznaczoną. Sam widok spowodował aby w przyjacielu obudziły się tłumione emocje. Gdyby chciał, nie potrafił się ich wyprzeć, dlatego też złość była w nim potęgowana. Popatrzyłem na dziewczynę niechętnie.
-Jesteś moją zgubą.- mruknąłem pod nosem podchodząc do niej. Podniosłem ją delikatnie do góry, na co jęknęła przeciągle z bólu. Kontaktowała...
Nie miałem pojęcia co się ze mną dzieje. W jednej chwili cała złość i nienawiść do tej kruchej istoty zniknęła. Aż wstyd mi przyznać, ale przez krótką chwilę poczułem obowiązek opieki nad Carmen i zapewnienie jej bezpieczeństwa.
***
Wszedłem do jednej z starych i zapomnianych komnat dla służb. Przez ogromne okna do pomieszczenia wpadał blask słońca, przez co w powietrzu i na wielu meblach można było dostrzec kłębiące się chmary kurzu. Pomieszczenie to było od lat zamknięte i nie odwiedzane przez nikogo. Łóżka stojące tuż przy ścianach w rzędzie, chodź były schludnie zaścielone wskazywały na długi okres nieużytkowania. Pościel była w kolorach poszarzałej bieli, która zmieniła swą barwę podczas częstych prań . Natomiast narzutka, zakrywająca kołdrę była w kolorze zgniłej zieleni. Pomieszczenie to było ogromne, mieszczące około 30 lub nawet 40 łóżek. Położyłem drobne ciało dziewczyny na ostatnim posłaniu po czym wyprostowałem się i z założonymi rękami po bokach, przyglądałem się jej pokiereszowanym kończyną. Mogłem się obwiniać za jej stan i czuć się za to odpowiedzialny, jednak poczucie winy ani na chwilę nie dało o sobie znać wewnątrz mnie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, nie mogłem nad sobą zapanować. Gdy zobaczyłem dzisiejszego dnia Carmen coś we mnie pękło. Nie potrafiłem być na nią zły, podczas gdy za kolejne 15minut chciałem ją wręcz rozszarpać za zakłócenie mej wolności. Wewnątrz mnie panował istny chaos nad którym nie umiałem zapanować. Rozejrzałem się dookoła dostrzegając po drugiej stronie sali kran wraz z postarzałą umywalką, a pod nim metalową miskę. Nie myśląc za wiele szybko podbiegłem w wyznaczone miejsce. Do misy nalałem zimnej wody i wraz z nią wróciłem do Carmen. Brakowało mi jedynie małej ściereczki aby móc przetrzeć rany. Do głowy wpadł mi idealny pomysł. Podszedłem do drugiego łóżka i chwyciłem w dłonie cienką narzutę, którą sprawnie rozerwałem tak aby mieć jej skrawek do przemycia zanieczyszczeń.
Zamoczyłem materiał w wodzie i wykręciłem, tak aby szmatka była jedynie zwilżona. Przykucnąłem obok jej łóżka i delikatnie dotknąłem rany. Nie oczekiwałem na jakąkolwiek reakcję ze strony dziewczyny. Jednak gdy usłyszałem jej krzyk bólu, zrozumiałem, że jest w pełni świadoma tego co się wokół niej dzieje.
-Ciii...- zbliżyłem się w stronę jej twarzy, głaszcząc tym samym ją po włosach. Po dłoni przeszły mnie dziwne, a zarazem przyjemne ciarki. W tym samym czasie dziewczyna uspokoiła się na tyle abym mógł kontynuować przemywanie ran. Nie zaprzestałem swego gestu, który tak ją uspokajał, a zarazem dawał mi poczucie szczęścia, które było dla mnie nie do wyjaśnienia.
-Kordian?- usłyszałem głos rozchodzący się po sali, który należał do Clemensa. Odwróciłem wzrok w jego stronę. Stał w drzwiach wraz z starym alfą. Szybko odsunąłem się od dziewczyny. Poczułem wewnętrzną pustkę, na co mój wilk zawył żałośnie w smutku. Spuściłem wzrok, wrzucając tym samym zakrwawioną szmatkę do brudnej już wody.
-Możesz mi wyjaśnić dlaczego jej pomagasz?- ton głosu jakiego użył przyjaciel nie był wcale przyjemny, wręcz ostrzegał mnie.
-Daj spokój synu.- na lewym ramieniu Clemensa pojawiła się sędziwa dłoń jego ojca.- Kordian jedynie chciał jej pomóc.
-Owszem ojcze, ale to właśnie przez niego Carmen ma te obrażenia.- wskazał na jej ciało.
-Niemożliwe... nasz bezwzględny i bezuczuciowy beta odczuł poczucie winy?- stary alfa uśmiechnął się pod nosem. Był to mężczyzna, przed którym każdy czuł respekt mimo przybywających mu lat. Odkąd pamiętam darzyłem go wielkim szacunkiem.
Nie wiedziałem jak mam zareagować, czułem się niepewnie w ich towarzystwie gdyż obawiałem się, że mogli by nabrać podejrzeń. Nikt nie mógł się dowiedzieć o więzi jaka połączyła mnie z nastolatką. Chodź była moją wielką zgubą, byłem pewny, że muszę się jej pozbyć dla własnego dobra.


___________________________________________


Hej kochani!

To znów ja! Jestem naprawdę mile zaskoczona, że jesteście i czytacie to opowiadanie. Oczywiście zachęcam was do dalszego komentowania i wciskania gwiazdek, niech inni dowiedzą się o ODDALONEJ! :D

Do zobaczenia robaczki i udanych wakacji!


OddalonaWhere stories live. Discover now