Rozdział 6

1.3K 80 3


Gdy człowiek odnajdzie w końcu swą miłość, nie zawsze jest zdolny na jej zaakceptowanie. Uczucia bywają przewrotne w stosunkiu do naszych myśli i stanu w jakim się znajdujemy. Jednak czy zakazana miłość jest w stanie przetrwać?
Kordian za wszelką cenę chciał pozbyć się ciążącego problemu. Chodził nerwowo po pokoju szukając rozwiązania. Był świadom, że do póki Carmen się nie obudzi, nie będzie mógł jej nic zrobić. Można rzec, że jest ona w niewidzialnej otoczce, zapewniającej jej bezpieczeństwo. Tak jak rozkazał Alfa, dziewczyna wpierw musi zobaczyć grób matki i dowiedzieć się przede wszystkim o jej śmierci. Nigdy w swoim życiu nie stał on w tak beznadziejnej sytuacji. Sądził, że gdy przywiezie nastolatkę na miejsce, już nigdy nie zobaczy jej osoby. Nie przewidział możliwości obarczenia go przez władcę, aby osobiście przedstawił dziewczynie całą prawdę. Wiedział, że gdy tylko jej organizm zacznie prawidłowo funkcjonować, będzie zmuszony do opowiedzenia jej całej prawdy. Jednak obawiał się emocji jakie mogłyby zawładnąć jego ciałem, ponieważ wilkołaki to wybuchowe i nie zawsze kontrolujące się stworzenia. Do tej pory udawało się mu zapanować nad wszystkim, jednak gdy pojawiła się ona, nawet najprostsza praca sprawia problem z powodu szalejącego wewnątrz niego wilka. Od kilku godzin zmuszał się do napisania odpowiedniego dokumentu sojuszu jaki mieli zawrzeć z watahą z Kanady. Niestety, jego drugie wcielenie przez cały ten czas skomlało jak opętane, chcąc zobaczyć swoją wybrankę i być chodź przez chwilę przy jej łóżku, czuwając. Kordian był wściekły nie mogąc wytrzymać ani sekundy dłużej słuchając tego okropnego lamentu. Uderzył dłońmi o blat masywnego biurka, po czym gwałtownie wstał i wyszedł z gabinetu, trzaskając drzwiami. Nagle drewniana powłoka naprzeciw jego biura otworzyła się ukazując drobną szatynkę patrzącą na niego z zaskoczeniem.
-Beto, wszystko dobrze? Słyszałam niepokojące dźwięki.- jego dłonie były zaciśnięte w pięści, a klatka unosiła się niespokojnie ukazując możliwość gwałtownego skoku agresji w każdej chwili. Młoda kobieta patrzyła niepewnie na mężczyznę, starając się wywnioskować co spowodowało nagły wybuch emocji.
-Nie odzywaj się nieproszona!- wywarczał, chwytając ją za szyję, przyszpilając tym samym do ściany i  unosząc tak, że jej króciutkie nóżki wisiały nad podłogą.
Owa dziewczyna była  siostrą obecnej Luny, zwaną Katherine Lambron tak dobrze znaną w całym domu głównym. Przybyła z siostrą chcąc uciec od rodzinnych wyzwisk. W rodowej watasze traktowano ją jako pogardę dla stada, gdyż nie była stanowcza, a co najgorsze  dla sojuszu z inną watahą nie zdołała wyjść za mąż za jednego z tamtejszych Alf. Do dziś czeka na wybranka swojego życia i dlatego dla beznadziejnej zgody pomiędzy stadami,nie zamierza marnować życia, gdyż i tak nie przejęła by stanowiska po rodzicach.
-Prze...przepraszam Beto.- dziewczyna przestraszyła się spuszczając głowę, a z jej oczy popłynęło kilka łez.
-Co ty wyprawiasz?!-donośny baryton głosu alfy na chwilę oszołomił Kordiana, jednak nadal trzymał ją w szczelnym uścisku za szyję, ani myśląc poluźniać uchwytu. Był zbyt wściekły aby zarejestrować konsekwencje jego czynów. Nagle poczuł jak uderza o podłogę po drugiej stronie korytarza.  Rozejrzał się dookoła skanując całą zaistniałą sytuację.
-Co w ciebie wstąpiło?!- Clemens podszedł zły w jego stronę.
-Nic. Poniosło mnie.- odwarknął, podnosząc się szybko do postawy stojącej, patrząc wyzywająco w stronę alfy. Jego klatka piersiowa unosiła się w szybkim tempie, co ukazywało jego silne zdenerwowanie.
-Opanuj się, jesteś szanowanym betą mojego stada!- Clemens był świadom, że jedynie mocny ton głosu i stanowczość alfy może zadziałać i uspokoić jego przyjaciela. Chwilę zajęło nim obaj mężczyźni unormowali oddechy.
-Masz rację...-Wychylił się zza ramienia mężczyzny –Kate... wybacz.- mruknął, na co dziewczyna posłała mu swój jeden z wielu szczerych i promiennych uśmiechów. Katherin Lambron była przeciwieństwem swej siostry Alexandry. Tą dziewczynę porównywano do słowika zasiadającego przy brzegu ruczaju o poranku i śpiewającego tak pięknie, a zarazem niewinnie. Mimo, iż była siostrą samej luny, pośród nowego stada była szanowana za swą dobroć i chęć pomocy wszystkim dookoła.
-Skoro już ci przeszło, wracaj do pracy. Byłeś u Carmen? Rozmawiałem dziś rano z lekarzem i mówił, że za niedługo powinna się wybudzić, a wtedy pamiętaj co masz wykonać.- odwarknął ostrzegawczo. Kordian ukłonił się przed swym alfą, po czym wyszedł z korytarza pośpiesznie. Nie miał ochoty wracać do swojego biura, jego myśli niepozwalały by mógł kontynuować pracę.
Szedł szybkim tempem w stronę skrzydła szpitalnego, które znajdowało się po drugiej stronie ogromnego budynku.Mężczyzna był wściekły, podczas gdy jego wilk wręcz tryskał radością niczym małe dziecko gdy dostanie lizaka.
-Witaj beto... wyczekiwałem twojego przybycia.- przed Kordianem stanął starszy wiekiem lekarz, który ukłonił się w geście szacunku.
-Zaprowadź mnie do jej sali.- młody mężczyzna nie silił się na miły ton głosu. Wśród innych ukazywał swą władzę, a w szczególności cieszył go widok przestraszonych poddanych.
-Dziewczyna wybudziła się zaledwie 20 minut temu, jednak ciężko było nam ją uspokoić.
-W jakim sensie uspokoić? Powiedz wszystko  co powinienem wiedzieć.- Kordian był ciekaw co dokładnie wydarzyło się przed jego przybyciem.
-Krzyczała, do tego wypowiadała niezrozumiałe dla nikogo słowa. Co jednak było najdziwniejsze, pomimo dania morfiny jej krzyki bólu nie ustąpiły. Wyrywała się z niewyobrażalną siłą, pierwszy raz widziałem by zwykła ludzka dziewczyna miała w sobie tyle zawziętości pomimo złego stanu zdrowia.- doktor mówił z zażyłością, żywo gestykulując przy każdym wypowiadanym słowie. Jednak Kordian pochłonięty był głęboko w swoich myślach.
-Proszę beto, to jej pokój. Alfa rozkazał mi ją przenieść do osobnej sali, ale Kordianie powiedz mi... dlaczego miałem to wykonać, kim jest ten człowiek?- końcówkę zdania wyszeptał w stronę młodszego sobie mężczyzny.
-Radzę ci wykonywać należycie swoje obowiązki i niepotrzebnie dopytywać.- wyższy rangą wilkołak odpowiedział obojętnie po czym bez dalszych słów wszedł do sali, trzaskając za sobą drzwiami. Beta Białej Pełni od zawsze był chodzącą zagadką i nikt do tej pory nie zdołał go rozgryźć.

OddalonaWhere stories live. Discover now