Rozdział 7

1.2K 77 4


Od zarania dziejów bękarci wysoko postawionych i szanowanych rodów byli nie do przyjęcia. Dzieci z nieprawego łoża nie cieszyły się z życia tak jak powinien to robić rozwijający się, młody człowiek. Wzgardzeni przez społeczeństwo i spychani na boczny tor, od zawsze prowadzili swój żywot w cieniu innych. Dziś, gdy hierarchia wilczej sfory nadal istnieje, każdy powinien znać swoje miejsce. Dlatego też Carmen nie miała pojęcia w jak trudnym znalazła się położeniu. Jej życie jest w rękach kogoś znacznie silniejszego od niej. Brak świadomości przytłaczał jej umysł, jednak obawiała się zadać jakiekolwiek pytanie. Nieznajomy  oprawca nie zważał na osłabienie dziewczyny, włócząc ją za sobą po korytarzach zamku. Często z powodu szybkiego tępa stawianych kroków, nastolatka nie potrafiąc nadążyć, upadała na kamienną posadzkę. Szli już od dobrych 5 minut, a ona miała dość. Jej kolana były stłuczone od licznych upadków, dlatego chciała po prostu usiąść i odpocząć. Nagle tajemniczy mężczyzna zatrzymał się ani razu nie patrząc na ciemnowłosą. Zdezorientowana Carmen rozejrzała się dookoła. Znajdowali się przed masywnymi, a zarazem dużymi dębowymi drzwiami dwuskrzydłowymi. Dręczyciel dziewczyny zapukał dwa razy w drewnianą powłokę przed nimi, po czym do uszu brunetki doszedł stanowczy, głęboki głos.
-Wejść!
Jak na zawołanie drzwi zostały popchnięte do przodu, po czym zmuszono ją  do iścia w przód. Przez chwilę musiała przystanąć aby dostosować wzrok na wzgląd iż w pomieszczeniu w którym aktualnie przebywała było dość jasno, a do tej pory  przemierzała ciemne i przytłaczające korytarze zamku wilkołaków. Nie podnosiła wzorku, patrząc wprost na swoje gołe stopy jak gdyby był to najbardziej ciekawy widok ze wszystkich. Słyszała przemieszczające się osoby nie opodal niej, a gdy drzwi trzasnęły niespodziewanie, wzdrygnęła się.
-Alfo, doszedłem do wniosku, że warto abyś również uczestniczył w tej rozmowie.- brunetka usłyszała tuż za sobą głęboki, męski głos z nutką chrypki.
-Kordianie... radziłeś sobie do tej pory z trudniejszymi sytuacjami, więc dlaczego z taką błahostką przychodzisz właśnie do mnie?- irytacja była dobrze słyszalna w głosie drugiego mężczyzny. -Popatrz na mnie Carmen.- gdy zrozumiała, że tym razem nieznajomy zwrócił się do niej, poczuła jak panikuje. Chodź dobrze wiedziała, że nie uniknie niezręcznej konfrontacji . Przebywanie w jednym pomieszczeniu z dwójką mężczyzn? Zdecydowanie nieodpowiednie starcie.
-Nie zamierzam się powtarzać.- ten sam głos rozbrzmiał dość stanowczym tonem, roznosząc się po pomieszczeniu. Jednak tym razem słyszalne było powarkiwanie, które można było by porównać do psa. Carmen nie chętnie podniosła wzrok, dostrzegając mężczyznę opierającego się o blat biurka, stojąc na wprost niej z założonymi rękami na klatce piersiowej. Był potężny, wysoki z budową ciała, wyglądającą na naprawdę silną i dobrze wyćwiczoną. Lekki zarost dodawał mu męskości, a uwidocznione kości policzkowe wraz z powagą wymalowaną na jego twarzy powodowały w dziewczynie, że najchętniej uciekła by w najdalszy kąt pokoju i skuliła się ze strachu. Oczy koloru ciemnego brązu patrzyły na nią intensywnie, co peszyło brunetkę. W dodatku włosy postawione lekko do góry dawały ogólny obraz przystojnego mężczyzny. Biła od niego niezrozumiała władza i siła. 

Carmen chciała w końcu pojąć dlaczego znajduje się w zamku, w dodatku w jednym pomieszczeniu z dwójką samców. 

-Carmen, wiesz kim jestem?- ten sam osobnik zapytał dość łagodnie, co zdziwiło również Kordiana. Owszem, alfa bronił siostry bo chciał dotrzymać obietnicy, jednak jaki plan miał Clemens i dlaczego nie został o nim poinformowany?

Dziewczyna zastanowiła się chwilę po czym pokręciła lekko głową na boki. 

-Nazywam się Clemens Haremen, a ten tutaj- wskazał palcem na przeznaczonego nastolatki - To Kordian Litavor, mój beta i najlepszy przyjaciel.- mruknął, po czym powolnym krokiem podszedł do okna i oparł się o nie. Całe to pomieszczenie było zachowane w beżach. Jak można było sądzić, był to gabinet, w centrum którego stało potężne i masywne biurko wraz z skórzanym fotelem obrotowym. Na przeciw drzwi znajdowały się cztery, równomiernie rozłożone okna z grubymi i długimi aż do ziemi zasłonami na chwilę obecną spięte po bokach, tak by światło dnia przebijało się do pomieszczenia. Po drugiej stronie biurka znajdowały się dwa również obite skórą, fotele. Zapewne dla przybyłych osób, które miały zamiar załatwić sprawy z tym mężczyzną, kimkolwiek on był. Po prawej stronie od wejścia znajdował się regał z książkami z ciemnego drewna, tak jak reszta mebli. Zaraz obok ułożono komodę na której postawione były zdjęcia. Natomiast w rogu, ledwie dostrzec można było drzwi, które prowadziły w nieznanym kierunku. Patrząc na lewo można było zobaczyć znajdujące się tam fotele wraz sofą i stolikiem kawowym, zapewne dla odpoczynku i spokojnej rozmowy z innymi osobami podczas kawy czy innych napoi. 

OddalonaWhere stories live. Discover now