Rozdział 14

875 59 9

Dzisiejszy dzień z pewnością nie należał do najspokojniejszych. Od samego rana doktor Samuel Reidersy pochłonięty był leczeniem wilkołaków. Na jego głowie spoczywało odpowiednie zaopatrzenie pomocy medycznej. W przeciągu kilkunastu godzin zdążył przyjąć pięć porodów, zdiagnozować kilka chorób oraz zszyć rozległe rany trzem wilkołakom, którzy pobili się o jedną 18-letnią wilczycę. Gdyby tego było mało, został wezwany przez betę stada. Chodź był zagoniony, nie mógł zbagatelizować rozkazu. Wspinał się właśnie  po długich schodach skacząc co trzy schodki. Chciał dotrzeć na miejsce jak najszybciej. Pomimo upływających lat nie tracił na sile. Wciąż był pełny energii i zaangażowania we wszystko co robił. Gdy znalazł się przed sypialnią bety Kordiana, zapukał trzy razy w masywne, dwuskrzydłowe drzwi. Odpowiedziały mu tylko głośne ryki wydobywające się zza ściany. Powtórzył swą czynność, lecz i tym razem nie uzyskał pozwolenia na wejście. Pomimo braku zezwolenia, stary Samuel postanowił wejść. Był świadom, że przekroczenie sfery prywatnej samego bety jest wręcz zabójstwem. Każdy bowiem wiedział, że Kordian nie zna litości i często nadwyrężał prawa watahy, stosując okrutne kary. Główny lekarz stada z pewnością nie spodziewał się takiego widoku jaki musiał zastać. Na wielkim łożu leżała drobna brunetka. Mimo pokiereszowanego ciała, od razu poznał kim jest dziewczyna. Chociaż  Samuel widział w swoim życiu wiele, na widok nastolatki skrzywił się, gdyż jej obrażenia nie wyglądały zachęcająco. Gołym okiem można było dostrzec powstający stan zapalny w obrębie ran. Mężczyzna wiedział, że w tej chwili czas odgrywa ważną rolę i każda minuta zwłoki może spowodować powstanie zakażenia w organiźmie dziewczyny. Ryk jaki wydobył się z gardła Kordiana zagłuszył nawet myśli lekarza. Mężczyzna widział jak beta opada z sił, co było niecodziennym widokiem, gdyż był to silny i niepokonany wilkołak, dla którego ból nie jest niczym strasznym. Samuel wiedział, że każdy nieprzemyślany ruch może skończyć się dla niego tragicznie, ponieważ Kordian był rozdrażniony i otępiały dlatego nie przetwarzał racjonalnie wszystkich informacji. Mógł zaatakować staruszka niespodziewanie.
-Witaj beto, przyszedłem z pomocą tak jak mnie prosiłeś.- mężczyzna ukłonił się w geście szacunku. Jednak gdy ujrzał ciało Kordiana bezwładnie opadające na posadzkę, zrozumiał że czas skończyć z wszelkimi formalnymi zachowaniami. Musiał pomóc dwóm osobą w ograniczonym czasie. Dobrze znał poglądy swego bety co do nastolatki, dlatego nie chciał wydać go Alfie. Postanowił zamknąć dziewczynę w osobnej sali do której dostęp mieliby nieliczni. Musiał działać rozważnie, ponieważ wataha nie mogła dowiedzieć się o Carmen z jego rąk. Gdyby taka informacja wyszła od niego, już mógłby zacząć się żegnać z życiem, ponieważ był świadom że beta nie odpuścił by mu tak haniebnego czynu.
Wziął więc na ręce pokiereszowane ciało dziewczyny i skierował się ostrożnie, a zarazem szybko do skrzydła szpitalnego gdzie mógłby zająć się nią odpowiednio. Po przez myśli wezwał swoich niżej postawionych lekarzy aby zajęli się betą. Do tej pory Litavor był okazem zdrowia, nawet gdy złapało go jakieś przeziębienie, szybko sobie z nim radził bez pomocy innych. Dlatego dzisiejsza sytuacja tak bardzo zadziwiła starego Samuela.

***
Gdy ściągnięto brudne i poniszczone ubranie lub raczej to co z niego pozostało z ciała dziewczyny, Samuel wraz z innym lekarzem zaniemówili. Chodź widzieli ogrom obrażeń spowodowanych w najróżniejszy sposób, to rany jakie dostrzegli na skórze nastolatki mroziły krew w żyłach. Byli w szoku, że dziewczyna mimo swego stanu dalej żyje. Często silna wola walki o własne życie pozwala nam pozostać na ziemi przez kolejne kilka lat. Nie przypuszczali, że stan dziewczyny będzie aż taką walką o jej przetrwanie. Liczne krzyki, ciągła bieganina, litry gazików, wylanych środków odkażających i porozrzucanych igieł, nici, a nawet plastrów które walały się po ziemi od szybkiego rozrywania opakowań ukazywały prawdziwą walkę z czasem. Dla osób trzecich takie ratowanie człowieka w chaosie było wręcz niemożliwe, a jednak każdy wiedział co i jak ma wykonać. Gorączka wzrastała, co dla ludzkiego organizmu stawało się podwójnie niebezpieczne. Niekontrolowane dreszcze i zimny pot nie zwiastowały niczego dobrego. Mijała druga godzina podczas której dwóch lekarzy pracowało bez chwili zawahania. Oczyszczenie ran oraz ich zdezynfekowanie nie było proste. Niestety leki, które nastolatka dostawała dożylnie przestały działać dlatego też gorączka wzrosła do 39 stopni Celsjusza. Nagle do sali wbiegł beta, lekarze nie mieli czasu na dodatkowy problem w postaci wypraszania upartego i nieugiętego mężczyzny, który był prawą ręką samego Alfy.
Osłabienie znikło całkowicie z organizmu Kordiana, a zastąpiła je panika w postaci wilka siedzącego wewnątrz niego. Niestety, ale histerię jaką wywołało zwierze w jego głowie spowodowało, że również i Litavor zaczął odczuwać niepokój. Chciał usłyszeć od lekarzy, że wszystko będzie dobrze, jednak po wejściu na salę wiedział, że prędko nie otrzyma takiej odpowiedzi. Widział jej bladą cerę, sine usta i cienie pod oczami. Chodź wiele ran zostało zszytych, nie można było być spokojnym, gdyż zakażenie mogło nadejść nagle, a wtedy życie jego mate wisiało by na włosku. Jako wilkołak czuł gorąc jaki bił z ciała nastolatki. Był to dla niego znak aby nie stać bezczynnie. Podszedł do jej łóżka i nie przeszkadzając lekarzom stanął za wezgłowiem dziewczyny. Pochylił się nieznacznie nad jej twarzą lekko głaszcząc po głowie. Na ten gest ciało Carmen zareagowało momentalnie, uspakajając się. Ustąpiły drgawki, a nawet gorączka opadła. To niesamowite jak więź mate działa na partnerów w pozytywny sposób.

OddalonaWhere stories live. Discover now