Rozdział 9

989 70 7


Nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Mój wilk warczał na mnie za każdym razem gdy zaledwie wspomniałem o śmierci Carmen. Dla niego było to nie możliwe, podczas gdy ja pragnąłem zakończyć jej żywot. Popełniłem wielki, wręcz niewybaczalny błąd. Pozwoliłem na wprowadzenie jej ponownie do domu głównego, bez wiedzy Alfy. Starałem się by nikt nie dowiedział się o więzi jaka połączyła mojego wilka z córką starej Luny. Postąpiłem jak naiwny szczeniak i nie umiałem sobie tego wybaczyć.  Byłem świadom popełnionych błędów, jednak nie mogłem się ich wyzbyć.  Położyłem więc jej kruche ciało na atłasowej, ciemnej pościeli i patrzyłem wprost na nią. Miałem ostatnią szansę na wyniesienie dziewczyny ponownie do lochów, gdzie z pewnością długo by nie przeżyła. Możliwość ta jednak słabła z każdą kolejną sekundą. Gdy tylko usłyszałem pukanie do drzwi mojej sypialni, uświadomiłem sobie, że czas zmierzyć się z rzeczywistością. Owszem, wilk wewnątrz mnie był szczęśliwy na wieść o przybyciu pomocy dla jego przeznaczonej.  
-Wejść!- powiedziałem stanowczo, cały czas patrząc badawczo na nieprzytomną nastolatkę.
-Witaj Beto. Wzywałeś.- do pomieszczenia wszedł sędziwy ale zaufany lekarz. Ukłonił się w geście szacunku, po czym czekał na polecenia.
-Chciałbym, abyś zbadał tego człowieka.- wskazałem na nic nie świadomą Carmen.
-A...a... ale Beto, ona powinna być w lochach, czyż nie? Obraziła ciebie i Alfę...- mężczyzna był zdezorientowany przebiegiem całej tej sytuacji. Zapewne nie spodziewał się, że to właśnie do niej został wezwany, w dodatku w sypialni samego Bety.
-Milcz! Jesteś lekarzem i twoim obowiązkiem jest udzielanie pomocy, tym którzy jej potrzebują.
-Dobrze... w takim razie spojrzę na nią.- mruknął, marszcząc brwi. Jego ruchy były niepewne, tak jak by obawiał się tego jak mógłbym zareagować. Dlatego też zbliżał się do łóżka powoli. Był mądrym człowiekiem, lecz liczyłem, że nie domyśli się niczego.

***


Minęło zaledwie 15 minut, podczas których starałem się opanować rosnący we mnie gniew, który spowodowany był odkrywaniem kolejnych partii ciała dziewczyny przez medyka.

-Beto...- lekarz odwrócił się do mnie niepewnie, kłaniając przy tym głowę. 

-Mów w końcu co z nią.- odwarknąłem  zniecierpliwiony.

-Otóż została dotkliwie pobita, co spowodowało, że ma złamane trzy żebra oraz skręconą lewą kostkę. W dodatku będę musiał zszyć tą głęboką ranę na udzie.- wskazał w stronę rozcięcia. 

***


Gdy pozostałem w pokoju sam z nieprzytomną dziewczyną, nie wiedziałem co mam zrobić dalej. Czułem wewnętrzny niepokój, który był czymś nowym i niedoświadczonym. Lekarz zszył ranę, założył opatrunki i podał odpowiednie leki, lecz nie miał on żadnego wpływu na ponowne przebudzenie dziewczyny. Pozostało jedynie czekanie do momentu aż ciało brunetki zregeneruje się na tyle aby pozwolić jej ponownie na otwarcie oczu. Nie mogłem jej przetrzymywać w swojej sypialni, gdyż była zbyt wielkim zagrożeniem dla mojej pozycji. Gdyby Clemens dowiedział się, iż jego siostra przebywa na piętrze bet, zapewne szybko posłałby Carmen do lochu, a co najgorsze mógłby mnie posądzić o zniewagę, co jednoznacznie równałoby się z upadkiem do niższych rang. Nie mogłem do tego dopuścić. Oparłem dłonie na biodrach i podszedłem do wielkiego łoża na którym spoczywało ciało dziewczyny. 

-Jesteś moją zgubą...- mruknąłem, wypuszczając bezradnie powietrze z płuc.  Wiedziałem, iż muszę działać szybko, a zarazem rozważnie. W każdej chwili alfa mógł wyczuć woń człowieka w swym domu. Niestety, Carmen była jedyną ludzką istotą na terenie watahy, dlatego tym bardziej musiałem się pośpieszyć. Zachowałem się jak głupie szczenie przyprowadzając ją aż tutaj. Zanim jednak wziąłem ją na swe ramiona, musiałem się upewnić o chwilowej lokalizacji alfy. Nie mogłem sobie pozwolić chodź na jeden nieodpowiedni ruch. 

OddalonaWhere stories live. Discover now