Rozdział 20

916 63 3

Bezwładne ciało Carmen zostało ułożone na brudnej, betonowej posadzce. Chodź jej stan ukazywał przeklęty efekt okrucieństwa, nikt nie zdołał się nad nią litować. Alfa surowo wymierzał kary, a z pewnością pomoc nad więźniem była by srogo rozpatrzona. Chodź Kordian przez cały czas bił się z myślami, nie zdołał wymyślić odpowiedniego wyjścia z tej badziewnej sytuacji. Żaden odpowiedni plan na pozbycie się dziewczyny nie pojawił się w jego umyśle. Przez cały dzień chodził jak struty, a o wszelkiej próbie rozmowy można było tylko pomarzyć. Nie obchodziły go obowiązki lub to gdzie aktualnie przebywa. Chciał jak najszybciej zażegnać ten ciążący mu problem. Większość czasu jednak spędził w swoim gabinecie nie chcąc z nikim nawiązywać kontaktu. Warczał wściekle na każdego kto tylko ośmielił mu się przerwać jego stan odrętwienia emocjonalnego.
W tym samym czasie Carmen odzyskując świadomość oraz czucie w kończynach pragnęła umrzeć, by nie czuć tak okrutnego cierpienia jakie zgotował jej los. Powtarzała sobie jak mantrę, że przyjdzie czas w którym znów stanie na nogi i będzie mogła cieszyć się pełnią życia. Musi tylko przetrwać tą bolesną i jakże przykrą chwilę, która zdaje się nie mieć końca. Kilka słonych łez spłynęło po wychudzonych policzkach. Została doprowadzona do okropnego stanu nędzy człowieka. Głód oraz pragnienie było tak silne, że wręcz przewyższało wszelkie inne katusze. Marzyła o ciepłym łóżku, sytym posiłku oraz kilku szklankach czystej wody. Jeżeli chcieli aby konała w agonii, idealnie doprowadzali ją na samą krawędź wytrzymałości. Ból zawładnął jej ciałem i nie pozwalał na poruszanie kończynami.
,, Będzie dobrze." Chodź co jakiś czas powtarzała te słowa w głowie, ani trochę nie była w stanie w nie uwierzyć. Głupi żart stworzony przez okrutne życie.
***
Kordian po długich godzinach siedzenia w jednej pozycji miał już dość. Odrętwiałe mięśnie, niespokojne myśli i pragnienie głodu zaważyło na tym, że późnym wieczorem mozolnie podniósł się zza biurka. Leniwym krokiem skierował się do kuchni w której przebywała służba.
- Przygotujcie dla mnie posiłek. - mruknął nawet nie patrząc w stronę omeg. Jedna z dziewczyn bez słowa podjęła się zadania wydanego przez Betę. Była nią Lillet, piękna blond dziewczyna. Nie trudno było zauważyć jak działał na nią Kordian. Sprawiał, że czuła się przy nim nerwowa, a głęboki, niski ton głosu sprawiał, że kolana wręcz miękkły pod nią. Często starała się mu przypodobać lub zwrócić na siebie jego uwagę. Mężczyzna jednak nie zauważał jej kokietowania i nadzwyczajniej w świecie traktował ją jak zwykłą służącą. Jego myśli zajmowała tylko jedna kobieta... Carmen. Znudzony Litavor siedząc na stołku barowym wpatrywał się beznamiętnie w okno.
- Wyglądasz na zmęczonego Beto. Chyba potrzebujesz się odprężyć, czyż nie?- o blat na przeciw niego oparła się ta sama, zauroczona nim dziewczyna. Kordian przeniósł na nią leniwy wzrok, nie dostrzegając potrzeby nawiązywania zbędnej rozmowy.
- Jesteś spięty. - kobieta po tym krótkim stwierdzeniu podniosła się powoli aby wyeksponować średniej wielkości dekolt. Może gdyby nie problemy związane z jego mate, mężczyzna mógłby się nią zainteresować. Jednak na chwilę obecną była tylko służącą i nie miała prawa z nim rozmawiać bez uprzedniej zgody. Mimo to Lillet zależało na jego uwadze, nawet za cenę kary.
- Ile mam jeszcze czekać na to cholerne jedzenie?!- Kordian uderzył pięścią w blat wychodząc wściekły z pomieszczenia. W myślach połączył się z Davidem, któremu nakazał wymierzyć karę w postaci 15 uderzeń batem dla obu kucharek. David Reatter był gammą, cenionym wojownikiem i zaufanym człowiekiem dla Bety.
Kordian bezmyślnie skierował się do lochów, chodź kilka godzin wcześniej przysiągł sobie już nigdy nie pojawić się w tej jednej, szczególnej i przeklętej celi. Drzwi z charakterystycznym łoskotem zamknęły się za nim. Stawiał ciężkie kroki na kamiennej posadzce, a dźwięk jaki towarzyszył temu roznosił się echem wśród korytarzy. Zatrzymał się dopiero w momencie gdy znalazł się na przeciw drzwi do których uprzednio zmierzał. Wyciągnął z kieszeni spodni pęk kluczy, którym dysponował na własność. Pozycja Bety stada oraz głównego zarządcy więzienia dawała ogrom możliwości, dlatego bezkarnie mógł chodzić gdzie i kiedy chciał. Włożył odpowiedni klucz do zamka przekręcając go. Drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. Na początku mężczyzna nie dostrzegł dziewczyny, jednak po czasie zauważył jej drobne ciało skulone w kącie. Zrobił kilka kroków w głąb pomieszczenia zatrzaskując za sobą drzwi. Nastolatka nawet nie drgnęła na ten nagły huk. Kordian przez chwilę wpatrywał się w nią beznamiętnie, jednak po czasie wypuścił powietrze z płuc kręcąc głową z niedowierzania. Przykucnął przy jej ciele dokładnie analizując każdy skrawek jej delikatnej skóry. Ze wszystkich sił starał się zapierać wypełniających go od środka emocją, jednak wilk nie pozwalał mu na to. Towarzyszące mu emocje były dla niego nowym doświadczeniem. Wystarczyło że pomyślał o tej drobnej istotce lub był w pobliżu niej, jego dusza zaczynała skakać z radości, chodź była mocno przytępiona prze jego silną wolę. Dotknął delikatnie wierzchem dłoni jej skaleczonego policzka.
- Jesteś taka niewinna...- mruknął, chodź wiedział że go nie usłyszy. Odpowiedziała mu jedynie błoga cisza, otulająca ich obojga z każdej strony.
- To z pewnością jakaś pomyłka. Na pewno bogini coś namieszała. Tylko dlaczego ja muszę brać w tym udział?- warknął, lecz słowa które wypływały z jego ust kierował bardziej do siebie jako stwierdzenie lub nawet pocieszenie.
Usiadł przy niej opierając się o zimną i wilgotną ścianę. Do tej pory nie znalazł odpowiedniego rozwiązania, przez co przestał się łudzić w odnalezieniu wyjścia z tej okropnej sytuacji. Jej śmierć była by zgubą dla jego wilka, ale pozostanie dziewczyny w stadzie było by katorgą dla samego Kordiana.
Wpatrywał się w jej pokiereszowane ciało przez dobre 15 minut, dostrzegając wiele na pierwszy rzut oka nie widocznych ran. Przez te kilka miesięcy dziewczyna stała się wyłącznie wynędzniałym człowiekiem. Po raz pierwszy beta poczuł dziwny dyskomfort myśli, powszechnie nazywany wyrzutkami sumienia. Żałował, że nie pozbył się jej już w momencie gdy uświadomił sobie co łączy go z brunetką. Teraz brnął w sam środek bagna i wiedział, że finał jakoby by nie był może okazać się bolesny. Było po prostu za późno by zaradzić całemu procesowi, który ruszył w dniu postawienia stopy w Europie.
Ze stanu zamyślenia wyrwał go cichy świst połączony z kaszlem. Od razu skierował swój wzrok na dziewczynę, która powoli unosiła powieki. Jednak otworzyła oczy na zaledwie kilka sekund, by już po chwili ponownie je zamknąć z bolesnym jękiem.
Grymas cierpienia pojawił się na jej twarzy, a płaski i nierówny oddech nie wróżył niczego dobrego.
- Carmen... Jak się czujesz?- ton w jakim wypowiedział słowa był zdecydowanie za głęboki gdyż zauważył jak dziewczyna wzdryga się i momentalnie boleśnie spina.
- Spokojnie mała. Nie zrobię ci krzywdy.- położył dłoń na głowie gdzie kiedyś znajdowały się piękne, długie włosy i przejechał delikatnie po jej czaszce dając jej do zrozumienia, że nie ma złych zamiarów wobec niej.
Kilka samotnych łez spłynęło po wychudzonym policzku. Na ten widok wilk wewnątrz niego zaskomlał żałośnie.

OddalonaWhere stories live. Discover now