Rozdział 1

2.1K 135 4


,, Wierzę, że im bardziej się kocha, tym więcej się czyni, gdyż miłość, która nie jest niczym więcej niż uczuciem, nie mógłbym nawet nazwać miłością." Mawiał Vincent van Gogh. Jednak czy można kochać ludzi, którzy wyrządzają tyle cierpienia w naszym życiu? Podobno tak, jednak ja Carmen Rossalie Jonson wciąż na nowo staram się pokochać. Obudzić w sobie uczucia, które uznawane są za dobre. Brak we mnie miłości, szczęścia oraz optymizmu. Przez ostatnie 12 lat straciłam chęć wszelkiego uśmiechania się do ludzi, a mój świat to zwykła, szara rzeczywistość. Mam zaledwie 17 lat, a uwierzcie, przeżyłam więcej niż nie jeden dorosły. Mieszkam wraz z moim prawowitym opiekunem w jednorodzinnym domku na przedmieściach Londyny, w miasteczku zwanym Michingan . Moja okolica uznawana jest za jedną ze spokojniejszych, gdzie dookoła można dostrzec wiele szczęśliwych rodzin z pięknymi ogródkami, mnóstwem idealnych dzieci. Niestety, moje życie już od lat dziecięcych nie było w żaden sposób, nawet w małym stopniu radosne. Na każdym kroku odczuwałam smutek, ból i rozczarowanie. Czasem zastanawiam się dlaczego to mnie spotyka tyle niemiłych zdarzeń. Każdego dnia łudzę się, że dziś będzie lepiej. Jednak ani razu nie nastąpił ,,lepszy dzień".
Każdego dnia o tej samej porze wychodzę oraz wracam do domu. Nie ma możliwości spóźnienia choćby o 5 minut. Każda zniewaga, niesubordynacja jest srogo karana. Moja szkoła mieści się w sąsiednim miasteczku Soutland, jest to około 10 do 15km licząc od mojego domu. Codziennie rano wyjeżdżam o 7.30 zabierając podniszczony rower, który stał się moim jedynym środkiem transportu. Gdy byłam młodsza, dostawałam pieniądze na bilet aby jechać autobusem, teraz jednak mogę tylko pomarzyć o takich wygodach. Nie mam pieniędzy, a o pracy mogę zapomnieć ponieważ wyznaczone godziny i surowy nadzór mojej osoby był by odbierany jako uchybienie, za co z pewnością zapłaciłabym i to nie mało.
Pedałowałam dość szybko by zdążyć na wyznaczony czas. Zasady w moim domu są bardzo mocno przestrzegane, a wszelakie przesunięcia w grafiku mojego ojca są nietolerowane i niedopuszczalne. Mijałam dom za domem zbliżając się do końca ulicy na której znajdował się cel mojej podróży. Bałam się jednak, iż nie uda mi się zdążyć na czas, ponieważ wyjechałam dość późno z pod szkoły. Zatrzymałam szybko rower na podjeździe obok czarnego Range Rovera mojego ojca. Auto na podjeździe świadczyło jedno... spóźniłam się, a on jest w domu czekając na mnie i na zadanie mi odpowiedniej kary. Naprawdę chciałam wziąć z powrotem dwukołowiec i odjechać daleko od tego piekielnego miejsca. Jednak było już za późno, drzwi frontowe właśnie się otworzyły, a w nich dostrzegłam dobrze zbudowaną posturę ojca. Mieszkam tylko z nim. Niestety jest moją jedyną rodziną jaka mi pozostała. Gdy miałam zaledwie 5 lat matka odeszła wraz z moim starszym bratem pozostawiając mnie na pastwę tego brutalnego człowieka. Dobrze wiedziała jakim jest mężczyzną, jak bardzo jest wybuchowy i agresywny, a częste zadawanie bólu uspokaja jego „zszarpane nerwy". Do dziś nie umiem sobie wybaczyć, ani zrozumieć jakim cudem moja własna matka potrafiła zrobić coś takiego własnemu dziecku. Czy nie było jej szkoda rodzonej córki? Dlaczego nie zabrała mnie ze sobą? Naprawdę miałam ogrom pytań, a na żadne nie dostałam odpowiedzi. Nie wiem gdzie aktualnie przebywa matka, czy w ogóle żyje. Jednak chciałabym odnaleźć brata. Na nikim nie zależy mi tak bardzo jak na nim. Czuję, że gdybym tylko go odnalazła moje piekło zakończyłoby się raz na zawsze.

- Carmen, witaj córeczko. Martwiłem się. Nie przyjechałaś na czas jak to masz w zwyczaju. Wchodź szybko do domu, obiad już czeka.- ten troskliwy ton, prawdziwy kochający tata. Jednak wiem jaką jest osobą naprawdę. Wszyscy niestety uznają go za wzór idealnego tatusia, a nie jedna zamężna kobieta marzy by to właśnie mój ojciec był z nią. Jest obiektem westchnień wielu z płci żeńskiej. Żadna jednak nie wie jak bardzo się myli. Dobry aktor potrafi udawać przed innymi. Każdy sądzi, że nasze życie jest naprawdę cudowne i nie brak nam niczego, po prostu oboje jesteśmy szczęśliwi, a zła żona niczego nie zepsuła. Niestety, pozory chodź piękne nigdy nie staną się rzeczywistością. Krok za krokiem, szłam jak na skazanie. Głowę miałam spuszczoną, a wzrok w bity w chodnik. Nie miałam ochoty patrzeć na tą okrutną twarz. Wyrządził mi zbyt wiele krzywd aby mu przebaczyć od tak. Chodź szukam w sobie przebaczenia na to wszystko już od lat. Nie mam nikogo w kim mogłabym mieć oparcie. Czuję się samotna w tym wielkim, okrutnym świecie. Czuję się oddalona od społeczeństwa. Gdy tylko przekroczyłam próg domu, drzwi zatrzasnęły się z hukiem tuż za mną. To spowodowało powrót do rzeczywistości, a co za tym idzie uświadomienie sobie, że czas tortur właśnie się rozpoczął. Zostałam popchnięta do przodu jeszcze zanim zdążyłam zdjąć buty.

-Co ty sobie wyobrażasz smarkulo?! O której miałaś być?!- jego donośny głos rozniósł się echem po pustych pomieszczeniach. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Już dawno temu nauczyłam się, że chodź pyta, krzyczy bym odpowiedziała ja i tak mam siedzieć cicho i przyjmować z pokorą każdą boleść. Poczułam pieczenie na prawym policzku. Uczucie to było mi dość znane, dlatego nawet nie odsunęłam się na krok. Chciałam by po prostu już się to skończyło. Abym mogła pójść na górę do swego pokoju i w ciszy opatrzyć rany. Jednak widziałam w oczach ojca tego dnia coś czego nie dostrzegłam jeszcze chyba nigdy. Nie wiedziałam jak mam określić do końca to co zauważyłam. Ten błysk w oku, sposób w jaki na mnie patrzył był wręcz psychiczny, nie ludzki. Poczułam jak po kręgosłupie przechodzą mnie dreszcze, a zimny pot wstępuje na moje plecy. To nie mogło skończyć się dobrze.

-Spóźniłaś się 30 minut! Zasrane pół godziny! Gdzie obiad, gdzie jedzenie które właśnie powinienem jeść?! Widzisz, nie ma go! A dlaczego go nie ma?! Bo mała córeczka okazała się po raz kolejny spóźnialska, a tatuś musi nauczyć ją posłuszeństwa i pokory!- w sekundzie znalazł się przede mną. Uderzył mnie raz, potem kolejny. Pierwszy cios poszedł w brzuch przez co zgięłam się w pół, kolejne uderzenie było bardziej bolesne. Dostałam pięścią prosto w żebra. Przez chwilę poczułam jak całe powietrze jakie znajdowało się w moich płucach w jednej chwili uchodzi z nich. Upadłam na ziemię, jednak to nie przeszkodziło mężczyźnie w dalszych poczynaniach. Okładał mnie pięściami bez opamiętania oraz kopał gdzie popadnie, byle tylko zadać jak największy ból. Po 10 uderzeniu przestałam liczyć, czułam się jak nic nie warta lalka czy worek na którym ojciec wyładowywał każdą frustrację. Miałam poczucie jak gdyby każdy skrawek mojego ciała pałał żywym ogniem, a najmniejszy ruch powodował nieludzki ból. Jak mam dotrzeć po tych schodach na samą górę? Samotna łza spadła po rozgrzanym policzku. Nigdy nie okazywałam przy nim uczuć. Przestałam je pokazywać od momentu gdy zrozumiałam, że one zawsze tylko pogarszają sprawę. Jestem tylko nędznym człowiekiem, więc dlaczego los bawi się ze mną tak okrutnie?!



_________________________________________________________________________

Witajcie! Przychodzę do was tym razem z nieco innym typem opowiadania. Lecz mam nadzieję, że pozostaniecie tutaj na dłużej, a moje "wypociny" was zaciekawią. Mile widziane jest udostępniane ,,ODDALONEJ" jak również komentarze i gwiazdki, które motywują i pokazują, że jednak warto jest poświęcić czas na napisanie kolejnego rozdziału.

OddalonaWhere stories live. Discover now