Rozdział 23

660 51 0

Obudziłam się znowu w szpitalu- a raczej skrzydle szpitalnym. Przy łóżku na krześle siedział Damon.

- Hej.- odezwał się widząc, że się obudziłam.

- Hej. Czemu znów to jestem?

- Zemdlałaś, znowu. Strażnik Bielikov cię tu przyniósł. Więc to ty mi powiedz co się dzieję?

- Nic, mogę stąd wyjść?

- Jeszcze nie.

Za drzwiami mojego pokoju było dość głośno. Usłyszałam głos Care i kogoś kto jej czegoś zabraniał.

Damon zerknął ze mną na drzwi.

- Jeśli to Caroline wpuść ją.- poprosiłam.

- Dobrze, ale nie na długo.

- Oczywiście.- uśmiechnęłam.

Damon wyszedł za drzwi i po chwili weszła Caroline- nie myliłam się, że to ona.

- Jak się czujesz Nicole?

- Dobrze. Co się działo przed drzwiami?

- Strażnicy i lekarka nie chcieli mnie wpuścić, mówili, że tylko rodzina. Dopiero gdy wyszedł Damon Johnson i coś im powiedział mnie wpuścili. Co on u ciebie robił?

- Później ci powiem. Opowiadaj jak tam sprawa z wujem.

Gadałyśmy tak 20 minut, aż przyszła doktor Green i ją grzecznie wyprosiła, a moich wyników się nie czepiała. Pewnie została powiadomiona o mojej prawdziwej pozycji jak kilka innych osób na dworze.

Po południu mnie wypuszczono.

Wieczorem poszłam do siedziby strażników. Weszłam do gabinetu Hansa, który zarządzał wszystkimi przydziałami na dworze.

- Wasza Wysokość.- ukłonił mi się.

- Proszę się tak się do mnie nie zwracać, wystarczy Nicole.- ile razy będę mu to powtarzać.

- W czym mogę pomóc wa..- zobaczył moją minę i się poprawił- Nicole.

- Chcę byś spytał strażników, którzy wczoraj w nocy mieli wartę czy mnie nie widzieli. Tych strażników, którzy mnie widzieli sprowadź i gdy będą wszyscy wezwij mnie.- mój pierwszy rozkaz. Nie to nie rozkaz lecz prośba. "Wmawiaj sobie." szeptała moja podświadomość.

- Tak Wasza Wysokość, ale będę potrzebował zdjęcia.

I tak nic to nie zmieni ostatnio gdy z nim rozmawiałam zrobił tak samo. Zrobił mi zdjęcie swoim telefonem. A potem wyszłam.

Poszłam do biblioteki poszperać o Alice i Danielu. O mojej rodzinie jest wiele książek, ale muszę wiedzieć gdzie jest Daniel i jak Alice umarła. Po pewnym czasie wszedł jakiś strażnik.

- Wasza Wysokość,- czyli on także wie o mnie- mam cię zaprowadzić do strażnika Hansa.

- Dobrze.

Wyszłam z strażnikiem w stronę siedziby strażników. W gabinecie Hans wstał gdy tylko weszłam. Usiadłam na jednym z krzeseł.

- Czego się dowiedziałeś?

- Waszą Wysokość widziało kilku strażników w nocy.

- Gdzie są ci strażnicy?

Dziwnie czułam się taka...

- W jednym z pomieszczeń.

- Wprowadzaj każdego po kolei, chcę się czegoś dowiedzieć. Strażniku Hans mógłby pan przy tym być.- wolę nie być tu sama.

- Oczywiście, Wasza Wysokość.- uśmiechnęłam się wdzięcznie.

Do gabinetu Hansa weszło 4 strażników, każdy mnie widział, ale nic niezwykłego nie zauważył w moim zachowaniu w nocy. Więc nadal nie wiem jakim cudem się znalazłam nad jeziorem.

Wróciłam do biblioteki po książkę, którą zostawiłam, ale jej nie było. Przeszukałam chyba połowę półek w bibliotece i jej nie znalazłam.

Gdy weszłam do pokoju, na skraju łóżka siedział Lucas.

- Co tu robisz?- byłam zdziwiona.

- Chcę przeprosić za moje zachowanie.

- Nie musisz.

- Słyszałem, że znów wylądowałaś u lekarzy.- ale w tych słowach nie było słychać troski, ale co?

- Tak, ale nic mi nie jest. Lucas możemy zjeść razem dziś kolację?

- Tak.

- To świetnie dasz mi chwilę i możemy iść.

Poszłam do garderoby. Nie mogłam uwierzyć, że jest tak późno.

Poszliśmy do jadalni. Służba podała nam talerze z jedzeniem, a ja postanowiłam zacząć rozmowę.

- Dlaczego tak zareagowałeś gdy wspomniałam o twojej matce?

Spojrzał na mnie, widziałam, że to dla niego będzie trudne, ale wiedział, że nie odpuszczę.

- Nie lubię o tym mówić, więc proszę cię nie pytaj się o nią.- wydawał się lekko wkurzony.

- Dobrze. Ciekawi mnie kiedy poznam Daniela.- jeśli nie o niej to może o nim.

- Spytaj się własnego ojca.- odsunął od siebie talerz i wściekły wyszedł z jadalni.

Ale co miał na myśli mówiąc, że mam spytać mojego ojca? Co on ma z tym wspólnego?

Po posiłku poszłam do Elizabeth.


Życie potrafi zaskoczyćPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!