58.

307 67 1

Dziwna zbieranina na placu treningowym mogłaby nawet wyglądać śmiesznie, gdyby nie fakt, że emanowała takim poświęceniem i determinacją, że każdy rycerz wydawałby się przy niej jedynie żółtodziobem. Oni mieli prawdziwy powód, by walczyć. Nie zależało im na sławie, chwale czy honorze. To nie była kwestia zdobycia zaszczytnych tytułów i bogactw. Chodziło o ich życie, o życie ich rodzin, o ich ziemie, domy, pola i zwierzęta. Brutalna niesprawiedliwość i okrucieństwo obudziły w nich ducha walki, o którego posiadaniu nawet nie wiedzieli.

Arama była z nich dumna. Byli w stanie trenować przez wiele godzin bez ustanku i uczyli się niezwykle szybko. Pomysł, aby dać im walczyć ich narzędziami pracy okazał się zaskakująco dobry i jej samej oszczędził wiele wysiłku.

Problem kos rozwiązała również bez większych komplikacji – po skróceniu trzonów, wyprostowaniu oraz wzmocnieniu ostrzy wyszedł z nich komplet całkiem zgrabnych noży, których, ku uciesze jej podwładnych, postanowiła używać w walce.

Pozostawały jeszcze zbroje. Nie mogli walczyć bez nich, swoich jednak nie mieli a na zakup nowych nie było ich stać. Arama widziała ich zapał i potencjał, gotowa była nawet zainwestować w ich uzbrojenie, wiedziała jednak, że jej ojciec nie spojrzałby przychylnie na taki wydatek. Nie po tym, jak zignorowała starania Riliana.

Nie mówiąc już o tym, że wolała, aby sami kupili swoje zbroje. Nie chodziło o to, że żałowała im pieniędzy. Po prostu widziała różnicę między tym, jak traktowali miecze treningowe, a jak swoje narzędzia. Doszła do wniosku, że jeśli sami będą musieli zapracować na zbroje, będą potem o nie bardziej dbali. A co za tym idzie – nie będzie musiała stać na czele zardzewiałych i śmierdzących blaszaków.

Długo zastanawiała się jak powinna wyglądać idealna zbroja dla jej oddziału. Wiedziała, że przede wszystkim musi być lekka i nie może krępować ruchów. Z drugiej strony powinna jak najlepiej chronić przed atakami. Zrobiła kilka projektów, radziła się wielu osób, przeczytała wiele książek, lecz nie udało się jej znaleźć prostego rozwiązania. Ostatecznie zdecydowała się na zbroje z grubej skóry, wzmocnione na piersiach, plecach i udach metalowymi łuskami.

Gdy powiedziała o wszystkim swoim podwładnym nie kryli oni rozczarowania. Z jednej strony wciąż łudzili się, że będą prawdziwymi rycerzami, z drugiej natomiast odezwało się ich wyuczone skąpstwo. Nie zaprotestowali jednak otwarcie, a gdy po raz pierwszy założyli nowe zbroje, zrozumieli, dlaczego Arama zdecydowała się właśnie na takie rozwiązanie.

Na koniec zostawiła im naukę jazdy konno. Niezbędne podstawy każdy z nich już dobrze znał, musieli jednak czuć się w siodle na tyle dobrze, by móc walczyć nawet w czasie jazdy. Na szczęście część z nich przybyła do Achrinny z własnymi końmi, pozostałym natomiast przydzieliła rumaki ze stajni jej ojca w nadziei, że w najgorszym wypadku spłacą je swoim zwycięstwem.

Przy prawdziwym oddziale wyglądali żałośnie i nieprofesjonalnie. Ale w czasie treningów, na które Mysz zapraszała Mirevę, Gaulla i innych przyjaciół, wypadali równie dobrze, co trenujący od kilku lat adepci sztuki rycerskiej. W przeciwieństwie do nich nie mieli tyle czasu na szkolenie. Musieli być gotowi jak najszybciej, by rozwiązać problem bandytów.

Dzień, który zaplanowała na wyjazd, zbliżał się nieubłaganie. Wiedziała, że nie może zwlekać zbyt długo. Jej ojciec mógłby wtedy uznać, że jest za słaba i potrzebuje wsparcia Riliana, a tego chciała za wszelką cenę uniknąć. Sumienie dręczyło ją bez przerwy – ryzykowała w końcu życiem niewinnych ludzi, aby uratować siebie samą przed zamążpójściem. Bała się, że gdy jej ludzie odkryją tę prawdę, nie będą chcieli jej służyć, a jednocześnie niczego nie pragnęła bardziej niż zwierzyć się im ze swojego problemu.

Przechadzając się po placu i obserwując postępy swoich podopiecznych, obracała między palcami szmaragdowy amulet, który dostała od Genciela Amastine'a Wciąż nie rozumiała, dlaczego go jej dał, wiedziała jednak, że ma na nią ogromny wpływ. Może nie bezpośrednio i nie w sposób dla wszystkich oczywisty, ale ona sama wyraźnie czuła jego delikatne i subtelne działanie. Dodawał jej cierpliwości i stanowczości, siły i wytrzymałości, a czasem nawet podsuwał pomysły i właściwe rozwiązania. Nie zmieniał jej, a jedynie wzmacniał wszystkie dobre cechy, jednocześnie usuwając te złe.

Czasem zastanawiała się, czy w ogóle powinna go nosić. A co, jeśli za kilka tygodni stanie się kimś zupełnie innym? Jeśli przestanie przypominać dawną siebie?

Prawda była niestety taka, że treningi i wyzwanie rzucone Rilianowi miały na celu jeszcze jedną rzecz. Miały zniszczyć to, co zostało ze starej Myszy. Taką właśnie szansę dawał jej zarówno oddział, jak i wisior. Chciała pożegnać się ze starą sobą, zatem rezygnując z tego, co oferował jej szmaragd przyznałaby się, że jedynie okłamuje samą siebie.

– Niżej na kolanach! Pracujcie nogami! – krzyknęła po raz kolejny tego popołudnia. – I nie machać bez sensu rękami! Liczy się przede wszystkim skuteczność! Wasz wróg w nosie będzie miał wrażenia estetyczne!

Kilka osób roześmiało się na te słowa, wszyscy jednak wykonali jej polecenia. Aramę cieszyło to, że jej słuchali, że budziła w nich nie tylko szacunek, ale i jakiś absurdalny zachwyt. Stała się dla nich więcej niż dowódcą.

Ale przecież właśnie na tym jej zależało. Jej determinacja i stanowczość imponowały im, jej zdolności i to jak rozwijała je na ich oczach były dla nich niczym jakieś objawienie. Wiedzieli, że ma się zdarzyć coś wielkiego, że oni będą tego częścią, a ona... ona będzie ich boginią zwycięstwa. Tak właśnie miało być. To podpowiadał jej wisior.

Czuła wiktorię w swojej krwi, zupełnie jakby urodziła się do tego, aby prowadzić do niej całe oddziały. Tylko tego tak naprawdę pragnęła. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć? Teraz było to takie oczywiste.

– Nie męcz ich tak bardzo – rzuciła jej Mireva zamiast powitania. – Spójrz tylko na nich! Ledwie zipią!

– Każąc im odpocząć, jedynie uraziłabym ich męską dumę – odparła Arama, wzruszając ramionami. Po chwili uśmiechnęła się krzywo i dodała: – Szkoda tylko, że jeśli poproszą mnie o chwilę przerwy, sami urażą swoją dumę. Ale to już nie mój problem, nie sądzisz?

Obie zaśmiały się cicho, by nie zwrócić uwagi ćwiczących.

– Coraz więcej osób cię popiera, Aramo – szepnęła jej na ucho. – Wszystko wskazuje na to, że gdy wyruszysz w swój pierwszy bój, podąży za tobą znacznie więcej ludzi, niż ta marna garstka wieśniaków.

– W gruncie rzeczy, to chyba bez znaczenia – powiedziała Mysz, bardziej do siebie niż do przyjaciółki. – W końcu liczy się efekt, prawda?

Mireva przyglądała się jej niepewnie, nie rozumiejąc zupełnie, co ma na myśli. Nie miała pojęcia o jaki efekt chodzi, jednak intuicja kazała jej spojrzeć na szmaragdowy wisior, który niższa dziewczyna bez przerwy obracała w palcach. Wiedziała, że jest z tym wszystkim w jakiś sposób powiązany, a jednocześnie tłumaczyła sobie, że to przecież nie może być prawda. Przecież to oznaczałoby magię, a ta była zakazana. Posługiwały się nią tylko wiedźmy, a przecież żadna wiedźma nie pomogłaby nikomu z własnej woli.

Z drugiej jednak strony, uświadomiła sobie Mireva, tamten mężczyzna, bez względu na to, jak nieprawdopodobnie mogło to brzmieć, z pewnością nie był zwykłym człowiekiem.

O nie, on był kimś znacznie więcej. Ale przyznając to otwarcie, musiałaby przyznać również, że jej przyjaciółka znajduje się w dziwnych konszachtach z wolnym czarodziejem. Wtedy na Aramę, zamiast świetlistej przyszłości, czekałaby śmierć.

Śnij zapomnianePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!