42.

471 88 4

Mistrz Rilian zaczerpnął głębiej wiosennego powietrza, aż poczuł, że wypełnia go całego. Był zaskoczony. Pozytywnie zaskoczony. Nigdy nie spodziewał się tego po Myszy. Albo raczej: spodziewał się wiele, lecz nie tego, że będzie chciała zostać rycerzem. Jeszcze trzy lata wcześniej była na skraju wyczerpania psychicznego. Ani jego, ani nikogo ze służby, ani nawet jej ojca nie zdziwiłoby, gdyby postanowiła skończyć z sobą i swoim życiem. Cóż, w pewnym sensie skończyła.

Mógł to uznać za zwykły kaprys rozpieszczonej panienki z dobrego domu. W końcu jej ojciec, Dregan Seowell, zarządzał całą Achrinną i sam w młodości był znanym i cenionym rycerzem, a jej matka, Cendra, była najstarszą córką króla. Cóż, spodziewał się jednak, że jej kaprysem będzie przymuszenie jakiegoś młodego mężczyzny do małżeństwa. Z takim rodowodem nie miałby nawet nic przeciwko temu, żeby to on był przymuszany. Właściwie to...

Właściwie – to mu się należało.

Od wielu lat służył Seowellom. Szkolił rycerzy, strażników, żołnierzy i robił to doskonale. Owszem, był piętnaście lat starszy niż Mysz, ale skoro i tak nikt jej nie chciał, to w czym tkwił problem? Może i nie był równie wysoko urodzony, ale był lojalnym sługą a także przyjacielem rodziny. Zasłużył sobie, by stać się panem Achrinny po śmierci Dregana.

– Dobra jest – usłyszał pełen podziwu szept jednego ze swoich podopiecznych.

Ci, którzy skończyli już się pojedynkować w tej turze, rozsunęli się na boki, by zrobić miejsce wciąż walczącym. Zostało ich już tylko dwoje – Gaull, jego najlepszy uczeń, ponad dwa metry wzrostu, połowę tego szeroki w ramionach, skóra gruba jak na byku, doskonale wyszkolony, preferowana broń: miecz dwuręczny.

A naprzeciwko niego Mysz z nożem do mięsa i w skórzanej zbroi.

– Niesamowita. Jak ona może się tak szybko ruszać?

– Nie ma tarczy, nie osłoni się przed jego ciosem.

– Jeśli ją trafi. zmiecie ją, z tarczą czy bez.

– To co, będzie tak cały dzień z nim tańczyć?

– Na cierpliwość go bierze. W końcu nie wytrzyma i popełni błąd, a wtedy ona zaatakuje.

– A jeśli to ona się pomyli?

– No co ty. Ona nigdy się nie myli.

„Ona nigdy się nie myli". Doskonały, naturalny talent. Cichy obserwator, urodzony analityk, instynktowny morderca. A to wszystko nie było jego zasługą. Gdyby było, mógłby ją uwieść. Nie byłoby to trudne – nigdy wcześniej nikt tego tak naprawdę nie robił, więc łyknęłaby wszystko, co by jej powiedział. Mógłby być wtedy nie tylko jej mentorem, ale i ukochanym, a ona nie byłaby w stanie mu się sprzeciwić.

Achrinna byłaby tylko jego.

A miłość? Cóż, od biedy znalazłby sobie kochankę.

Problem był jeden: ona absolutnie nic mu nie zawdzięczała. Do wszystkiego doszła sama. Był jej zbędny jako mistrz, po co więc miałaby go chcieć jako mężczyzny? Nie widziała w nim tego, co jego uczniowie. Tak naprawdę – nic w nim nie widziała, bo i nie miał okazji nic jej pokazać. Nigdy nie poczuła potrzeby, aby poprosić go o radę, nie dała mu też okazji aby sam mógł wyjść z inicjatywą i jej pomóc.

Rilian nawet nie próbował ukrywać swojej irytacji.

W końcu „taniec" zaczął się dawać Gaullowi we znaki; jego oddech zrobił się ciężki, nie unosił kolan, tylko szurał nogami po ziemi, coraz rzadziej atakował. To była szansa dla Aramy, a ona nie zamierzała jej przepuścić. Gdy zamachnął się na nią mieczem, szybko prześliznęła się pod nim i wyskoczyła za plecami przeciwnika. Nie obróciła się jednak, by zadać cios, lecz pozornie na oślep, pchnęła nożem za siebie.

Jej ostrze trafiło w lewy nadgarstek Gaulla. Było to za mało, by go znokautować, ale wystarczająco dużo, by musiał zrezygnować z używania tej ręki. Był to dla niego koniec – jego miecz okazał się zbyt ciężki, by władać nim tylko jedną ręką. Nie popełnił jednak tego błędu, który z pewnością kosztowałby go zwycięstwo. Odepchnął broń na bok i postawił na gołe pięści. Szanse znów były wyrównane.

Arama zgięła mocniej kolana i zaczęła poruszać się bliżej ziemi. Przez to jej nogi zmęczą się szybciej, ale uniemożliwiało to jednocześnie Gaullowi zadawanie prostych ciosów, a więc zmniejszało ich siłę wypadkową.

Pomęczyła go w ten sposób dobre kilka minut, a potem zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał.

Gdy chciał jej zadać kolejny cios, zamiast uchylić się, wskoczyła na jego rękę, odbiła się od niej i kolanem zmiażdżyła mu nos. Obserwującym to tłumem wstrząsnął okrzyk zachwytu.

– Świeża krew, nowy duch – mówili.

I, jak na złość, mieli rację.

Czas nieco ostudzić ich gorącą aprobatę.

– Zawołajcie medyka, niech sprawdzi, czy Gaull nie ma złamanego nosa i niech zajmie się jego nadgarstkiem – ryknął Rilian, a jego głos uciszył kierowane w stronę Aramy pochwały.

Podszedł do niej, a uczniowie rozstąpili się przed nim. Mierzył ją chwilę wzrokiem, a ona, oddychając ciężko ze zmęczenia, cierpliwie czekała na jego słowa. Krótkie buro-szare włosy miała zlepione potem, małe usta nabiegły krwią i apetycznie spęczniały. Nie była atrakcyjna jako kobieta, ale jej wola walki potrafiła uzupełnić te braki.

– W prawdzie na początku treningu wam tego nie przypomniałem, ale w prawdziwym starciu kluczowe jest, aby zakończyć je jak najszybciej – powiedział cicho, ale zdawał sobie sprawę z tego, że słucha go każdy z obecnych na placu. Nie obchodził go jednak każdy. To Arama miała go słyszeć. Musiał jej jak najszybciej pokazać, że jest wiele rzeczy, których mógł ją nauczyć. Musiał zastawić na nią pułapkę.

– Kazałeś nam się nie pozabijać i walczyć uczciwie – odparła po chwili.

– A gdybym nie kazał, oszukiwałabyś i próbowała go zabić? – zapytał niemal trzęsąc się ze śmiechu. Tłum zaczął szemrać.

– Tak – odparła, wzruszając niedbale ramionami.

Spojrzał jej prosto w oczy. Kiedyś był przekonany, że są puste. Teraz dotarło do niego, że to tylko chłodna obojętność. Arama nie była głupia. Wręcz przeciwnie. Była bystrzejsza niż większość jego uczniów, z których był tak dumny.

Była też absolutnie poza jego zasięgiem.

Śnij zapomnianePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!