15.

511 117 10

Używanie liści sitth nie należało do najrozsądniejszych posunięć, bez względu na okoliczności, i Merrill doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nie miał jednak wyboru; instynkt podpowiadał, że nie był bezpieczny i każda chwila spędzona w bezruchu jedynie kusiła śmierć. Nie było chyba niczym niezwykłym, iż pożegnanie z życiem nie znajdowało się w jego planach na najbliższe dni, a to nie dawało elfowi zbyt wielkiego wyboru. Musiał się przemieszczać, bez względu na konsekwencje musiał jak najbardziej oddalić się od jaskini, w której się ocknął i znaleźć miejsce na postój. Znał swoje limity, ich odkrycie było jednym z podstawowych elementów wojskowego szkolenia, wiedział więc, że pierwsze skutki uboczne zażycia sitth pojawią się za dwie, góra trzy godziny i będą się nasilać jeśli nie prześpi chociaż kilku godzin.

Już teraz czuł mrowienie stóp i dłoni. Za kilka minut pewnie zacznie kręcić mu się w głowie. Gdyby chociaż nie czuł tej suchości w ustach i panującego w tunelu skwaru...

Nie tak wyobrażał sobie podziemne jaskinie; w tych, które znał, było chłodno i przyjemnie, tutaj natomiast czuł jak w każdej chwili z jego ciała ulatnia się życiodajna woda. Był nawet w stanie sobie wyobrazić jak syczy przeciskając się przez poły jego munduru. Jak dobrze, że miał go na sobie! Gdyby nie on, Merrill pewnie już dawno padłby z wycieńczenia. Zaklęcia skrzętnie wplecione w mocną czarną skórę nie tylko chroniły go przed wysoką temperaturą, ale i delikatnie chłodziły zmaltretowane zmęczeniem ciało.

Jak długo szedł? Ile czasu minęło od spotkania z małymi smokami?

Drobny gad poruszył się ostrożnie w jego ramionach. Zakres ruchów znacznie ograniczał mu gruby rzemień, którym był związany, ale to nie przeszkadzało zwierzakowi w powolnym rozprostowaniu stawów. Elfowi nie uśmiechało się marnowanie energii na ingerencję w umysł gada, ale nie po to w końcu go niósł, żeby nie wykorzystać.

Jak mógł działać umysł jaszczurki? Nie miał zielonego pojęcia. Zazwyczaj zajmował się nocnymi drapieżnikami, ale wyszedł z założenia, że powinien postępować podobnie. Powoli napełniał więc małą gadzią główkę myślami o bezpieczeństwie, miłości, bezgranicznym posłuszeństwie wobec nowego pana i innymi tego typu idiotyzmami. No i, przede wszystkim, woda i pragnienie.

Musiało iść mu całkiem nieźle, bo smok zaraz po rozchyleniu cieniutkich powiek zaczął mruczeć z irytującą czułością. Merrill z roztargnieniem musnął palcami trójkątny pyszczek małego potwora, co wywołało kolejną salwę pełnych zachwytu pomruków. Głupio byłoby mu się do tego przyznać, ale nie tylko gadowi sprawiło to przyjemność. Po raz kolejny zdziwił się jak delikatna i przyjemna w dotyku była łuskowata skóra.

Do rzeczy! Woda. WODA, do jasnej cholery!

Zwierzątko zapiszczało z bólu i schowało nosek pod ramię elfa. Brutalne zagranie wywarło jednak zamierzony efekt, bo w niewielkiej główce zatliła się iskierka zrozumienia, a kruche skrzydełka zaczęły się gwałtownie szarpać pod rzemieniem. Czy to był już ten moment? Czy mógł mu zaufać i rozwiązać supły? Czy miał w ogóle jakiś wybór? Spróbował przełknąć ślinę, ale suchy język potarł tylko nieprzyjemnie o równie suche podniebienie. Powoli zaczął luzować węzły, jeden po drugim, tak, aby spętać zwierzątko z powrotem, gdyby tylko okazało chociaż cień buntu.

Wszystko wskazywało na to, że gady były dużo mniej odporne na takie psychiczne manipulacje, bo zamiast wykorzystać oswobodzenie do ucieczki, smok łasił się do Merrilla z wdzięcznością, podskubując ząbkami jego palce. Ciekawe, zupełnie jak kot albo kuna albo...

- Woda - syknął elf przez zaciśnięte zęby.

- No przecież wiem - prychnęło z wyrzutem zwierzątko.

Chwila, moment... Ono to powiedziało? Czy może raczej ten głos rozległ się tylko w jego głowie? A może... Może... Nie, to nie możliwe, żeby oszalał tak szybko. W końcu nie był to pierwszy raz, gdy był zdany tylko na siebie, potrafił sobie z tym radzić, nie było mowy żeby...

- Idziesz czy nie? - zagadnął smok, wzbijając się z gracją w powietrze. Wykonał wokół Merrilla kilka pętli i salt wypełnionych naturalną, niczym nieograniczoną radością. – To niedaleko.

Jaki miał wybór?

Wzdychając głęboko z rezygnacją ruszył za jaszczurką.

* * *

Ranking Fantasy to jakiś koszmar. Absolutne mistrzostwo codziennych rotacji D: Ale przez chwilę byłam 122 (chyba) i to w sumie mnie całkiem cieszy :D

Śnij zapomnianePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!