22.

478 105 9

Haha! Znowu krótko ;P

Dziękuję za prawie tysiąc wyświetleń i ponad sto gwiazdek :D

* * *

Bria nie była pewna czy jest jej zimno, czy też ciepło, dlatego na przemian zagrzebywała się w swojej stercie futer i rozrzucała je na wszystkie strony. Wiedziała natomiast, że kilka godzin temu ktoś zaatakował wieżę Amastine'a i że czarodziejowi udało się przeżyć. Powinna się z tego powodu cieszyć czy raczej nie? W sumie nie był aż takim złym sąsiadem... Właściwie to chyba w ogóle nie dostrzegał jej istnienia (albo robił wszystko, aby tak to właśnie wyglądało). Gdyby został zabity, z Twierdzy przysłaliby najpierw komisję, mająca stwierdzić przyczynę zgonu, a potem nowego strażnika Bramy. Chociaż „nowy" wcale nie musiało oznaczać „gorszy". Może tym razem udałoby się jej chociaż spróbować wywalczyć należne czarownicom miejsce w Twierdzy.

Jej siostry wymierały. Wiedźmy musiały obawiać się nie tylko agresji ze strony ludzi, ale i okrutnej selekcji ze strony natury. Z roku na rok rodziło się ich coraz mniej, były coraz słabsze, żyły coraz krócej. Żadna z nich nie znała przyczyny tego zjawiska, ale Bria podejrzewała, że odpowiedź mogła kryć się w Twierdzy. Nie, żeby czarodzieje ją posiadali i chowali przed światem z tak niezwykłą skutecznością. Możliwe jednak, że wspólnymi siłami...

Kiedyś było inaczej. Wprawdzie Bria nie mogła pamiętać tych czasów, bo nie było jej jeszcze na świecie, ale pamiętała opowieści swej mistrzyni o tym, że jej mistrzyni mieszkała z czarodziejem i razem potrafili dokonać więcej niż osobo. Ich moce się uzupełniały, pasowały do siebie jak noc do dnia, jak mrok do blasku - jedno nie mogło istnieć bez drugiego, nie mogło zostać w pełni określone bez swego przeciwieństwa.

A teraz?

Osobno pełzli w stronę nieuchronnej śmierci i nikt nie zamierzał nic na to poradzić.

Nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego z Gencielem jej nie wyszło. W gruncie rzeczy nie był Brii tamtego dnia nieprzychylny. Ba! Więcej nawet – to była jej najdłuższa rozmowa z jakimkolwiek czarodziejem i jedyna nie zakończona walką. Może powinna bardziej na niego naciskać? Nie był złym człowiekiem, a jak na członka hermetycznego Bractwa zachował zaskakująco otwarty umysł. Był dumny, owszem, ale z jakiegoś powodu gardził Twierdzą. Zupełnie jakby wiążące się z nią wspomnienia były dla niego w jakiś sposób bolesne lub nawet przerażające.

Może to właśnie dlatego nie potrafiła zmusić się do poproszenia go o wstawiennictwo. Jak mogła oczekiwać od niego, iż wraz z jej siostrami będzie walczył o wstęp do Twierdzy skoro sam tak bardzo chciał z niej uciec?

Śnij zapomnianePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!