74.

270 52 11

Hennold wciąż nie mógł się zdecydować, co powinien myśleć o swoim nietypowym gościu. Siriban Meirelles był dobrze wychowanym i niezwykle uprzejmym czarodziejem, ale coś w jego zachowaniu kazało królowi Adry mieć się na baczności. Owszem, bardzo zależało mu na uleczeniu jedynego syna, obawiał się jednak konsekwencji, jakie może to za sobą pociągnąć.

Zgodnie z postanowieniami Przymierza jakakolwiek ingerencja ze strony magów w życie zwykłych ludzi była nielegalna. Fakt, że był królem dodatkowo działał na jego niekorzyść, gdyż był to najprostszy sposób aby doprowadzić do wojny. Trwający niemal pięćset lat pokój znacznie osłabił jego kraj. Owszem, gospodarka mogła się rozwijać, kwitły kultura i sztuka... Czyniło to jednak z Adry nie tylko handlowego partnera, ale i łakomy kąsek.

Jego wojownikom brakowało nie tyle zdolności, co pewności siebie płynącej z doświadczenia, które zdobyć mogli wyłącznie w ogniu walki. W prawdziwym starciu umiejętność władania mieczem miała drugorzędne znaczenie. Liczył się instynkt, a jego nie dało się nabyć podczas ćwiczeń. Inaczej walczy się na placu ćwiczebnym, inaczej walczy się o życie w prawdziwej bitwie.

Słabość militarna własnego kraju uświadamiała mu, że wojna zbliża się wielkimi krokami. Możliwe, że wystarczył jedynie niewielki bodziec, aby zburzyć sztuczny spokój panujący od wybrzeża aż po szczyty gór. Hennold obawiał się, że to jego działania mogą być właśnie tym bodźcem. Kochał młodego Thariada całym sercem, ale nie mógł zaryzykować dla niego bezpieczeństwa całego kraju.

W ten sposób wracał do punktu wyjścia. Wciąż nie miał godnego następcy tronu.

Chociaż... nie do końca było to zgodne z prawdą. Miał przecież Aramę.

Jego najstarsza wnuczka jeszcze do niedawna była obrazą dla swojej nieżyjącej matki, której uroda i talent muzyczny sprawiały, że nie sposób było jej nie pokochać. Arama była jej całkowitym przeciwieństwem. Zdążył już wyzbyć się jakich oczekiwań wobec dziewczyny, aż nagle okazało się, że zamiast z małą szarą myszką ma do czynienia z dumnym sokołem.

Z samego rana posłaniec przyniósł mu wiadomość o tym, że Arama wraz ze swoim oddziałem pochwyciła bandytów, z którymi jego rycerze nie mogli dać sobie rady przez ostatnie kilka miesięcy, i zmierza właśnie w stronę stolicy, aby postawić rzezimieszków przed obliczem sprawiedliwości.

Dziewczyna zapewne nie zdawała sobie jeszcze z tego sprawy, ale to zwycięstwo czyniło z niej niezwykle silnego gracza w starciu o sukcesję. Do Endar dotarło tylko kilka nieskładnych plotek o młodej Aramie, a już miała większe poparcie niż jego syn (nie licząc oczywiście tych możnych, którzy mieli nadzieję na manipulowanie ociężałym umysłowo chłopcem). Nikt zdawał się również nie pamiętać o jej dotychczasowych niepowodzeniach matrymonialnych, przez co w pałacu nagle zaroiło się od wysoko urodzonych młodych mężczyzn, którzy niby zupełnie przypadkiem zachwalali cnoty jego wnuczki, cnoty, których najprawdopodobniej nawet nie posiadała.

Od tej pory wszystko miało być jedynie grą.

Zadrżał od tłumionego śmiechu.

Ach, jak on nimi gardził! Wszyscy ci ludzie, którzy gromadzili się wokół niego, nie aby wspierać go jako władcę, ale by z jego słabości czerpać własną siłę. Najchętniej zamknąłby tych darmozjadów w lochach na cztery spusty i zupełnie zapomniał o ich istnieniu. Czy naprawdę łudzili się, że pozwoli Aramie odziedziczyć jego tron? Jeśli tak, to chętnie zobaczy jak długo będą w stanie zabiegać o jej rękę. Jeśli to wszystko, co o niej słyszał, było prawdą, czekała go nie lada rozrywka.

Nie zmieniało to oczywiście faktu, że był z niej dumny. Zamierzał dać Aramie szansę i zobaczyć na co ją stać. Jeśli dziewczyna nie przestanie go tak zaskakiwać, kto wie, może nagrodzi ją czymś więcej niż miejscem przy swoim stole.

– Wzywałeś, panie? – zapytał nieśmiało jego nadworny bard, podchodząc na tyle blisko, aby władca nie musiał podnosić głosu zwracając się do niego, ale i zachowując bezpieczną odległość, na wypadek gdyby musiał przyjąć na siebie jego gniew.

– Owszem, drogi przyjacielu.

Jego przybycie przypomniało mu, że Eselle życzyła sobie, aby ściągnąć nowych śpiewaków do Endar na dzień jej urodzin, który zbliżał się wielkimi krokami. Mógłby urządzić wspólną uroczystość dla swojej małżonki i wnuczki... Tak, to zdecydowanie był doskonały pomysł. Z zadowolenia aż zaczął podkręcać swoje zadbane wąsy.

– Królowa zażyczyła sobie abyś znalazł dla niej nowych bardów. Jeśli słyszałeś o kimkolwiek, kto byłby godzien uczczenia jej urodzin, chciałbym abyś go tu sprowadził i przygotował do występu.

– Doskonale się składa, mój panie. Nie dalej jak wczoraj poinformowano mnie, że pewien niezwykle obiecujący duet marnuje swoje możliwości gdzieś na prowincji.

– Cudownie. Sprowadź ich tu jak najprędzej.

Śnij zapomnianePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!