Moje mieszkanie jest w totalnym nieładzie, tak samo jak ja. Stoję za blatem kuchennym i patrzę wprost na salon i po bokach. Drapię się zmieszany po karku i pocieram dłońmi twarz. Jestem zmęczony, ale nie tak jak zawsze po innych imprezach. Dziś jest o wiele lepiej i przynajmniej pamiętam ze szczegółami co się działo, co robiłem, a co najważniejsze jak wróciłem. Zawsze mam z tym problem. Na prawie każdej imprezie urywa mi się film w połowie, a później gdy się budzę jestem zdezorientowany. O wszystkim dowiaduję się dopiero później, a przynajmniej o większości rzeczach, co pamiętają osoby, z którymi byłem. Wiem, że wspominałem, iż się tym zajmę, - mówię o sprzątaniu - ale nie powiedziałem, że będę w ogóle to robił. Podnoszę swój portfel, który leży na komodzie i wyjmuję z niego dobrze mi znaną wizytówkę. Trzymam w lewej dłoni białą, prostokątną karteczkę, na której są czarne litery/cyfry, a w prawej telefon. Wpisuję numer i od razu klikam zieloną słuchawkę.

      - Cześć Martha. Moglibyśmy dziś umówić się na sprzątanie?

Martha to kobieta, która ma już swoje lata, ale nie jest staruszką. Zawsze do mnie przychodzi, aby posprzątać ten cały burdel, który się tworzy w wyniku jakiś imprez/spotkań czy też mojego bałaganiarstwa. Czasem coś zrobię w swoim mieszkaniu, ale bardzo rzadko to się zdarza. Zapewne nie muszę was przekonywać. Przy okazji opowiadam jej jak spędziłem czas, kiedy jej nie było. Można to nazwać małą pogawędką. Jest to kobieta otwarta. Umie mnie pocieszyć, ale też na mnie nakrzyczeć i jestem jej za to wdzięczny, bo już nie raz postawiała mnie do pionu. Nigdy nie prosiłem jej o radę, bo nie potrzebowałem ich i wiem, że nie będę. Znam ją jakoś od półtora roku i nie przypuszczałem, że będę zwierzał się sprzątaczce. Znamy się lepiej, ona wie jaki jestem naprawdę - nawet o dziewczynach, które przewijały się przez moje łóżko i innych takich. Jakiś czas temu ustaliliśmy, że mogę do niej mówić 'ciociu', a ja zdaję sobie sprawę, z tego, że ona jest naprawdę nią dla mnie. Uśmiecham się sam do siebie, kiedy razem z Marthą dochodzimy do porozumienia i umawiamy się, że wpadanie do mnie jutro o 10. Jestem zadowolony z tego, że mam już jedną sprawę z głowy załatwioną. Kiedy jestem już ubrany robię sobie śniadanie. Nic specjalnego. Kilka minut temu dzwonił do mnie Eric i poprosił, abym wpadł do niego do warsztatu i mu pomógł, gdyż ma niezły ruch. Zgodziłem się tylko dlatego, iż pomyślałem, że później mógłbym to sobie odebrać jako przysługę. Poza tym na dzisiejszy dzień nie miałem nic zaplanowanego oprócz spotkania z sekretarką, załatwieniu kilku małych spraw i zjawienia się na siłowni. Wysiadam z samochodu uprzednio sprawdzając czy nic nie jedzie. Moje kroki są dość szybkie, gdyż wiem, że jestem spóźniony o jakieś dziesięć minut. Czy jest mi przykro? Mogę jedynie powiedzieć, że nie zrobiłem tego specjalnie. Moje dłonie przylegają płasko do przezroczystych drzwi kawiarni, które oddalam od siebie, aby wejść. Przy tym słyszę charakterystyczne brzęczenie dzwoneczka. Uroczo, serio. Święta dopiero za kilka miesięcy. Rozglądam się w poszukiwaniu kobiety, z którą się tutaj umówiłem - mój umysł równocześnie pokazuje mi co z tego miałem i nie potrafię ocenić czy się opłacało czy nie. Raczej nie mam zdania na ten temat. Było co było, niczego nie zmienię. Mój wzrok wyłapuje jej ciemne, lekko pofalowane włosy. Ma na sobie białą bluzkę i jasnego koloru ołówkową spódnicę. Widzę, jak unosi telefon i jestem prawie pewien, że sprawdza godzinę. Uśmiecham się jedynie i idę w jej stronę. Siadam na przeciwko, rzucam szybki uśmiech i rozglądam się po sali w poszukiwaniu kelnera. Bądź, co bądź nie piłem jeszcze dzisiaj kawy, a ona zawsze stawia mnie na nogi, więc można powiedzieć, że mam z tego podwójny zysk. Unoszę prawą dłoń, kiedy łapię się wzrokiem z kelnerem. Podchodzi niepewnie, a ja się uśmiecham. Spoglądam na stół w poszukiwaniu jakiegokolwiek szkła. 

     - Dla mnie kawa, a dla Pani jeszcze raz to samo. 

Patrzę na niego, notuje coś szybko, a po chwili skina głową i odchodzi pośpiesznie. Nie jestem taki straszny, prawda? Uśmiecham się do osoby przede mną. Oczekuje przeprosin za moje spóźnienie? Nie dostanie ich. Nie mam w zwyczaju przepraszać. Poza tym nie zrobiłem tego specjalnie czy umyślnie. Kobieta oblizuje górną wargę i przygląda mi się zaciekawiona, ale dostrzegam również lekkie zdenerwowanie z jej strony. Uśmiecham się - nie myślcie, że jestem jakimś psychopatą, który uśmiecha się na okrągło. To jest tylko mój gest wyższości nad daną osobą czy też triumf. W każdym razie..

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!