Siedzę po turecku na czarnej kanapie w salonie. Wpatruję się przed siebie bezsensownie. Nie jestem pewna ile już tak mogę siedzieć, ale gdy odwracam głowę dostrzegam, że jest za oknem dość ciemno. Nie mam, nie wiem co ze sobą zrobić, kompletnie. Z jednej strony czuję się dobrze. Nie muszę się martwić o mój nocleg na dzisiejszą noc, zawsze mogę wybrać sobie coś z lodówki i zjeść, pooglądać telewizję, ale z drugiej czuję się samotna. Gdy mieszkałam w Domu Dziecka mogłam porozmawiać z Lily czy coś innego porobić, a dziś tak nie jest. Jestem sama w dużym, pustym mieszkaniu i nawet nie wiem o czym myślę. Kręcę głową i zerkam na zegar. Cóż, właśnie mijają równe dwie godzinny odkąd Harry wyszedł. Oznacza to, że jest około dwudziestej trzeciej i zaczynam się zastanawiać o której ma zamiar wrócić. Nie, że powinno mnie to interesować, ale no cóż. Sama nie wiem. Jest dorosły, to jego mieszkanie i może wrócić o której chce. Przechodzi mnie zimny dreszcz, gdy go sobie wyobrażam pijanego, kiwającego się na boki i bełkoczącego coś pod nosem niewyraźnego. Nie, on taki nie jest. Wyszedł po prostu ze znajomymi, by pogadać i przy okazji się czegoś napić, ale nie upić, prawda? Kurdę. Tak naprawdę tego nie wiem, ale próbuję być dobrej myśli. Wstaję z kanapy i idę do kuchni, aby wyjąć gotowe formy babeczek z piekarnika. Całe szczęście, że nastawiłam minutnik, który mi o nich przypomniał, bo inaczej bym to spaprała, dosłownie. Gdy stawiam je na blacie postanawiam iż muszą wystygnąć, więc zostawiam je i idę w stronę ściany, która jest przeszklona. Gdy spoglądam na miasto nocą, które tętni życiem, czuję się trochę tak jakbym miała je u swoich stóp i była jego władcą czy kimś podobnym. To głupie. Kręcę głową chichocząc cicho i uspakajam się. Podziwiam wygląd salonu połączonego razem z kuchnią. Ma naprawdę niezły gust jeśli chodzi o wnętrza. Muszę przyznać, że też chciałabym takie mieszkanie, ale moje byłoby bardziej żywsze niż jego, bo jego jest bardziej surowe i tak jak wcześniej myślałam oddaje ono jego charakter. Gdy słyszę dźwięk dzwonka telefonu, który leży na małym stoliku wstrzymuję oddech. Harry zostawił do siebie kontakt gdyby coś się stało. Gryzę dolną wargę. Cholera. Nie jestem pewna czy mam odebrać. Trzymam telefon w dłoni i w końcu klikam zieloną słuchawkę i przykładam ją do ucha.

     - Wszystko dobrze?

Rozpoznaję ten głos. To Harry na sto procent. W oddali słyszę głośną muzykę, ale już po chwili znika, co pozwala mi sądzić, że udał się w miejsce, gdzie jest ciszej.

     - Umm.. Tak, a u Ciebie?

     - Też. Niedługo przyjadę, w porządku?

     - Tak, oczywiście. Baw się dobrze.

Wzruszam ramionami. Między nami panuje krótka chwila ciszy, którą przerwa jakiś głos kobiecy, który woła Harry'ego na co niepewnie przełykam ślinę. Po chwili chłopak oznajmia, że musi kończyć i się rozłącza. Odkładam telefon na swoje miejsce i idę w kierunku blatu kuchennego. To znaczy, że przyjdzie z nią? Wiem, że powiedział, że '..przyjadę..' a nie 'przyjedziemy' i jest to duża różnica, ale kurczę. Nie wiem jakbym miała się zachowywać i przedstawić. No bo jako kto? Przybłęda? Kręcę głową i postanawiam o tym nie myśleć i poczekać tylko na rozwój sytuacji, a w tym czasie zajmę się babeczkami.

                      *        *       *

Marszczę czoło. Zdezorientowana podnoszę się na łokciach. Słyszę kobiecy chichot, a za chwilę coś upadającego na podłogę. Patrzę na zegarek. Jest druga w nocy. Wstaję z łóżka i poprawiam koszulkę Harry'ego, którą mam na sobie. Wychodzi na to, że zastępuje mi piżamę. Otwieram po cichu drzwi i dostrzegam Harry'ego zamykającego drzwi frontowe, a koło niego znajduje się dziewczyna. Tak jak przypuszczałam. Nie przyszedł sam. Wysoka, długonoga blondynka opiera się o ścianę. Wygląda pięknie. Gdy się odwraca jego wzrok ląduje na mnie i wstrzymuję oddech. Posyłam mu nikły uśmiech i wracam do pokoju zamykając za sobą cicho drzwi. Nie wygląda na pijanego i ten fakt przynosi mi ulgę. Na pewno poradzi sobie. Kładę się na łóżku i przykrywam pościelą.

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!