7. Przełom

11 0 0
                                    



Druh słuchał ze skupieniem nowej kompozycji przyjaciela prezentowanej mu jak zwykle w wersji roboczej, czyli zagranej i zaśpiewanej przez Bohatera przed nim w ich studiu. Kiedy sam coś skomponował, przychodził do Bohatera już z nagraną taśmą. Wciąż, tak jak kiedyś, razem nagrywali wersje demo. Druh jednak niezbyt się już interesował przemysłem rozrywkowym. Znalazł normalną pracę. Był teraz bagażowym na lotnisku. Owszem, na początku żałował, że nie stał się częścią Supernowej, ale w sumie nie chciał żyć jak Bohater, wciąż się szarpać. Cieszył się, że teraz jego dni płyną spokojnie, według stałego planu. Czemu wciąż pracował w studiu z przyjacielem? Chyba sam tego jasno nie rozumiał, ale przyjaźń i muzyka wciąż były dla niego ważne.

- I jak?

Druh zamyślił się.

- Nie przypomina mi to zupełnie niczego, co do tej pory napisałeś.

Mina Bohatera zrzedła. Chciał przecież stworzyć przebój. Nie od razu uległ namową Niezwykłego Zręcznorękiego. Jeszcze próbował z nim dyskutować, a także wykładać swoje spojrzenie na sprawę na piśmie. W końcu jednak musiał skapitulować. Nikt nie czekał na jego trzecią solową płytę, ale faktycznie sporo osób czekało na drugą płytę Supernowej, na płytę, która musiała być naprawdę dobra i... nowoczesna.

- Ale... To jest niezłe – dokończył myśl Druh.

- Myślisz? – Oczy Bohatera znowu zajaśniały.

- Myślę. – Pokiwał głową. - Chcesz dzisiaj nagrać to „Spojrzenie", czy jak to tam nazwałeś? Masz na to pomysł?

- Nie. Jeszcze nie całkiem. Nagrajmy coś z tych wcześniejszych rzeczy.


Bohater starał się wejść do mieszkania Róży jak najciszej. Był środek nocy i ona zapewne już spała.

Zdjął buty. Na palcach przeszedł do salonu. Powinien się położyć, ale był pewny, że teraz nie zaśnie. Miał za sobą kilka ciężkich godzin.

Spotkał się w restauracji z przyjacielem. Podejrzewał, że atmosfera nie będzie do końca przyjemna. Miejscowy miał problemy. Jego małżeństwo sypało się. A sprawa nie była wcale prosta. Miejscowy zdążył zostać nie tylko mężem, ale i ojcem.

Bohater nie spodziewał się jednak, że wszystkie te problemy zostaną wylane wprost na niego. Bo przecież musiała być cała masa odpowiedniejszych ludzi, żeby wysłuchać Miejscowego i udzielić mu sensownej porady. Nigdy nie byli przecież z sobą aż tak blisko.

Bohater starał się jednak, jak mógł. Bo choć nie miał dużego doświadczenia w sprawach damsko-męskich, to jednak wiedział, co czują ludzie załamani, przygnieceni zbyt wieloma problemami. Mówił o tym, że trzeba podążać za swoimi ideałami i postępować w zgodzie z sumieniem. Że wierność jest ważna, ale nie za wszelką cenę. Mówił, że wszystko trzeba rozważyć i być cierpliwym. Że czasem problemy, które wydają się nierozwiązywalne, rozwiązują się same, jeśli tylko się trochę poczeka. To były banały, ale sam w nie wierzył. W jego życiu się sprawdzały.

Ale on miał szczęście. Nie mógł tego inaczej nazwać, kiedy pomyślał o Róży. Różnili się od siebie prawie wszystkim. Mieli inne upodobania, inaczej patrzyli na życie, a jednak o wszystkim umieli z sobą rozmawiać i nigdy zbyt intensywnie się nie spierali. Co on mógł wiedzieć o problemach? Nic. I zupełnie nie mógł pomóc Miejscowemu. A przecież to był taki miły facet. I jego żona też była miła. No i mieli córkę, słodkie maleństwo.

Sięgnął po gitarę i zaczął brzdąkać melodię, którą niedawno skomponował Druh. Przyjaciel nigdy sam nie układał słów, do swoich kompozycji, nie zakładał nawet, o czym mogłyby być. Z tym nie było problemu. Słowa bez trudu przychodziły do Bohatera. Tak, to mógł zrobić. Przetworzyć wszystko w piosenkę. Mógł stworzyć przestrogę, żeby nikt inny nie zapędził się tak daleko jak Miejscowy, który teraz, mimo najszczerszych chęci Bohatera, tylko sam mógł sobie pomóc.

Nie chcesz tego wiedziećOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz