Rozdział 1

18.3K 760 49
                                    

Natarczywe szarpanie za włosy, zmusiło mnie do otwarcia oczu. Zamrugałem kilkakrotnie, aby odzyskać ostrość widzenia. Uśmiech wkradł się na moje usta, gdy zobaczyłem zwisającego nade mną Leona, który zaplatał moje kręcone włosy na swoich drobnych palcach i delikatnie za nie ciągnął. Można powiedzieć, że przez ostatnie trzy miesiące, była to nasza poranna rutyna.

- Dzień dobry piracie. - Mój głos ciągle był zachrypnięty od sny, odchrząknąłem i spojrzałem na małego chłopca, który szeroko się uśmiechał.

- Dzień dobry kapitanie. - odpowiedział, przykładając małą, wyprostowaną dłoń do swojego czoła, salutując. Był taki śmieszny.

Spojrzałem na zegarek stojący na szafce po mojej lewej stronie. Czerwone cyfry wskazywały godzinę 8:22.

Wróciłam spojrzeniem na Leona i szybko przyciągnąłem go do siebie. Mocno przytuliłem go do swojej klatki piersiowej, a on zaczął się śmiać. Uwielbiałem ten dźwięk i cieszyłem się, że coraz częściej mam szansę go słyszeć.Wiele się zmieniło w ostatnim czasie. Kiedyś za każdym razem jak znikałem na dłużej niż dziesięć minut, on wpadał w histerię, teraz już bez problemu zostaje w przedszkolu.

 Po wypadku Leon stał się bardzo wrażliwy. Moje serce pękało, za każdym razem kiedy zanosił się płaczem przez sen, bo znowu śniła mu się mamusia. Koszmary ustały, gdy pozwoliłem malcowi spać ze sobą.

- Dlaczego już nie śpisz? Jest jeszcze bardzo wcześniej, a dzisiaj mamy wolne. - zapytałem delikatnie głaszcząc go po plecach. Uwielbiał, to. Zawsze przed snem i po obudzeniu, jeśli tylko był czas, kazał sobie rysować rysunki na plecach, albo po prostu głaskać się.

- Jestem troszkę głodny.

Oparł łokcie o moją klatkę piersiową, głowę opierając na złączonych dłoniach i uśmiechną się niewinnie.

- Troszkę? - zmarszczyłem nos.

- Troszkę bardzo! - wykrzyczał, a na potwierdzenie tych słów, pogłaskał się po brzuchu.

- Tak właśnie myślałem, łakomczuchu. - potarłem oczy ręką i spojrzałem na niego z uśmiechem. -  To co? Kierunek kuchnia?

- Ai ai, kapitanie!

Stanąłem przed łóżkiem, odwrócony tyłem. Delikatnie się pochyliłem, a następnie energicznie wyprostowałem, kiedy poczułem jego drobne ciało na moich plecach.Poprawiłem go i upewniając się że trzyma się mocno, ruszyłem do kuchni.

Posadziłem go na blacie i oparłem się dłońmi po obu jego stronach. Stykaliśmy się teraz czołami i całując go po eskimosku* zapytałem:

- To na co masz ochotę?

- Na tosta. - przytaknąłem głową. - Z Nutellą.

- Okej. - odepchnąłem się od blatu i odwróciłem się w stronę szafek. Otworzyłem dokładnie każdą z nich, przeszukując je dokładnie. W żadnej jednak nie znalazłem słoiczka z kremem czekoladowym. - Hmmm. Tu go nie ma. Nie ruszaj się, pójdę sprawdzić w spiżarni, okej?

- Dobrze.

Ruszyłem w stronę pomieszczenia pod schodami, co chwilę oglądając się za siebie, żeby upewnić się że Leon nie kręci się, lub nie balansuje na krawędzi blatu. Nie chciałbym, żeby coś mu się stało. Już wystarczając teraz wycierpiał, nie potrzebne nam było jeszcze złamanie jakiejś kończyny, a chłopczyk jest nadzwyczaj ruchliwym dzieckiem.

Pociągnąłem za sznureczek, zapalając żarówkę. Przejrzałem regały na których znajdowały się różnego rodzaju konserwy, makarony lub jakieś domowe specyfiki Anne, w tym różnego rodzaju dżemy i powidła.

Uncle HarryWhere stories live. Discover now