W dniu meczu quidditcha Harry nie miał apetytu ze zdenerwowania. Mimo, że przyjaciele próbowali go przekonać, żeby coś zjadł, ich wysiłki spełzły na niczym. Draco stwierdził żartobliwie, że Harry wolałby pewnie zaszyć się w jakimś zacisznym kątku z kociołkiem i składnikami, na co brunet odpowiedział twierdząco.
- Strasznie się przejmujesz – stwierdził blondyn.
- Ty się dziwisz? - zapytał Harry. - Ja jeszcze nigdy nie grałem w quidditcha!
Brunet zwiesił głowę.
- Harry... - zaczął Malfoy, ale nie bardzo wiedział, co ma w tej sytuacji powiedzieć.
Ponieważ siedział obok Harry'ego, postanowił jedynie poklepać go po ramieniu w ramach dodania otuchy. W pewnej chwili spytał Harry'ego czy nie mógł jakoś ułożyć swoich włosów. Zielonooki łypnął na niego spode łba i zagroził, że jeśli Draco jeszcze raz wspomni o jego rozczochranych włosach, zamieni mu butelkę z szamponem na taką z eliksirem niszczącym włosy.
- Trzymaj te swoje mikstury z daleka od moich włosów – powiedział Draco zasłaniając swoją fryzurę dłonią. - Masz pojęcie, jak dużo czasu zajmuje ich pielęgnacja?
Harry zachichotał i wtedy Draco zdał sobie sprawę, że kumpel żartował. Pokręcił z dezaprobatą głową, ale się nie gniewał. Przynajmniej brunet choć na chwilę przestał się stresować.
Parę godzin później drużyny i reszta szkoły udali się na stadion quidditcha.
Mecz przebiegał normalnie do momentu, aż miotła Harry'ego zaczęła szaleć, jakby chciała go z siebie zrzucić. Pansy na ten widok parsknęła śmiechem i stwierdziła, że może Harry jest niezły w eliksirach, ale żaden z niego sportowiec.
- Nawet nie potrafi zapanować nad miotłą – powiedziała.
- Coś jest nie tak – mruknął Draco tłumiąc chęć powiedzenia koleżance czegoś, czego nie wypada mówić dobrze wychowanemu chłopcu, a już w szczególności Malfoyowi.
Blondyn poczuł jak serce mu zamarło, kiedy Harry zawisł na kiju miotły i trzymał się go tylko jedną ręką. A jak Harry spadnie i zrobi sobie coś poważniejszego niż tylko złamana kończyna? A jeśli złamie kręgosłup lub, co gorsza, kark? Draco nawet nie chciał o tym myśleć. Jego obawy zniknęły, kiedy miotła Harry'ego uspokoiła się i chłopak zdołał jej dosiąść. Ślizgon z niemałą ulgą patrzył jak szukający Gryfonów leci ku ziemi z dłonią przy ustach. Dopiero później okazało się, że złoty znicz wleciał mu do ust i Harry o mały włos go nie połknął. Draco spotkał się z Harrym przed szatnią Gryfonów, kiedy brunet już się przebrał. Potter patrzył na Malfoya i wyraźnie widział, że blondyn miał rozterki.
- Harry, powiem tak – zaczął Draco. - Jako twój przyjaciel, serdecznie gratuluję ci wygranej.
- Ale jako Ślizgon, jesteś wściekły, że to my wygraliśmy – dokończył Harry, na co Draco pokiwał głową.
- Dobrze mnie znasz.
- W końcu dużo czasu spędzaliśmy razem. To jasne, że cię znam.
Zanim Draco zdążył coś odpowiedzieć, dołączyli do nich Ron i Hermiona. Blondyn obrzucił ich niechętnym spojrzeniem. Hermiona radziła Draco nie wyżywać się na Harrym z powodu porażki Slytherinu.
- Nie wyżywałem się na nim – odpowiedział Malfoy. - Jedynie mu pogratulowałem.
- Ta, jasne – prychnął Ron. - Może wcześniej byliście przyjaciółmi, ale to pewne, że...
- Ron! - uciął ostro Harry. - Daj spokój! Nie prowokuj kłótni, bo to nikomu niepotrzebne.
Draco kiwnął głową, a Ron prychnął cicho. Za każdym razem, kiedy dochodziło do sprzeczki między nim a Malfoyem, Harry zawsze stawał po stronie Draco. Chociaż nie. Kiedyś jak Draco zaczął kłótnię, Harry polecił nieco przystopować właśnie blondynowi. Pewnie to dlatego Harry stara się, żeby Ron nigdy nie przebywał w pobliżu Malfoya dłużej niż to konieczne – nie miał ochoty co chwilę ich uspokajać.
- W każdym razie – powiedziała Hermiona – wiem, kto czarował twoją miotłę.
- Ktoś ją czarował? - zdziwił się Draco. - Kto?
Blondyn nie zamierzał pozwolić, żeby próba wyrządzenia krzywdy jego przyjacielowi uszła komukolwiek na sucho. Nieważne kim ta osoba była.
- To był Snape – odpowiedział za Hermionę Ron.
Harry i Draco wlepili w nich pełen zdumienia wzrok. Że niby nauczyciel eliksirów chciał zrobić krzywdę brunetowi? Ciężko im było w to uwierzyć. Malfoy stwierdził, że mówią bzdury, na co Hermiona odpowiedziała, że Snape nawet nie mrugał, kiedy miał oczy utkwione w Harrym i mamrotał pod nosem. Potter poczuł, jak jego serce przeszywa ból. Czemu nauczyciel jego ulubionego przedmiotu, chciał go skrzywdzić?
- Wiesz co, Granger? - odezwał się Draco. - Zaklęć nie trzeba wypowiadać ustami, żeby działały. Można też mówić je w myślach. Jesteś pewna, że tylko profesor Snape patrzył na Harry'ego?
- Tak – odpowiedziała Hermiona, ale w jej głosie wyraźnie było słychać niepewność.
- Czyli nie jesteś. Nie wyciągaj pochopnych wniosków, kiedy nie znasz wszystkich szczegółów. Taka drobna rada na przyszłość.
To powiedziawszy, Draco odszedł zostawiając trójkę Gryfonów z zamieszaniem w głowach.
Następnego dnia Harry dokonał rzeczy niemożliwej dla Gryfona na zajęciach prowadzonych przez opiekuna Slytherinu.
Na lekcji przygotowywali eliksir przywracający mowę (tym razem samodzielnie). Takiego wywaru Harry jeszcze nie miał okazji przygotować, więc chciał zrobić go najlepiej jak mógł. Według podręcznika najpierw należało podgrzać bazę aż nabierze zielonego koloru, a następnie wlać trzy czwarte fiolki wody miodowej. Harry bardzo dokładnie odmierzył właściwą ilość i wlał do kociołka. Ciecz zabulgotała i brunet przeszedł do następnego punktu. Dokładnie wykonywał instrukcje i choć w klasie panowało zmieszanie (a to ktoś zbyt długo podgrzewał eliksir, a to znowu dodał za mało gałązek mięty i profesor nie szczędził ostrych słów), Harry był tak skupiony na eliksirze, że nawet nie zwracał na to uwagi. Gdy wykonywał już ostatnie punkty, Snape stanął przy jego ławce.
- Cztery krople syropu z ciemiernika – przeczytał Harry i dodał tyle do kociołka. Eliksir stał się jasnoniebieski i wcześniejszy zapach mięty został przytłumiony przez mocną woń syropu. - No dobrze. Dalej: „podgrzewaj aż eliksir zrobi się czerwony, a po dwóch minutach ponownie podgrzej aż przybierze żółtą barwę".
Harry zrobił instrukcje z podręcznika i kiedy eliksir stał się żółty, nie mógł powstrzymać uśmiechu. Wyglądało na to, że eliksir był w porządku. Snape pochylił się nad jego kociołkiem, żeby przyjrzeć się miksturze i Harry ledwo opanował wzdrygnięcie. Nagłe pojawienie się profesora bardzo go zaskoczyło.
- Potter, ile gałązek mięty dodałeś? - zapytał profesor.
- Dziesięć świeżych gałązek – odpowiedział Gryfon. - Tak jak w przepisie.
- Jesteś pewien, że były świeże?
- Tak, panie profesorze. Ich zapach był bardzo intensywny.
- A wiesz, Potter, co by się stało, gdyby gałązki nie były świeże?
- Wiem. Eliksir jako taki nadawałby się do użycia, ale nastąpiłyby nieprzyjemne efekty uboczne. Zamierzony efekt zostałby poprzedzony bólem gardła. Dość... intensywnym.
Profesor Snape patrzył przez jakiś czas na Harry'ego bardzo uważnie, a w tym czasie klasa czekała na to, co powie. Wyglądało na to, że nauczyciel prowadził wewnętrzną walkę. Nie lubił Gryfonów, ale też potrafił rozpoznać, kiedy któryś z jego uczniów miał prawdziwy talent do eliksirów. A tak się złożyło, że posiadał go Harry Potter (Gryfon, do tego syn człowieka, którego Snape szczerze nienawidził).
- Panie Potter – odezwał się w końcu nauczyciel po kilku chwilach przeciągającej się ciszy. - Właśnie zarobił pan dziesięć punktów dla swojego domu.
To powiedziawszy profesor odwrócił się i odszedł zobaczyć prace innych uczniów. W sali zapanowała tak głucha cisza, że było słychać tylko bulgotanie mikstur w kociołkach. Nikt nie odważył się nawet głębiej odetchnąć. Gryfoni patrzyli na Harry'ego z ogromnym zdumieniem i podziwem. Jeszcze nigdy, ale to nigdy, nie zdarzyło się, żeby profesor Snape dał punkty Gryffindorowi.
Wieczorem Harry był bohaterem w Pokoju Wspólnym. Wieść o tym, że zdobył punkty u nauczyciela eliksirów rozniosła się po szkole jeszcze przed kolacją. Gryfoni byli wniebowzięci.
***
Zbliżało się Boże Narodzenie. W jednym z ostatnich listów Syriusz zapytał Harry'ego czy zamierza zostać na święta w Hogwarcie i chłopak miał dylemat. Z jednej strony bardzo podobało mu się w zamku, ale z drugiej nie chciał, żeby Syriusz został w tym okresie sam w domu (co prawda był tam również Stworek, ale to nie było to samo). Podczas śniadania, tydzień przed zebraniem listy uczniów którzy zostają w Hogwarcie przez opiekunów domów, Ron zapytał Harry'ego gdzie w tym roku spędza święta.
- Nie wiem – jęknął Potter. - Chciałbym zostać w zamku, ale także chcę wrócić do Londynu. Nie chcę, żeby Syriusz był sam w święta.
- To się lepiej szybko zastanawiaj, Harry – powiedział rudzielec. - Ja zostaję. Moi rodzice wyjeżdżają do Charliego. Zobaczyć smoki.
Harry pokiwał głową i znowu się zamyślił. Zazdrościł swoim kolegom i koleżankom, którzy wiedzieli gdzie chcą spędzić Boże Narodzenie. Gdyby wrócił do domu, mógłby razem z Syriuszem i Stworkiem dekorować dom i przygotowywać potrawy. Zawsze to najbardziej lubił w okresie przedświątecznym. Po śniadaniu, do Wielkiej Sali wleciały sowy z pocztą i uwagę Harry'ego przykuła Hedwiga. W dziobie niosła list. Gdy wylądowała przed chłopakiem, podała mu przesyłkę.
- To od Syriusza – powiedział, ujrzawszy zdziwioną minę Rona.
Harry otworzył kopertę i wyciągnął list.
Harry,
chciałbym cię bardzo przeprosić, ale w tym roku, nie będziemy wspólnie spędzać świąt. Okazało się, że muszę załatwić ważną sprawę i nie będzie mnie w domu.
Bardzo cię przepraszam, Harry, chociaż może nie jest tak źle. Jakbyś miał dylemat czy zostać na święta w zamku, czy też wrócić do domu, to wiedz, że już nie musisz się tym martwić. Twój ojciec też co roku miał taki dylemat i domyślam się, że pod tym względem się od niego nie różnisz. W każdym razie, jakbyś został na święta w zamku, przynajmniej nie byłbyś sam.
Jeszcze raz cię przepraszam, Harry. Mam nadzieję, że Wielkanoc będziemy mogli spędzić razem. Chyba, że postanowisz zostać w zamku, decyzja będzie należała do ciebie. Nie będę wywierał nacisku.
Prezent dostaniesz w Pierwszy Dzień Świąt przez Sowią Pocztę. Jeszcze raz przepraszam cię, że tak to się potoczyło.
Wesołych Świąt i postaraj się nie wpadać w kłopoty.
Syriusz
P.S. Przerwa świąteczna, to najlepszy moment na szukanie sekretów w zamku. Jest ich całe mnóstwo. Razem z Jamesem spędzaliśmy święta na ich odkrywaniu.
Jak Harry skończył czytać list, oznajmił Ronowi, że również zostaje na święta w Hogwarcie. Wieczorem odpisał Syriuszowi, że się nie gniewa i, że jego wyjazd ułatwił Harry'emu podjęcie decyzji.
W święta Harry dostał dużo prezentów, podobnie Ron. Od Syriusza, państwa Weasleyów, państwa Malfoyów i innych przyjaciół. Wśród prezentów była też anonimowa paczka zawierająca zwiewny, srebrzysty płaszcz. Okazało się, że była to peleryna-niewidka. Ponieważ niewielu uczniów zostało na święta, wszyscy siedzieli przy jednym stole. Ku radości Harry'ego (i niezadowoleniu Rona) Draco też został w Hogwarcie.
W trakcie posiłków Harry starał się też rozmawiać z profesorem Snapem. Mimo chłodnego i nieprzyjaznego usposobienia, nauczyciel okazał się być bardzo chętny do rozmów, zwłaszcza o eliksirach. Harry był wyraźnie łakomy tej wiedzy – było to widać zwłaszcza w jego roziskrzonych oczach.
- Panie Potter, czy od zawsze lubił pan eliksiry? - zapytał w którymś momencie profesor.
- Odkąd pamiętam – odpowiedział Harry. - Zawsze ciągnęło mnie do warzenia mikstur. Syriusz twierdzi, że mam talent.
Profesor zamyślił się. Tym swoim entuzjazmem Harry bardzo przypominał mu Lily. Ona też podchodziła do wielu rzeczy z takim żywym zainteresowaniem. Kiedy wspomniał o tym Harry'emu, jedenastolatek popatrzył na niego uważnie.
- Pan profesor znał moją mamę? - zapytał ze zdumieniem.
- Tak – odpowiedział Snape. - Można powiedzieć, że byliśmy przyjaciółmi. Od wczesnego dzieciństwa.
Harry poprosił profesora, żeby opowiedział mu o mamie. Syriusz niechętnie mówił o rodzicach Harry'ego, gdyż nawet po upływie tylu lat, był to dla niego bolesny temat. Severus westchnął cicho i zaczął opowiadać Gryfonowi o Lily. Dla niego też nie było to łatwe i Harry to zauważył.
- Jeśli ciężko panu o tym mówić... - zaczął niepewnie Gryfon, ale Snape pokręcił głową.
- Nie, nie, jakoś dam radę.
Tego dnia Harry dowiedział się, że odziedziczył po mamie wiele cech między innymi talent do eliksirów. Przerwę świąteczną spędził nie tylko na odkrywaniu sekretów zamku (znalazł między innymi magiczne Zwierciadło Ain Eingarp), ale też na poszukiwaniach informacji o Nicolasie Flamelu od kiedy usłyszał to nazwisko od Hagrida. Niestety książki okazały się mało pomocne. Nawet Draco nie umiał znaleźć potrzebnych informacji – w jego rodzinnej bibliotece nie było żadnej wzmianki o mężczyźnie z takim nazwiskiem.
***
Po Nowym Roku uczniowie wrócili do szkoły i zaczął się nowy semestr. Hermiona była ciekawa co Harry'emu i Ronowi udało się znaleźć o Nicolasie Flamelu, ale niestety nic nie znaleźli. Dopiero, kiedy Harry przeczytał na karcie Dumbledore'a z czekoladowych żab, że Flamel zajmuje się alchemią, dziewczynę olśniło. Z ogromnie grubego i ciężkiego tomiska, który miała w dormitorium wyczytała, że Nicolas Flamel jako jedyny stworzył Kamień Filozoficzny. Brunet podzielił się tą informacją z Draco, co nieszczególnie podobało się Ronowi i Hermionie. Dziewczyna nawet spytała bruneta czy musi o wszystkim mówić Malfoyowi.
- To jeden z moich najbliższych przyjaciół – odpowiedział na to Harry.
- Ale jest też Ślizgonem.
- No i? Nie zmienia to faktu, że nadal jest moim kumplem.
Hermiona tylko westchnęła i pokręciła głową. Martwiła się o swojego przyjaciela, bo czuła, że prędzej czy później zostanie skrzywdzony przez Malfoya.
***
W miarę upływu czasu, przyjaciele odkryli gdzie może znajdować się Kamień Filozoficzny i, że ktoś chce go ukraść. Nie dla siebie, tylko dla Voldemorta. Harry nabrał tej pewności, kiedy natknął się w Zakazanym Lesie na zakapturzoną postać pijącą krew jednorożca. Ron był zdania, że winnym jest profesor Snape. Zwłaszcza, że wszystkie poszlaki wskazywały na niego. Z kolei Harry twierdził, że to o niczym nie świadczy.
- W takim razie po co miałby iść do Puszka, co? - zapytał Weasley.
- Może ma swoje podejrzenia odnośnie tego, kto jest złodziejem i próbował go powstrzymać – odrzekł na to Potter.
- To najgłupsza rzecz jaką słyszałem.
Hermiona poleciła im się uciszyć. Prawdą było, że faktycznie nie mieli stuprocentowej pewności kto jest potencjalnym złodziejem i nie mogą tak po prostu oskarżać nauczyciela eliksirów tylko dlatego, że go nie lubią.
- Mów za siebie – powiedział Harry. - Może wy nie lubicie profesora Snape'a, ale ja go lubię. Ma ogromną wiedzę na temat eliksirów i wbrew pozorom jest bardzo miły.
Ron pokręcił głową. Chyba tylko taki zapalony miłośnik eliksirów powiedziałby coś takiego o opiekunie Slytherinu. Hermiona była tego samego zdania, ale nie wyraziła swojej opinii na głos. Aby uniknąć sprzeczek już nie odzywali się na ten temat. Jakiś czas później Harry usiadł ze Ślizgonami w porze lunchu, żeby porozmawiać z Draco.
- Potter – syknęła jadowicie Pansy, kiedy Harry wcisnął się na ławkę między Zabiniego i Milicentę Bulstrode, tak że siedział naprzeciwko przyjaciela. - Wracaj do swoich kumpli.
- Tak się składa, Pansy, że jeden z moich najlepszych przyjaciół siedzi przy tym stole i zamierzam zjeść lunch w jego towarzystwie – odpowiedział Harry. - Nie obchodzi mnie twoje zdanie na ten temat, więc bądź łaskawa zatrzymać swoje zdanie dla siebie.
Niektórzy Ślizgoni popatrzyli na bruneta z niedowierzaniem, inni z podziwem, a jeszcze inni cicho się zaśmiali. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś zdołał uciszyć Pansy Parkinson (no może poza Draco, czy profesorem Snapem). Przez resztę posiłku Harry ignorował mopsowatą dziewczynę i skupił się na blondynie. Podzielił się z nim podejrzeniami swoich kolegów, a Draco stwierdził, że nauczyciel eliksirów z całą pewnością nie planuje kradzieży. Harry cieszył się, że przynajmniej Malfoy podziela jego zdanie.
W końcu nadszedł okres egzaminów końcowych i przyjaciele musieli skupić się na zaliczeniach. Hermiona męczyła ich przerabianiem materiału od rana do wieczora, a nawet podczas posiłków czy tuż przed pójściem do łóżek. Któregoś dnia, kiedy Hermiona jak zwykle zamęczała Harry'ego i Rona powtórzeniem materiału, zza rogu wyszedł Draco.
- Harry – odezwał się, jak tylko Hermiona skończyła swój wykład. - Możemy porozmawiać?
- Jasne, Draco. - Harry przeprosił przyjaciół i podszedł do blondyna. - Co tam?
- Pomóż mi. Pansy ciągle za mną chodzi i błaga o wspólną naukę. Już jej mówiłem, że nie mogę, bo sam muszę opanować materiał, ale ona swoje.
- Chcesz uczyć się ze mną? - zapytał brunet niemal natychmiast. - Pansy za mną nie przepada, a jak zobaczy, że uczysz się ze mną, to powinna odpuścić.
- To się może udać. Dzięki, Harry. Jutro po obiedzie w bibliotece?
- Stoi.
Następnego dnia Harry i Draco usiedli razem przy stoliku w bibliotece i zaczęli powtarzać materiał. Byli właśnie w trakcie powtarzania do egzaminu z eliksirów, kiedy do pomieszczenia weszła Pansy i zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu swojego ulubionego kolegi. Jak go zobaczyła, natychmiast ruszyła w jego stronę, ale zatrzymała się gwałtownie, gdy dostrzegła z kim przebywa. Dziewczyna powstrzymała sfrustrowane prychnięcie i wycofała się. Stwierdziła, że nie warto szargać sobie nerwów w obecności Harry'ego, tylko po to, żeby być z Draco.
***
Po egzaminach końcowych przyjaciele ponownie zajęli się próbą odkrycia tożsamości złodzieja Kamienia Filozoficznego, a także na wybadaniu jakie zaklęcia go strzegą. Już wcześniej wiedzieli, że profesor Snape był jednym z nauczycieli, którzy mieli swój wkład w obronie magicznego artefaktu. Nie mieli jednak czasu, żeby się nad tym dokładniej zastanowić, bo bardzo szybko nadeszła noc, w której złodziej postanowił zadziałać. Harry wyruszył na trzecie piętro z Ronem i Hermioną.
Kiedy chcieli opuścić Pokój Wspólny, drogę zagrodził im Neville. Pulchny nastolatek stwierdził, że lepiej będzie jeśli Harry i reszta zostaną w swoich dormitoriach. Był zdania, że jeśli przyjaciele zostaną złapani, ucierpi na tym cały dom. Nie mając innego wyjścia, Hermiona spetryfikowała kolegę.
Po wyjściu na korytarz, natknęli się na Draco. Chłopak zdawał się na nich czekać i zaoferował swoją pomoc.
- Co ty knujesz, Malfoy? - zapytał Ron.
- Nic – odpowiedział Draco. - Chcę pomóc.
- Tak, oczywiście. Uważaj, bo ci uwierzę.
- Weasley, może dałbyś sobie spokój z knuciem teorii spisowych, co? Mamy mało czasu.
Harry zgodził się ze Ślizgonem i prędko narzucił na wszystkich pelerynę-niewidkę. Kiedy dotarli na trzecie piętro, okazało się, że Puszek spał w najlepsze. Ron i Hermiona, którzy widzieli psa po raz pierwszy, poczuli pewien niepokój. Przyjaciele zdołali przesunąć łapę Puszka i otworzyć klapę. Wskoczyli do niej zanim pies się obudził. Wylądowali na czymś miękkim, a tym czymś okazały się być Diabelskie Sidła. Była to bardzo niebezpieczna roślina lubiąca ciemność. Na szczęście Hermiona rzuciła zaklęcie zapalające i zabójcze łodygi się wycofały. Kolejną przeszkodą, jaką musieli pokonać, były skrzydlate klucze. Tutaj Harry popisał się swoimi umiejętnościami w quidditchu łapiąc odpowiedni klucz niczym złotego znicza. Następnie musieli wygrać partię gigantycznych szachów i tu przydała się strategia Rona. Niestety rudzielec został ranny i Hermiona nalegała, że z nim zostanie.
- Uważajcie na siebie, chłopaki – powiedziała, a Harry i Draco ruszyli w stronę przeciwległych drzwi.
Za nimi natknęli się na znokautowanego trolla i musieli wstrzymać oddech, żeby móc przejść. W kolejnej komnacie znaleźli stolik z siedmioma butelkami. Jak przekroczyli próg, przejście po drugiej stronie zamknęły czarne płomienie, a za nimi buchnęły purpurowe.
- No i co teraz? - zapytał Harry.
- Przecież musi być jakieś rozwiązanie – stwierdził Draco i chwilę później dostrzegł leżący na stole zwój pergaminu. - Co to?
Ślizgon wziął rulon i rozwinął go. Była na nim napisana rymowana zagadka i po jej przeczytaniu Draco uśmiechnął się. Stwierdził, że to nic trudnego, w końcu mają wszystko czego potrzebują.
- Zabłyśnij, więc – uśmiechnął się Harry.
- Daj mi trochę czasu.
Draco przeczytał tekst parę razy, chodził wokół stołu i wskazywał różne butelki. W końcu wpadł na rozwiązanie. Oznajmił, że płyn w najmniejszej butelce pozwoli przejść przez czarne płomienie, a ten w największej – cofnąć się przez purpurowe. Harry uparł się, że to on wypije z najmniejszej butelki, na co Draco nie chciał się zgodzić, jednak w końcu uległ. Zanim wziął największe naczynie, podszedł do Harry'ego i mocno go uściskał.
- Tylko wróć żywy, dobrze? - poprosił.
- Dobrze – odrzekł Harry.
Draco upił z największej butelki i opuścił komnatę przez purpurowe płomienie. Niedługo później Harry wypił z najmniejszej i wyszedł przez czarny ogień.
W ostatniej komnacie brunet zobaczył Zwierciadło Ain Eingarp i stojącego przed nim mężczyznę. Ku jego uldze nie był to profesor Snape. Tylko Quirrell. Jego obecność zaskoczyła Harry'ego, bo w życiu nie podejrzewałby lękliwego nauczyciela obrony przed czarną magią o próbę kradzieży Kamienia Filozoficznego. Profesor przyznał się Harry'emu, że to on próbował zrzucić go z miotły podczas meczu quidditcha, a Severus chciał uratować Gryfona.
„Wiedziałem, że to dobry człowiek" pomyślał Harry, ale nie powiedział tego na głos.
Następnie Quirrell powiedział, że profesor Snape od dawna go podejrzewał i robił co mógł, żeby go powstrzymać. Potem skupił się na zwierciadle i zastanawiał się jak ma zdobyć kamień. Wtedy jakiś wysoki, syczący głos polecił mu wykorzystać Harry'ego. Chłopak jakimś cudem dostał kamień i chciał z nim uciec, ale mu się nie udało. Do tego okazało się, że pod turbanem Quirrella znajdował się nie kto inny, jak sam Voldemort. Czarnoksiężnik próbował skusić Harry'ego (nawiązując między innymi do jego talentu do eliksirów), żeby ten oddał mu kamień. Gryfon jednak nie dał się nakłonić i Voldemort rozkazał Quirrellowi zabić chłopaka. Nauczyciel nie zdołał jednak tego uczynić, bo – jak się okazało – nie mógł znieść dotyku skóry Harry'ego. Profesor nie przeżył tego, a Voldemort gdzieś umknął nie zdobywszy kamienia.
***
Harry ocknął się w skrzydle szpitalnym i zobaczył mnóstwo słodyczy na stoliku obok. Profesor Dumbledore powiedział, że zajście w lochach między Harrym i profesorem Quirrellem jest ścisłą tajemnicą.
- Więc oczywiście, wie o nim cała szkoła – dodał z uśmiechem.
Potem wskazał na otwarte pudełka z czekoladowych żab i stwierdził, że jeden z jego przyjaciół – Ron albo Draco – już się do nich dobrał. Harry od razu spytał o przyjaciół, a usłyszawszy zapewnienie, że nikomu nicsię nie stało, chciał dowiedzieć się co z kamieniem. Okazało się, że o artefakt też już nie musiał się martwić. Dyrektor wyjaśnił Harry'emu jak to się stało, że kamień znalazł się w kieszeni jedenastolatka, a potem przyczynę śmierci profesora Quirrella. Po wyjściu starego czarodzieja, pani Pomfrey pozwoliła wejść przyjaciołom Harry'ego, ale tylko na pięć minut. Brunet opowiedział o swoim starciu z Quirrellem, a kiedy skończył, poczuł zadowolenie widząc, że Draco, Ron i Hermiona nie skaczą sobie do gardeł. Chyba po raz pierwszy w życiu.
- Czyli kamień został zniszczony – stwierdził Draco, a Harry przytaknął.
Potem blondyn sięgnął do kieszeni swojej szaty, wyciągnął z niej Kartę ze Sławnymi Czarownicami i Czarodziejami i podał ją Harry'emu. Brunet wziął ją i aż go zatkało na widok samego siebie uśmiechającego się do niego. Pod zdjęciem był napis: Harry Potter. Chłopak odwrócił kartę, żeby zobaczyć co jest napisane na odwrocie. Właściwie było bardzo niewiele i brunet westchnął ze śmiechem.
Harry Potter (ur.1980)
Chłopiec, Który Przeżył
- To już ostatni egzemplarz do twojej kolekcji, prawda Harry? - zapytał Draco.
Harry pokiwał głową. Niedługo później pani Pomfrey wyrzuciła dwoje Gryfonów i Ślizgona ze szpitala. Następnego dnia Harry'ego odwiedził Hagrid i dał mu oprawiony w skórę album z ruchomymi zdjęciami, na których byli rodzice Harry'ego. Gryfon był mu bardzo za to wdzięczny.
Parę dni później odbyła się Ceremonia Pucharu Domów. Wielka Sala była przyozdobiona na zielono i srebrno. Profesor Dumbledor przedstawił wyniki. Na czwartym miejscu był Gryffindor z 372 punktami. Na trzecim – Hufflepuff z 394 punktami. Drugie miejsce zajął Ravenclaw (446punktów), a pierwsze Slytherin z wynikiem 482 punktów. Przy stole Ślizgonów wybuchły radosne okrzyki.
- Dobra robota, Ślizgoni – powiedział dyrektor. - Jednak trzeba wziąć pod uwagę ostatnie wydarzenia. Dlatego rozdam dodatkowe punkty. Pannie Hermionie Granger, za wykorzystanie logicznego myślenia w sytuacji zagrożenia, przyznaję 50 punktów. - Przy stole Gryfonów rozległy się głośne owacje i krzyki. - Panu Ronaldowi Weasleyowi, za wspaniałe rozegranie partii czarodziejskich szachów, co nie jest wcale łatwe, przyznaję 50 punktów. - Gryfoni zaczęli jeszcze głośniej klaskać i krzyczeć. - A także, panu Draconowi Malfoyowi – nagle w sali zapadła cisza – za wykorzystanie swojej inteligencji w obliczu ognia i wierność przyjacielowi, przyznaję Slytherinowi 50 punktów.- Ślizgoni klaskali i krzyczeli, a jedyną osobą spoza Slytherinu, która klaskała, był Harry. Nie obchodziło go co myślą o nim inni Gryfoni. On się cieszył, że jego przyjaciel został doceniony przez dyrektora. - Po czwarte, panu Harry'emu Potterowi – ciągnął dyrektor, kiedy Ślizgoni się uspokoili – za jego zimną krew i rzadko spotykaną odwagę, przyznaję 60 punktów. - Gryfoni znowu ryknęli z radości.
- Mamy 532 punkty – powiedziała Hermiona. - Po dodaniu punktów Malfoyowi, jest remis ze Slytherinem.
- Na koniec – powiedział Dumbledore (Gryfoni zaczęli szeptać między sobą po sławach Hermiony, ale szybko zapadła cisza) – trzeba być bardzo dzielnym by stawić czoło wrogom, ale jeszcze większej odwagi wymaga wierność przyjaciołom. Dlatego pan Neville Longbottom otrzymuje 10 punktów.
Po słowach dyrektora wybuchła tak dzika wrzawa, że Dumbledore musiał wzmocnić głos zaklęciem, aby ogłosić, że Puchar Domów przypada Gryffinforowi. Cała Wielka Sala rozbrzmiała okrzykami. Ślizgoni byli niepocieszeni przegraną, nawet Draco, ale jako jedyny ze swojego domu nagrodził wygraną Gryfonów oklaskami.
Następnego dnia wszyscy pierwszoroczni otrzymali wyniki egzaminów końcowych. Harry zdobył najwyższe oceny z eliksirów, zaklęć, transmutacji, obrony przed czarną magią i zielarstwa. Podobnie Hermiona i Draco, z tą różnicą, że Harry miał wyższy wynik od Hermiony w eliksirach i obronie przed czarną magią, a od Draco – tylko w obronie przed czarną magią. Potem musieli spakować swoje rzeczy i ruszyć na pociąg. W drodze powrotnej Harry i Draco znowu pogrążyli się w rozmowie na temat eliksirów i quidditcha. Mniej więcej w połowie drogi dosiedli się do nich Ron, Hermiona, Fred i George. Zagrali wspólnie w Eksplodującego Durnia i tak minęła im reszta podróży. Młody Malfoy pomyślał nawet, że bliźniacy Weasley nie są tacy źli, kiedy nie rzucają głupimi żartami na prawo i lewo.
Na stacji czekały na nich ich rodziny. Harry pobiegł do Syriusza i przytulił się do niego. Ojciec chrzestny wypytywał go o jego pierwszy rok i jak tam postępy w eliksirach. Ucieszył go fakt, że Harry znalazł jakiś wspólny temat z profesorem Snapem i miał nadzieję, że następny rok Harry'ego będzie nieco spokojniejszy.
Na pewno zauważyliście, że punktacja domów jest zupełnie inna niż w książce. Było mi to potrzebne do opowiadania.