Wczoraj. Dzisiaj. Jutro.

 Trzy najgorsze dni w całym moim życiu. Dziś wylatuję do Irlandii. Żegnam całe swoje dotychczasowe życie, które tutaj prowadziłam, w moim Albuquerque.

 Na lotnisko odwiozła mnie moja najlepsza przyjaciółka - Carrie. Kiedy się żegnałyśmy, nie potrafiłam wydusić z siebie słowa, cały czas płakałam.

- Będzie dobrze Shann. Będzie dobrze. - powtarzała dziewczyna, tuląc mnie do siebie mocno. Chciałam w to wierzyć, jednak nie potrafiłam. Poczucie nieuchronnej samotności sprawiało, że jakoś nie potrafiłam się z tym wszystkim uporać. Nigdy nie należałam do osób otwartych na nowe znajomości, z reguły byłam bardzo zamknięta w sobie. Dlatego miałam tylko mamę i Carrie. W Irlandii nie będę miała nikogo. Nikogo.

- Kocham Cię, pamiętaj! Widzimy się w ferie świąteczne! Odwiedzę Cię tam, a kiedy skończymy osiemnaście lat zadecydujemy, gdzie wolimy mieszkać! Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami... nie, my jesteśmy siostrami, nigdy o sobie nie zapomnimy, wiesz o tym Shannon. - powiedziała, delikatnie mnie od siebie odsuwając, aby móc patrzeć w moje oczy, kiedy wypowiadała te słowa, przez co nabrały jeszcze poważniejszego tonu.

Ufałam jej, dlatego uwierzyłam.

- Do zobaczenia Carrie. Będę tęsknić. - wyszeptałam łamiącym się głosem, chwytając za niewielką torbę z rzeczami, które zdołałam uratować z pożaru, jednak głównie były to ubrania, które miałam u mojej przyjaciółki, bo dosyć często u niej nocowałam. Szczególnie, kiedy moja mama miała nocne zmiany w szpitalu. Tak, była pielęgniarką. To dlatego zginęła, bo nie potrafiła zostawić tych ludzi. Oddała za nich życie. Chociaż było to dla mnie straszne, cieszyłam się, że miałam taką wspaniałą mamę. Mam nadzieję, że każdy z ocalałych osób, to docenił.

- Idź już, bo samolot Ci ucieknie. - Carrie próbowała jakoś rozładować atmosferę, lecz było to bezskuteczne. Jakkkolwiek by się nie starała, w tym momencie nie byłam w stanie się uśmiechnąć.

- Obiecaj, że nie zapomnisz o mnie... - mruknęłam cicho, ostatni raz wtulając się w przyjaciółkę.

- Nigdy Shannon. Nigdy. - odpowiedziała, odwzajemniając uścisk.

 W końcu musiałam iść, ponieważ naprawdę mogłam nie zdążyć. A to nie wchodziło w grę. 

 Nim zniknęłam za rogiem, pomachałam jeszcze dziewczynie, ocierając kciukiem łzy, które zdążyły jeszcze wypłynąć z moich oczu.

 Cóż, czyli to ostatni oddech tutejszym powietrzem, ostatni raz oglądam to miejsce... 

 Gdy już siedziałam w samolocie, dopadły mnie te wszystkie myśli kłębiące się w mojej głowie. Nie wierzyłam, że mój ojciec pozwoli mi tu wrócić. Będzie robił wszystko, by mnie przy sobie zatrzymać. W to akurat nie wątpiłam. Będzie próbował być idealnym ojcem. Szkoda tylko, że zapomniał o tym piętnaście lat temu, gdy pozwolił odejść mojej mamie. Dobrze, zresztą, nieważne. Muszę się uspokoić, nie mogę teraz tak negatywnie nastawiać się na to wszystko, bo będzie jeszcze gorzej. O ile tak w ogóle może być... W każdym bądź razie, za kilkanaście godzin ujrzę Irlandię. Miejsce, w którym przyszłam na świat, miejsce, w którym zaczęła się moja historia i będzie ona tworzyła się tam na nowo, u boku mojego ojca.

- ○ - ○ - ○ -

 Obudziłam się, ponieważ jedna ze stewardes delikatnie zaczęła potrząsać moim ramieniem. 

- Lądujemy., - powiedziała z uśmiechem, który odwzajemniłam. Czułam się o wiele lepiej, po tej drzemce. Jakbym miała w sobie więcej pozytywnej energii, niż kilka godzin temu.

Let It Go / n.h. ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!