Rozdział 3 *Znowu Ty*

1.6K 97 9

 *tydzień później*

 Od tygodnia stosuje się do poleceń blondyna, który uratował mnie przed czymś, po czym nie byłabym w stanie się otrząsnąć przez bardzo długi okres czasu.

 Z ojcem prawie w ogóle się nie widuje, wciąż załatwia jakieś sprawy biznesowe. Czuję się przez to naprawdę samotna. 

 Dzisiaj poniedziałek, pierwszy dzień w nowej szkole. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że zdarzy się tam coś złego. Mam nadzieję, że moje przeczucia mnie mylą i będzie dobrze. Nie chcę czuć się inna, wyobcowana tak jak w starej szkole. Chciałabym wtopić się w tłum nastolatków i próbować żyć jak oni, gdzie jedynym problemem jest to, czy wystarczy mi pieniędzy na zakupy, czy rodzice nie będą wściekli za rachunek, który dostaną w tym miesiącu za moją komórkę...

 Rodzice, no właśnie, to już mnie wyklucza. 

- Wychodzę, do zobaczenia Sophie! - krzyczę, nim biorę plecak i opuszczam dom. Tuż po wyjściu, otulam się szczelniej szalem, z powodu zimna, ogarniającego moje ciało. 

 Spoglądam przed siebie, widząc Tylora, czekającego przy czarnym Audi. Macham mu z szerokim uśmiechem na ustach. Naprawdę go polubiłam. Przez te kilka dni, pokazywał mi okolicę i znosił moje humorki, a miewałam ich strasznie dużo, nawet jak na mnie.

- Cześć! - wołam radośnie, kiedy staję tuż obok mężczyzny.

- Witam Shannon. Dzisiaj pierwszy dzień, mam nadzieję, że się nie denerwujesz. - mówi, posyłając mi ciepły uśmiech, a ja potakuję.

- Nie, w sumie, mam plan i wiem, że nie będzie źle. - odpowiadam, wchodząc do samochodu, a Tylor zamyka za mną drzwi i z niezwykłą gracją zajmuje miejsce kierowcy.

 Droga mija nam w ciszy. Oczywiście, wymieniamy parę zdań, jednak cisza, która między nami panuje w większości czasu wcale mi nie przeszkadza.

- Powodzenia. - zdąża jeszcze powiedzieć, nim wysiadam. 

 Macham do niego, a kiedy odjeżdża, biorę pare oddechów i ruszam w stronę wejścia głównego do budynku szkoły.

 Dopiero teraz odczuwam stres związany z nową szkołą, szczególnie, kiedy czuję na sobie wzrok wszystkich ludzi, których mijam w czasie drogi do mojej szafki. Zastanawiam się, czy naprawdę wywołuję tutaj taką sensację, czy po prostu tutaj już tak jest, że interesują się wszystkim czego nie znają. Stawiam na drugie, dokładnie tak, jak w mojej poprzedniej szkole.

 Staram się jednak nie zwracać na nich zbytniej uwagi, skupiam się na dotarciu do wyznaczonego przeze mnie celu.

 Mimo wszystko, po mojej głowie wciąż krąży nieskończona ilość pytań. Myślę o tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu i kilka razy przyłapuje się na tym, że w mojej głowie kolejny raz pojawia się obraz tajemniczego blondyna. 

 Wciąż gorączkowo rozmyślam nad tym, kim on w ogóle jest. Kiedy tylko moją uwagę przykuwa grupka uczniów, tworzących krąg, momentalnie zapominam o wszystkim, co chodziło mi po głowie i niepewnie podchodzę. 

 To, co tam zastaje, szokuje mnie.

 Widzę chłopaka, który ostatnimi czasy zaprzątuje moje myśli właśnie stoi przede mną, okładając jakiegoś bruneta pięściami, tak, że tamten zaczyna krwawić. Cholernie mnie to przeraża, szczególnie fakt, iż nikt nie reaguje na to całe zajście w odpowiedni sposób.

- Dawaj Horan, dobij śmiecia! - słyszę czyjś krzyk, który powoduje uśmiech na twarzy blondyna. Czyli tak na niego wołają? Zakładam, że to jego nazwisko. Upewniam się w swoich założeniach, zaraz po tym, jak ktoś znowu wyrywa się z tłumu krzycząc "Niall!".

Let It Go / n.h. ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!