Włożyłam ręce do kieszeni, pospiesznie kierując się w stronę przystanku autobusowego, który zauważyłam po ponad dwugodzinnej tułaczce przez ciemne, a zarazem przerażające zaułki.

 Miałam ogromne szczęście, ponieważ, keidy tylko stanęłam, od razu podjechał autobus, a kierowca nie wymagał ode mnie biletu, nawet grzecznie wyjaśnił mi, gdzie powinnam wysiąść i jak dotrzeć do ulicy, przy której mieszkam.

 W końcu odetchnęłam z ulgą, wchodząc do mojego domu. Jednak nie potrwało to długo, przynajmniej nie tyle, ile bym chciała dostać czasu na poskładanie sobie w głowie odpowiedniej wymówki dla ojca, który jak torpeda zbiegł ze schodów i stanął na przeciw mnie, brutalnie potrząsając moim ciałem.

- Gdzieś Ty do cholery była dziewczyno!? - krzyknął, piorunując mnie wzrokiem. Wciąż trzymał mnie za ramiona, cholernie mocno, przez co, co chwilę pojękiwałam, lecz on pozostał nie wzruszony. - Powiedz mi Shannon... - zaczął, a w jego oczach pojawił się dziwny błysk. - a może Ty sie kurwisz? - aż zachłysnełam się powietrzem, słysząc słowa, które właśnie wypowiedział. - Znikasz od jakiegoś czasu, każdego wieczora. Przyznaj się, lubisz to? Jesteś dokładnie taka sama, jak Twoja szurnieta matka, która myślała, że mogę ją kochać! - dodał, po czym zaczął się szyderczo śmiać, a ja poczułam, jak moje serce rozpada się na tysiąc, drobnych kawałeczków.

 Okej, czułam od niego woń alkoholu, co jednak nie zmieniało faktu, że słowa pijanych, to myśli trzeźwych. 

 Jak oparzona odskoczyłam do niego, wydostajac się z jego uścisku. Obróciłam się na pięcie, pośpiesznie wybiegając z domu.

 Słyszałam za sobą wołania Toma, lecz nie miałam zamiaru reagować. Byłam w tak wielkim szoku, że nawet nie zdałam sobie sprawy, że pod moim domem zaparkowało znajome auto, a z niego wybiegł blondyn, łapiąc mnie w swoje ramiona.

 Nie wiedzieć czemu, wtuliłam się w niego bez słowa. Ignorując odgłos stukania o beton. Przypuszczałam, że właśnie zbliżał się tu mój... nie, to mi tym razem nie przejdzie przez gardło, po prostu człowiek, który zapłodnił moją mamę.

- Zostaw ją śmieciu. - warknął do Niall'a, przez co jego ciało natychmiastowo się spięło. Odsunął mnie od siebie delikatnie, unosząc mój podbródek do góry. Otarł kciukami łzy spływające po moich policzkach i wsadził do swojego samochodu, dosłownie, po prostu mnie tam wsadził, po tym, jak mnie podniósł. Ucałował czubek mojej głowy, po czym zamknął drzwi i obrócił się w stronę Toma.

 Nie widziałam miny chłopaka, jednak po przerażonej minie mężczyzny, mogłam to sobie wyobrazić. Otuliłam się ramionami, ignorując hałas dochodzący z zewnątrz. Postanowiłam po prostu zamknąć się w moim własnym świecie, tak, jak to zawsze robiłam.

 Po dłuższej chwili, do samochodu wszedł blondyn, rzucając jakieś torby na tylne siedzenia. Zdałam sobie sprawę, że to były moje rzeczy.

- Shannon, zamieszkasz u mnie. - powiedział cicho, odpalając samochód.

- Dlaczego? - szepnęłam, wpatrując się przed siebie. Naprawdę nie miałam ochoty nawiązywać z nim kontaktu wzrokowego, ponieważ wiedziałabym, że po prostu się rozsypie i mogę już nigdy nie pozbierać.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, jak ten gnój Cię potraktował, prawda? - wydaje mi się, że przyjął moje milczenie, jako przytaknięcie, ponieważ kontynuował dalej. - No właśnie, a po drugie, nie wiesz jaki on jest, za to ja wiem i wiele dziewczyn, w tym moja przyjaciółka. Nie pozwolę mu Cię skrzywdzić. - gdy to wypowiedział, poczułam przyjemne ciepło, gdzieś w środku, zdałam sobie sprawę, że właśnie wlepia we mnie swój wzrok, jednak tak jak już wcześniej wspominałam, ja, ja nie mogę na niego zerknąć.

Let It Go / n.h. ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!