Rozdział 9 *Nie pozwalam Ci na to!*

770 60 5

Shannon

        Skrzywiłam się, widząc jego wybuch. Odsunęłam się w stronę Ivy, ponieważ dobrze wiedziałam, że w takich chwilach Niall jest najzwyczajniej w świecie nieprzewidywalny.

        - Horan zabieraj stąd dupę! - warknęła dziewczyna, zasłaniając mnie swoim ciałem. Chłopak zatrzymał swoje ruchy, odwracając się do mnie.

        Widząc mój strach, złagodniał, a jego oczy przybrały naturalny odcień błękitu. Przełknęłam ślinę, gdy zrobił krok w moim kierunku.

        - Shannon, nie możesz. Nie pozwalam Ci na to. - szepnął, upadając przede mną na kolana. Pokręciłam jedynie głową. Łzy niebezpiecznie majaczyły w moich oczach.

        - NIe, Niall. Ja nie jestem Twoją zabawką. - mruknęłam cicho, próbując go podnieść. Na marne, był za ciężki.

        - Kocham Cię, Shannon. - zamarłam. Jednak szybko się otrząsnęłam, przypominając sobie obrazy z wczorajszego wieczora.

        - Pokazałeś to, kiedy pojechałeś do niej. Wiedziałeś, że płakałam, a mimo to mnie zostawiłeś. Tak nie robi ktoś, kto kocha. - westchnęłam, próbując się od niego uwolnić. On uporczywie trzymał się moich nóg. 

        Z jednej strony moje serce łamało się na ten widok, ale z drugiej, ono już było złamane, kiedy wziął numer od tamtej dziewczyny.

        - Bo nie znam tego uczucia, rozumiesz? Bałem się, to dlatego... Ja nigdy... Nigdy tego nie czułem, proszę Shann, nie zostawiaj mnie teraz. - błagał, ale... Nie potrafiłam ustąpić. W końcu z pomocą Ivy udało mi się uwolnić z jego uścisku.

        Pospiesznie pokonałam odległość do mojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Zdecydowanie musiałam stąd wyjechać. Niall za bardzo mącił w mojej głowie.

                                        ***

        Obudziłam się rano z powodu pukania, a raczej walenia w drewnianą powłokę. Przetarłam zaspane powieki, niechętnie kierując się w stronę hałasu.

        Kiedy otworzyłam do pomieszczenia wpadli moi przyjaciele, głośno śpiewając sto lat. Ivy trzymała tort. Na nim znajdowały się dwie świeczki 1 i 8. 

        - O Boziu, dziękuję Wam! - praktycznie płakałam, gdy składali mi życzenia i wręczali prezenty. 

        Tak spędziłam moje urodziny. Z przyjaciółmi. Ale nigdzie nie widziałam Niall'a. Nie wiedziałam, czy powinnam się z tego cieszyć, czy nie. Zaraz miałam się o tym przekonać, ponieważ blondyn wszedł do salonu.

        W dłoniach trzymał małe, czarne pudełeczko. Poprosił mnie na chwilę do kuchni. Przełknęłam ślinę, spoglądając na Ivy, posłała mi pocieszające spojrzenie, kiedy przekraczałam próg pomieszczenia.

        Niall odwrócił się do mnie przodem, a ja mogłam dostrzec, jak jego oczy blyszczały. Były też smutne. Worki pod nimi świadczyły o zmęczeniu po nieprzespanej nocy. Wiem to, ponieważ słyszałam jego krzyk, jednak nie mogłam się przełamać i pokierować stóp do jego pokoju.

        - Wszystkiego najlepszego, Shannon. - szepnął, podając mi prezent. Nie czekał, aż go otworzę, po prostu wyszedł.

        Westchnęłam, otwierając je. Moim oczom ukazał się wisiorek ze srebrną zaiweszką w kształcie koniczynki. W środku znajdowałam się mała, biała karteczka:

        Kiedy na nią spojrzysz, może przypomnisz sobie o mnie,

        o złamanym chłopaku, który Cię kocha.

Let It Go / n.h. ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!