Rozdział 8 *Nie rozumiem*

747 58 2

Shannon

        Zasnęłam. Kiedy obudziłam się rano, bardzo bolała mnie głowa. Zawsze tak miałam, kiedy zaraz przed snem płakałam. A wczoraj wylałam prawie całe morze łez.

        - Shannon, otwórz, proszę. - to Ivy. Westchnęłam ciężko, niechętnie podnosząc się z łóżka. Przeczesałam palcami włosy, szybko spinając je w wysokiego kucyka. Za pewne wyglądałam, jak jedno, wielkie nieszczęście.

        - Co? - mruknęłam zachrypniętym głosem, ignorując szok na twarzy dziewczyny. 

        - Zabiję go. To przez niego płaczesz, prawda? - skinęłam powoli głową, przepuszczając ją w drzwiach. Od razu zamknęłam je za nami, nie chcąc, aby ktoś mógł usłyszeć o czym rozmawiamy.

        - Nie było go na noc, prawda? 

        - Nie... Shann, powiedz mi, co się dzieje. - poprosiła łagodnie, łapiąc mnie za dłoń.

        - Um, Ivy, jutro mam urodziny i... Chciałabym wrócić do Ameryki. - dziewczyna zachłysnęła się powietrzem.

        - Ja... Rozumiem. Pomogę Ci, nie martw się. - przytuliła mnie, dodając mi tym otuchy. Przemyślałam moją decyzję i uważałam za słuszną. W Irlandii nie było dla mnie miejsca, dobrze o tym wiedziałam.

        Dziewczyna posiedziała ze mną jeszcze chwilę, w tym czasie opowiedziałam jej o wydarzeniu z poprzedniego dnia. Ivy zwyzywała go od najgorszych i obiecała mi, że nie pozwoli mu się do mnie zbliżyć. 

        Położyłam się z powrotem, kiedy wreszcie zostałam sama. Potrzebowałam tego, jak nigdy dotąd.

        W mojej głowie pojawiały się wspomnienia związane z mamą. Tak bardzo za nią tęskniłam i potrzebowałam jej wsparcia.

        - Shannon? - o nie, tylko nie on. Postanowiłam się nie odzywać, modląc się o to, aby sobie poszedł. 

        Kiedy usłyszałam zamieszanie za drzwiami, postanowiłam co nieco podsłuchać. Tak, z natury byłam bardzo ciekawska.

        Właściwie, nie musiałam podchodzić, ponieważ po chwili usłyszałam krzyk Ivy.

        - Nawet się do niej nie zbliżaj, gnojku! - warknęła, a ja usłyszałam huk. Musiała go popchnąć na ścianę.

        - Nie rozumiem! O co chodzi! Shannon otwórz te pieprzone drzwi! - zaczął walić w nie pięściami.

        Westchnęłam ciężko, zastanawiając się, co powinnam teraz zrobić. Chyba jednak zasługiwał na wyjaśnienia?

        Niechętnie otworzyłam drzwi. Gdy Niall mnie zobaczył, zrobił krok w moją stronę. Jego oczy wyglądały na zatroskane, ale to pewnie tylko pozory.

        - Jutro kończę osiemnaście lat. - zaczęłam, na co powoli skinął głową. - Wracam do Ameryki. - dokończyłam, a pięść Horan'a wylądowała na ściance tuż przy moim boku.

Let It Go / n.h. ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!