W mieście Akari był wczesny ranek. Słońce jeszcze się nie wyjrzało zza nieboskłonu. Wokół panował powszechny mrok. Simon spojrzał ulotnie w brudne okno i zrezygnowany wziął głeboki wdech. Wszedł do przedpokoju. Spojrzał ukradkiem w lustro. Na tą wychudzoną twarz, zapadnięte policzki, a także sięgające do ramion brązowe włosy, które prawie zawsze nosił spięte, bo wpadały mu na twarz. Zwrócił uwagę na błękitne oczy. Pamiętał, że w tych oczach kiedyś była radość. Teraz wyglądały żałośnie. Jakby nie należały do niego. Miał dość. Miał naprawdę dość. Zacisnął ręce w pięści.
- Pierdole to kurwa - wycedził, po czym trzasnął drzwiami.
Wyszedł na ulicę. Poczuł smród. Zapach śmierci. Wokół niego znajdowały się brudne budynki, w których wiele okien było łatanych deskami. Niektóre z nich były świadkami samej wojny. Za to chodnik, po którym szedł, miał wiele dziur. Ulic nawet nie można było nazwać ulicami, bo tak naprawdę było to głównie błoto. Zaczął być nerwowy. Korciło go, by udać się w to miejsce. Tam gdzie życie było kolorowe, ale obiecał sobie, że jego stopa już tam nie postanie. W pewnej chwili spostrzegł, że obok niego leżały zwłoki młodego chłopca. Widok ten zawsze wywoływał u niego ciarki, które pełzły w górę jego ciała. Było mu smutno. Zaczął czuć się winny. Winny temu że nie był w stanie pomóc temu dziecku. Na pewno miało marzenia. Takie które były więcej warte niż jego marzenia. A on skrycie marzył, by rzucić to wszystko, ale nie mógł, albowiem był tchórzem. Wolał żyć niczym szczur w klatce. Nie chciał się wyróżniać spośród chmary innych ludzi. Pragnął tylko wieść spokojny żywot. Kiedyś by mu to pewnie nie wystarczyło. Zapewne porzuciłby swoją pracę już podczas pierwszego dnia. Uśmiechnął się. To miasto naprawdę zmienia ludzi. Kiedyś było tu inaczej. On był tutaj inny. Usłyszał tupot wojskowych buciorów. Zwolnił kroku i zszedł z chodnika, ponieważ nie mógł po nim chodzić w ich obecności. Jego stopy zetknęły się z błotem. Spojrzał na pijanych żołnierzy Akumarskich. Ogarnęła go złość. To oni je zmienili! Przeobrazili tak, że niczego już tutaj nie poznaje. Nawet zmienili ludzi, którzy kiedyś byli pełni życia i szczęścia. Natomiast teraz żyli w wiecznym strachu i byli w stanie zrobić wszystko byleby przeżyć. Nawet wymazać swoją dumę i godność. Najgorsze jest to, że Simon nic nie był w stanie z tym zrobić, bo przecież on był taki sam jak wszyscy oni. W końcu Enjerdczycy przegrali wojnę z Akumarami, a to wygrani dyktują warunki. Spojrzał na wrota fabryki części samochodowych. Tam właśnie pracował. Nie lubił tej pracy, ale w tych czasach nie był w stanie znaleźć żadnej lepszej.
Sądził, iż praca sprawi, że zapomni o złym samopoczuciu. Zawsze tak właśnie było. Po pracy jego głowa była pusta niczym wydmuszka. Ale teraz negatywne emocje przybierały na sile. Z każdą godziną czuł się coraz gorzej. Miał wrażenie jakby spadał i nie mógł się niczego w swoim życiu chwycić. Nic nie było w nim na tyle mocne, by go utrzymać. Praca, którą wykonywał, zaczęła być aż nad wyraz monotonna i nieznośna. Ciągnęła się jak krew z nosa. Z każdą minutą był coraz bardziej rozdrażniony. Błękitnooki wpatrywał się uporczywie w zegar. Po dłuższej chwili w końcu mógł się uśmiechnąć. Skończył na dzisiaj pracę w tym pierdolniku. Teraz musi jeszcze iść do restauracji. Umył się i przebrał w fabryce. Na wychodne pokazał, co myśli na temat swojego miejsca pracy za pomocą cicho pokazanego środkowego palca.
W końcu dotarł do strefy Akumarskiej, która była ogrodzona wielkim murem. Enjerdczycy nie mieli do niej wstępu. Chyba że mieli przepustki, ale te przepustki i tak pozwalały tylko być w strefie na parę godzin. Simon wieczorami pracował w tej strefie jako kelner.
- Przepustka - powiedział szorstko żołnierz, który pilnował bram.
- Proszę bardzo - odparł pogodnie Simon, dając odpowiedni papier.
Żołnierz chwilę uporczywie przyglądał się dokumentowi, po czym wpuścił chłopaka do Akumarskiej strefy. Brunet założył na szyję czerwoną chustę, bo dyrektywy mówiły, że każdy Enjerdczyk w tej strefie ma ją nosić. Inaczej będzie rozstrzelany.
YOU ARE READING
Amor vincit omnia.
RomanceŻycie jako Enjerdzyk nie było łatwe. Było porównywalne do życia szczura. Wieczna pogoń za okruchami chleba i uciekanie śmiercią. Bowiem każdy spędzony dzień w tym kraju wiązał się ze śmiercią. Śmiercią z głodu, śmiercią z powodu choroby, śmiercią z...
