Rozdział czwarty: NIEBIESKI cz.1

214 16 0
                                    

Wracając taksówką do domu miałem w głowie tylko słowa ojca, zaprzeczającego prawdziwości zdjęcia z zielonej koperty. Stormie była zdezorientowana ale po namowach ojca przyjęła to jako zwykły kawał. Nie drążyłem tematu, szum wokół mojej osoby był mi teraz zbędny wiec poparłem ojca w jego teorii. Niestety prawda dla mnie była zupełnie inna.

***

Mijałem zatłoczone ulice Los Angeles, był chłodny wieczór, w przyciemnionej szybie samochodu migały sylwetki nieznajomych.

Jedni wyraźnie gdzieś się spieszyli, niosąc za sobą bagaż całego dnia.

Drudzy przemierzali ulice mając nadzieję na niezapomniane przygody, które nigdy ich nie spotkają.

Trzymałem w reku trzy koperty próbując porównać je ze sobą, wszystkie wykonane z grubego papieru, tak grubego jakby miał on zabezpieczyć ukryte tam słowa przed samoistnych zaczerpnięciem świeżego powietrza. Kartki z liścikami były cienkie ale to takie właśnie tną najgłębiej. Żadnych ukrytych znaków.

Nic.

- Proszę się zatrzymać! TUTAJ!- wykrzyczałem do taksówkarza rzucając mu pieniądze na przednie siedzenie. Biegłem w kierunku dwóch dziewczyn zupełnie do siebie niepodobnych, jedyne co je łączyło to gruba koperta, którą obie trzymały.

Biegłem.

-Stój!- krzyczałem w kierunku dziewczyn stojących na rogu od wejścia do Coffee Time.

Blondynka wyrwała szatynce kopertę i zaczęła uciekać bocznymi uliczkami. Starałem się przeciskać między jadącymi samochodami. Dobiegła do bramy, koło której stało kilka metalowych koszy na śmieci oraz kartonowe pudła.

-Mam Cię- powiedziałem z satysfakcją, niestety za szybko. Dziewczyna przeskoczyła przeszkodę. Próbując ją złapać za ubranie wbiłem sobie drut kolczasty w nogę co uniemożliwiło mi dalszy pościg.

-Ona żyje!- krzyczałem wściekły, pod wpływem adrenaliny zacząłem rozrzucać kosze i kartony znajdujące się koło mnie, rana w nodze krwawiła a ból pulsował w stałym rytmie nie pozwalając zapomnieć o przeżyciach z ostatnich dni.

Ktoś rozbił moje życie jak szklany wazon, a teraz każe mi po nim chodzić kalecząc moją duszę.

-Ta striptizerka jest dość szybka jak na martwą osobę- pomyślałem uśmiechając się sam do siebie.

Czasami w sytuacjach podbramkowych zachowujemy się zupełnie inaczej niż oczekuje od nas tego życie, śmiejemy się na pogrzebach, płaczemy na urodzinach a dla osób, które nas kochają jesteśmy zupełnie obojętni..

- Kim ty do cholery jesteś?-krzyczała szatynka, dobiegając do mnie

- Kim TY do cholery jesteś? W co wy wszyscy gracie?- oburzyłem się jej pytaniem

- Czekaj.. znam cię, czego chciałeś od Sweet Pie?- uspokoiła się brunetka

- Sweet Pie? Ta blondynka nazywa się Sweet Pie?- Parsknąłem jednak szybko opanowałem się chłonąc nowe informację.

- To jej ksywa, każda striptizerka ma jakąś! Czemu ją goniłeś?-brązowowłosa nie dawała za wygrana.

- Myślałem, że ta dziewczyna nie żyje! Obudziłem się kilka dni temu obok niej w vip roomie, była martwa.. i.. -wyjaśniałem nieznajomej

- Najwyraźniej jest pieprzonym Jezusem!- przerwała mi ironicznie

- Najwyraźniej- uciąłem rozmowę, próbując wstać.

- Czekaj, pomogę ci- podała mi rękę

- Chrzań się, nie potrzebuję twojej pomocy- opierając się o jeden nieprzewrócony metalowy kubeł wstałem z ziemi.

- Jak chcesz, powodzenia w szukaniu blondyny!- rzuciła na pożegnanie

- Czekaj, powiedz mi co o niej wiesz- wydusiłem łagodniej niż wcześniej

- Coś za coś, najpierw powiedz mi dlaczego jej szukasz- starała postawić na swoim

- Nic ci więcej nie powiem i tak już za dużo..-zemdlałem

***

- To jak? Umowa? -zapytała szatynka siadając przy moim łóżku szpitalnym

- Umowa- zgodziłem się na ten układ, mając nadzieje, że dziewczyna okaże się przydatna

- Ktoś to tutaj dla ciebie zostawił- powiedziała podając mi NIEBIESKĄ kopertę

- Kto? Widziałaś kogoś? A może to byłaś ty?- naskoczyłem na dziewczynę

- Uspokój się, to tylko koperta, pewnie jakiś fan ją zostawił albo ktokolwiek- zdziwiła się moją reakcją

- To nie jest tylko koperta- powiedziałem przez zaciśnięte zęby

- Straciłeś dużo krwi, odwiozę cię do domu- oznajmiła dziewczyna, rzucając mi moją skórzaną kurtkę

- Dzięki ale sam dam sobie radę.

Uprzejmość to taka niedoceniana cecha. Teoretycznie jest pozytywna ale gdy się temu przyglądasz to zabarwia się na czarno, po kropelce od szarości po czerń. Z każdym podtekstem, z każdą niewiarą w uczciwość, z każdym "ale" kropelka spada do cechy tworząc w niej szczelny kożuch wchłaniający złe emocje.

Uprzejmości się nie ceni.

W uprzejmości szuka się drugiego dna.

***

Skorzystałem. Nie miałem nic do stracenia, mogłem coś zyskać nawet jeśli ona jest częścią jakiegoś szalonego planu tego psychopaty to naprawdę piękna część. Dziewczyna ma brązowe włosy, które opływają jej ramiona spadając na piersi, brązowe oczy, pełne odwagi i ironii, przez które przebija się szary strach. Szczupłe nogi okrywają krótkie szorty a biały t-shirt opada luźno na ciało.

- Opowiedz mi dlaczego goniłeś Sweet Pie i co najważniejsze dlaczego ona przed tobą uciekała- zażądała dziewczyna siadając na kanapie naprzeciw tej na której leżałem

Zacząłem swoją historię, wszystko po kolei wylewałem na nią jak na czysty papier. Siedziała patrząc tylko na mnie a jej wzrok nie wyrażał ani zdziwienia ani zrozumienia. Nie oceniając, nie negując, nie reagując na moje słowa wyciągnęła papierosa.

- Tutaj się nie pali- powiedziałem ale najwyraźniej nie dbała o moje zasady

- Daj spokój- machnęła ręką zaciągając się dymem -A co było w tej niebieskiej?- ciągnęła wyraźnie zaciekawiona.

- Zupełnie zapomniałem.

Wyciągnąłem kopertę z zewnętrznej kieszeni kurtki, otworzyłem ją.

W tym momencie zacząłem żałować, że wdzięki dziewczyny opanowały moją zdolność trzeźwego myślenia.

Koperta była pusta, zupełnie nic w niej nie było, żadnego liściku, żadnego zdjęcia.

Nic.

- Co zrobiłaś z listem?!- krzyczałem na szatynkę

- Z jakim listem? Nie otwierałam jej!- oburzyła się

- Jaki byłem głupi, mówiąc ci to wszystko, przecież nawet nie wiem jak masz na imię!- krzyczałem już bardziej na siebie niż na nią.

-Katie, mam na imię Katie- wyszła uprzednio gasząc z wściekłością swojego papierosa na stole.

Pusta.

COLOURFUL LETTERSTempat cerita menjadi hidup. Temukan sekarang