Rozdział 12 - Po prostu milczmy

1.1K 111 14

— Co takiego się stało? — usłyszała głos Luizy, którą rankiem zastała w kuchni. Chciała od razu się wycofać, ale nie mogła tak po prostu jej unikać.

— Co dokładnie masz na myśli? — zapytała, zastanawiając się czy dziewczyna nie widziała przypadkiem jak Caleb wchodził do jej sypialni. Mimo wszystko nie wyglądało to dobrze, nawet, gdy był z nimi Jim, a sytuacja była trudna dla każdego z nich.

— Miałaś wczoraj wyjechać. Rozumiem, że nie zrobiłaś tego ze względu na chłopca, ale nie rozumiem dlaczego obiecałaś jego matce, że zostaniesz tu dłużej. Powinnaś zniknąć stąd jak najszybciej — powiedziała blondynka, z nutą pretensji w głosie, a Indi wpatrywała się w nią z niedowierzaniem. To, co słyszała, dosłownie ścięło ją z nóg.

Jeszcze wczorajszego dnia Luizie nie przeszkadzało, że zostanie tu przez miesiąc. Później całkiem spokojnie przyjęła fakt, że zostanie jeszcze jedną noc, pomimo że zdecydowała się wyjechać, co przecież było Luizie na rękę. Zachowywała się całkowicie racjonalnie. Rozumiała sytuację i wydawała się być nad wyraz tolerancyjna, ale teraz. Skąd ten atak? Może chodziło o to, że Caleb zupełnie zignorował Luizę, zabierając Indi do ogrodu? W sumie było to podłe w stosunku do niej, ale jeżeli zignorowała ten fakt poprzedniego wieczoru, to dlaczego teraz na nią napadała? Powinna od razu zareagować, albo nadal siedzieć cicho. Indigo zaklęła w myślach. To dziecko i cała sytuacja budziły coraz gwałtowniejsze emocje. Jak mogła jeszcze oceniać Luizę? Przecież to właśnie ona była stroną poszkodowaną.

— Chodzi o Jima. Nie mogłam odmówić, on jest... — Nie wiedziała co powiedzieć i jak wytłumaczyć kierujące nią pobudki.

— Nie mam pojęcia, kim dla ciebie jest i nie potrzebuję tego wiedzieć, ale to dziecko wygląda na chore i zaniedbane, więc jego matka zamiast podrzucać ci zgniłe jajko, powinna raczej pomyśleć o jakimś zakładzie dla tego biednego chłopca. Pomysł z urządzaniem mu przyjęcia w moim domu jest zdecydowanie nie na miejscu — warknęła, a Indi dosłownie zaniemówiła.

Jeżeli do tej pory była zszokowana zachowaniem blondynki, która jeszcze wczoraj była wręcz uosobieniem taktu i zrozumienia, to teraz wybuchła w niej wręcz szalona złość. Jak mogła obrażać chore dziecko, sama spodziewając się własnego? Przecież takie nieszczęście, jakim była choroba Jima, mogło dotknąć każdego, nawet ją. Przymknęła na chwilę powieki, starając się powstrzymać gwałtowny wybuch, bo przecież nie mogła zrobić tego czego chciała, a w tym momencie miała ochotę jedynie przywalić tej ślicznotce w zęby.

— Zacznijmy od ustalenia najistotniejszej rzeczy, Luizo — zaczęła, spoglądając na nią stanowczym, chłodnym wzrokiem. — W tym momencie jest to jeszcze MÓJ dom, a ty jesteś tu jedynie gościem i dobrze ci radzę, nie zapominaj o tym. A jeżeli chodzi o małego Jima, to byłoby dla ciebie naprawdę lepiej, abyś już więcej go nie obrażała, w innym przypadku po sześciu miesiącach przeprowadzimy ze sobą jeszcze jedną rozmowę, której przebieg będzie wyglądał zupełnie inaczej. Nikomu, absolutnie nikomu nie pozwolę ubliżać temu chłopcu i posunę się do rzeczy o jakiej ci się nawet nie śniło, jeżeli to dziecko poniesie z twojej strony jakąkolwiek przykrość — wypowiedziała na jednym wdechu, zaciskając dłonie w pięści i kryjąc je za plecami. — Czy zrozumiałaś to wyraźnie, czy chcesz abym wytłumaczyła dokładniej?

— Podpisany pod wpływem alkoholu papierek nie czyni cię właścicielką tego domu i żoną mojego...

— Skarbie, nie znasz mnie i życzę ci z całego serca abyś nigdy nie poznała.

Widzę też, że Caleb nie wyjaśnił ci całej sytuacji, jaka miała miejsce tamtej nocy w Vegas. Owszem, zatańczyłam dla niego w nocnym klubie. To był zakład, a musisz wiedzieć, że tańczę całkiem dobrze, co zaowocowało podpisem mego męża w wiadomym miejscu. Nie jestem jednak striptizerką i zanim doszło do ślubu spędziliśmy bardzo miłą noc, którą do pewnego momentu doskonale pamiętam. Powinnaś wiedzieć też o tym, że jest coś, w czym jestem lepsza niż w tańcu — dodała złowieszczo.

Indigo [Sex, blood & Rock'n'Roll]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!