Rozdział 13 - Królowa lewego sierpowego

1.5K 153 20


Gdy rankiem obudziła się w ramionach Caleba uśmiechnęła się czując rozpierającą ją radość, niestety, gdy wróciło wspomnienie rzeczywistości, nagle zalała ją fala dojmującego smutku. Uwolniwszy się z jego ramion weszła do domu i udała się do kuchni, w której zastała Luizę. Mina blondynki nie wróżyła nic dobrego więc odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę schodów. Usłyszawszy za sobą głos dziewczyny, zignorowała go.

— Zaraz zejdę na dół z dziećmi to porozmawiamy. Możesz pomóc mi przygotować im śniadanie — krzyknęła i pędem wbiegła na górę. Gdy po dwudziestu minutach razem z Cece i Jimem wchodziła do kuchni tak jak się spodziewała nie było w niej Luizy, która daleka była od przyrządzania śniadania dla dzieciaków. Przy kuchni zastała Caleba, który właśnie smażył naleśniki. Ujrzawszy ich, uśmiechnął się szeroko.

— Kto jest głodny? — zapytał, nie spuszczając z niej wzroku.

— Ja! — wykrzyknęły dwa dziecięce głosiki i już po chwili dzieci siedziały przy kuchennym stole i zajadały śniadanie.

— Czy mogę Jesse sylopu? — usłyszeli małą Cece. — Mama mufi, ze popsujom się żemby, ale ja tak baldzo lubie sylop — wysepleniła rozbrajająco, co sprawiło, że Indi z Calebem popatrzyli po sobie i parsknęli głośnym śmiechem. Indigo polała dziewczynce obficie naleśnika bursztynowo złotym płynem i puściła do niej oczko.

— Moja babcia mówiła mi dokładnie to samo, a jak widzisz mam zdrowe zęby. Wystarczy, że będziesz je regularnie myła i na pewno będą zdrowe, Cece — stwierdziła i poczochrała dziewczynkę po głowie. — Ale tak na wszelki wypadek nie mów mamie, że zrobiliśmy mały zamach na twoje ząbki — dodała i ujrzawszy jak Caleb zerka na nią z połażeniem posłała mu łobuzerski uśmiech.

Przez cały dzień unikała Luizy, co w sumie było dość proste, ponieważ kręcące się przy niej dzieciaki wyjątkowo drażniły blondynkę, z każdą godziną dzieci było coraz więcej, gdyż większość przybyła przed umówioną godziną. Przyjęcia miało zacząć się o siedemnastej i mniej więcej godzinę wcześniej wszystkie dzieci dotarły już na miejsce, część z rodzicami, którzy razem z Calebem zebrali się pod specjalnie na tą okoliczność wystawionymi namiotami. Byłą zaskoczona liczbą gości, ponieważ sądziła, że rodzice raczej nie będą chcieli przyjść na przyjęcie, jednak frekwencja była duża. Biegające po całym domu maluchy, których wszędzie było pełno, sprawiły, że Luiza cały dzień spędziła na piętrze, nie mogąc patrzeć na maluchy, które traktowała jak intruzów. Zeszła na dół, dopiero gdy zaczęło się przyjęcie, a do salonu wniesiono tort. Pojawiła się wystrojona w długą, elegancką kreację, która nadawałaby się raczej na jakąś galę i weszła zachowując się jakby to ona, a nie Jim, była głównym gościem. Z niezadowoleniem przyjęła fakt, że nikt z zebranych nie zwrócił na nią uwagi w taki sposób jakiego oczekiwała. Zaproszeni posłali jej pospieszne, powitalne uśmiechy i wrócili do prowadzonych dyskusji, ignorując jej przybycie.

Indi nie zarejestrowała nawet jej pojawienia się, gdyż błyszczącymi z radości oczyma wpatrywała się w uradowaną buzię chłopca, który uszczęśliwiony wpatrywał się w śpiewających "Sto lat" gości.

— A teraz pomyśl sobie życzenie — powiedziała, gdy głosy ucichły.

— Chciałbym, żebyś była moją królową. Już na zawsze. I żebyś nigdy nie odjechała — oświadczył bez chwili wahania, sprawiając, że Indigo zamarła. Czyby coś usłyszał? Może Luiza coś mu powiedziała?

Stała i wpatrywała się w chłopca oniemiała, a wszystko się w niej kłóciło. Jak ma teraz powiedzieć temu maluchowi, że już wkrótce wyjedzie i być może nie zobaczą się już nigdy.

Indigo [Sex, blood & Rock'n'Roll]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!