Rozdział 10 - Obietnica

1K 111 12

— Nie miałem pojęcia, że przyjedzie. Powinienem... — Przerwał, widząc, że zignorowawszy go, weszła do domu. Z westchnieniem ruszył za nią. Wyglądało na to, że spawy właśnie się skomplikowały. Był na siebie zły. Indigo potrzebowała ciszy i odpoczynku, a nieoczekiwana wizyta Luizy, która nie zna sytuacji, mogła wszystko zaognić.

Gdy wszedł do kuchni ujrzał rozglądająca się po pomieszczeniu Luizę i Indi wyjmująca z lodówki puszki z colą i sok pomarańczowy. Z szafki wyjęła dwie szklanki i postawiła na stole, obok napoi. Sama wyjęła dla siebie piwo i po otworzeniu, napiła się prosto z butelki.

— Okay. Więc powinniśmy chyba teraz wyjaśnić pewne rzeczy — powiedziała i usiadła na parapecie okiennym, przyglądając się Luizie.

Dziewczyna była ładna. Prawdopodobnie starsza od niej. W zbliżonym wieku do Caleba. Wysoka i szczupła, bardzo zgrabna. Jasne blond włosy związane miała w kitkę. Perfekcyjny makijaż podkreślał błękitny kolor oczu. Zaróżowiona od emocji twarz nadawała jej radosnego wyglądu. Ubrana była w elegancką, rozkloszowaną od pasa w dół sukienkę i buty na obcasach. Już na pierwszy rzut oka widać było, że jest osobą uporządkowaną i szykowną. Indi z przykrością stwierdziła, że Luiza idealnie pasuje do takiego mężczyzny jak Caleb.

— Nie sądziłam, że dom jest aż tak duży — wyszczebiotała blondynka i rozpromieniona spojrzała na mężczyznę. — Kuchnia jest fantastyczna. Już nie mogę się doczekać jak zacznę...

— Indigo, zajmę się tym. — Nie zważając na byłą partnerkę, zwrócił się do małżonki, której mina w jakiś sposób go niepokoiła. — Przepraszam, nie miałem pojęcia, że...

— Czy wszystko w porządku? — zainteresowała się nagle nowo-przybyła.

— Nie za bardzo — powiedziała Indi z westchnieniem. — Obecnie sytuacja przedstawia się tak, że miałam być żoną Caleba przez trzy miesiące i...

— Wybaczcie. Myślałam, że chodzi o dwa — bąknęła i zwróciła się do mężczyzny: — Gdybyś kontaktował się ze mną częściej, tak jak obiecałeś, to prawdopodobnie nie doszłoby do tego nieporozumienia — powiedziała z pretensją.

— Luizo, sprawy uległy zmianie i...

— Chyba nie będzie problemu, jeżeli zatrzymam się tu już teraz. W tym czasie zaczęłabym coś robić, bo widzę, że brak tu kobiecej ręki. A jeżeli obawiasz się ludzi, to mogę udawać waszą wspólną znajomą. Gdy podpiszecie dokumenty rozwodowe po prostu już tu zostanę. Przez ten czas poznam mieszkańców miasteczka i...

— Przestań mówić i posłuchaj mnie wreszcie. Wszystko się...

— Myślę, że to dobry pomysł — usłyszał Indigo i spojrzał na nią zdezorientowany. — W świetle pewnych spraw, chciałabym abyś mógł przemyśleć swe ostatnie decyzje, które podjąłeś nieco pochopnie. Wolałabym abyś miał pewność, ponieważ jak wiesz, dla mnie wszystko jest dość trudne i wątpliwe. Myślę też, że Luiza nie zasługuje na tak radykalne rozwiązanie — dodała z naciskiem, a on pomyślał, że akurat w tej drugiej kwestii miała rację. Nie byłoby w porządku potraktować w dość bezczelny sposób dziewczyny, która bądź co bądź, była tu stroną poszkodowaną.

— O czym wy w ogóle mówicie? — zapytała Luiza, spoglądając raz na Indi, raz na Caleba. — Radykalne rozwiązanie?

— Nigdy w życiu nie byłem niczego bardziej pewny, niż tego, że...

— Chyba przejadę się do miasteczka. Jim był smutny, gdy odjeżdżaliśmy, chciałabym mu zrobić niespodziankę. Myślałam o tym, co się wydarzyło w rzece i chciałabym z nim o tym porozmawiać. Trochę się o niego martwię, Caleb — szepnęła, spoglądając na męża.

Indigo [Sex, blood & Rock'n'Roll]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!