Rozdział 6 - Świat bez Indigo

1K 118 15

27 sierpień 2012

Luizjana, USA

Dwa miesiące minęły nie wiadomo kiedy. Każdego dnia zadziwiała go coraz bardziej, zaskakiwała czymś innym, z każdą chwilą dawała mu się poznać coraz bardziej. Mimowolnie, niezamierzenie, jednak była mu coraz bliższa z kolejnym mijającym dniem. Indigo ubrana w sukienkę, na spotkaniu organizowanym przez żonę pastora, gdy wciąż przekręcała i poprawiała niewygodny ciuch, a ujrzawszy go zerkającego na nią przez uchylone drzwi robiąca głupie miny i pokazująca język. Indigo w kuchni, sprawdzająca polecone jej przez Elvirę przepisy. Indigo w jego białej koszuli, podlewająca rosnące pod ogrodzeniem kwiaty. Bujająca się w hamaku z książką w ręku. Indigo plująca na odległość w towarzystwie bardzo już licznej gromady dzieciaków. Indigo demolująca podjazd i trawnik dzikimi ewolucjami na motorze. Indigo strzelająca do puszek z pistoletu, albo ze zwykłej procy. Indigo tańcząca, Indigo śmiejąca się, Indigo zamyślona, Indigo, Indigo, Indigo...

Indigo zwisająca wieczorami z huśtawki głową w dół, powracająca do swego świata wywróconego do góry nogami.

Wszędzie było jej pełno. Ożywiała każde miejsce, w którym się pojawiała, a gdy wychodziła zabierała ze sobą słońce i radość. Jaki będzie świat bez Indigo? Został już niecały miesiąc do jej odejścia. Rozwód, a potem koniec?

Wyszedł na taras wiedząc, że ją tam zastanie. Jak zawsze w tej samej pozycji.

— Mam ochotę zapalić — usłyszał i wyjął z kieszeni koszuli lizaka, którego jej podał. Zdjęła papierek i wsadziła sobie do buzi. — Będzie padało — stwierdziła, a on uśmiechnął się pod nosem.

— Nie będzie — powiedział i poczuł jak podciąga się do góry i usiadłszy normalnie, oparła głowę o jego ramię.

— Będzie — upierała się.

— Nie będzie.

— Mówię ci, że będzie padać. Zobaczysz. — Wywrócił oczyma i ciężko westchnął. Nie było sensu się z nią spierać. Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie, a ona podciągnęła nogi i sadowiąc się wygodnie, ułożyła głowę na jego piersi.

— Mamy odmienne zdanie — powiedział cicho. Jak zawsze — dodał w myślach.

— Jest problem — usłyszał i zmarszczył brwi.

— Jaki? — zapytał, zastawiając się czy wraz z ze swymi małoletnimi przyjaciółmi zdemolowała coś w domu, czy w ogrodzie. Żadnych hałasów nie słyszał. Wręcz przeciwnie, było dziś nad wyraz cicho.

— Dzwoniła moja babcia — szepnęła niewyraźnie, a on poczuł niepokój.

— Wszystko z nią w porządku?

— Tak, wszystko u niej ok. Tylko... — Westchnęła ciężko. — Tylko nie ja odebrałam telefon — powiedziała, totalnie go dezorientując.

— Kto to zrobił? — zapytał pospiesznie. W głowie miał już wiele czarnych scenariuszy. A co jeżeli Indi będzie musiała wyjechać wcześniej?

— Jim — usłyszał i poczuł złość na gówniarza. — Zanim się zorientowałam, że z nią rozmawia, minęło już trochę czasu.

— Nie każ mi się domyślać, po prostu powiedź w czym jest kłopot. I nie martw się niczym, zajmę się tym, cokolwiek to jest.

— Dzwoniła z aresztu, znaleźli u niej kilka kilogramów meta-amfetaminy i broń pochodzącą z rabunku — oświadczyła, a on zamarł. — Spokojnie, gdyby przeszukali strych znaleźliby trupa — dodała, dławiąc się śmiechem, a on sapnął ze złości.

Indigo [Sex, blood & Rock'n'Roll]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!