Rozdział 11 - NIEradosna nowina

1K 110 12

Gdy byli już na miejscu wyszła z samochodu i spojrzała w stronę domu z niechęcią. Wszędzie porozpalane były światła, a kuchenne okno było uchylone. Prawdopodobnie Luiza przygotowała kolację dla swego przyszłego męża. Indigo westchnęła. Ich wieczory były inne, ciche, spokojne, kameralne. Nie było świateł, nie było hałasu. Jedli zazwyczaj odgrzewane posiłki, a większość czasu spędzali na tarasie. Rozmawiali albo po prostu milczeli ciesząc się swą obecnością. Czasem oboje czytali w ciszy książki. To było zupełnie inne od tego, co się teraz działo.

— Przejdę się z Jimem po ogrodzie, a ty idź do Luizy i uprzedź ją o wizycie naszego małego przyjaciela. My sobie trochę pospacerujemy, a później wrócimy i zjemy wspólnie kolację. Okay? — zapytała i usłyszała głośnie westchnienie. Caleb nie był zadowolony, ale inne wyjście nie istniało. W sumie jej było to na rękę. Mieli z Jimem swój plan, który mogli zrealizować jedynie we dwójkę.

— Dobrze. Załatwię to szybko, a wy możecie iść sobie na taras, na huśtawkę. Jest już późno, zaraz zrobi się ciemno, więc lepiej nigdzie nie odchodźcie. — powiedział posępnie.

— Oczywiście — zapewniła. — Tylko pamiętaj, aby dokładnie i szczegółowo wytłumaczyć całą sytuację Luizie, lepiej żeby nie było niedomówień. Możesz też pomóc jej przy kolacji, Jim powinien zjeść ciepły posiłek — powiedziała, uśmiechając się uroczo, co wydało mu się nawet trochę dziwne. Zazwyczaj upierała się i buntowała, prawie nigdy nie była zgodna, jednak teraz wszystko wyglądało inaczej. Również jej zachowanie odbiegało od normy, czemu nie mógł się dziwić.

— Nie siedźcie tu za długo — powiedział i ujrzał jak dwie głowy zgodnie mu przytakują. Odszedł z westchnieniem w stronę domu.

Wyjaśnienie Luizie sytuacji nie było dość trudne, jednak problem stanowił fakt, że dziewczyna nie dopuszczała go do słowa, plotąc wciąż o domu, zmianach, perspektywach, o tym, co zamierza przemeblować, jak chce urządzić kuchnie, co dokupić. W którymś momencie miał ochotę wykrzyczeć jej prosto w twarz, że nic takiego się nie stanie i powstrzymywała go przed tym jedynie rozmowa z Indi i fakt, że byłaby na niego wściekła.

— Myślisz, że można byłoby wyburzyć tą ścianę? Uważam, że ta spiżarnia jest niepotrzebna, a powiększyłoby to kuchnię. Można by wtedy...

— Zamilcz wreszcie! — wykrzyknął, wpatrując się w dziewczynę z irytacją. — Mamy gościa. Musisz...

— To wspaniale. Czy to ktoś z miasteczka? Na szczęście przygotowałam na kolację...

— To Jim. — Ponownie jej przerwał.

— Ach, to ten chłopiec — stwierdziła bez zapału, który jeszcze przed chwilą pobrzmiewał w jej głosie. — On zna sytuację? Wie kim jestem? — dodała, spoglądając na niego z zainteresowaniem.

— Oczywiście, że wie kim jesteś. Naszym gościem — mruknął i ujrzał na twarzy dziewczyny grymas złości. Poczuł jak obejmuje go w pasie i przytula, na co nie wiedział jak zareagować. Nie chciał być nieuprzejmy, ale jedyne, na co miał teraz ochotę, to odepchnąć ją od siebie. Już sama jej obecność cholernie go drażniła, nie mówiąc o dotyku, który nagle wydał mu się wręcz obrzydliwy.

— Tęskniłam za tobą — usłyszał cichy szept i przymknął oczy. Indigo miała rację. Nie mógł tak po prostu zrobić Luizie przykrości wykładając karty na stół. Jednak nie mógł też pozwolić jej na dalsze złudzenia, ponieważ to mogło przynieść o wiele więcej szkód. Odsunął ją od siebie stanowczym ruchem.

— Zaraz wróci Indigo. Będzie lepiej, jak... — Właśnie. Co jak? Jak miał się zachowywać?

— Oczywiście. Rozumiem. Chłopiec nie zna sytuacji, nie mam zamiaru robić głupstw, po prostu brakowało mi ciebie przez ten czas — szepnęła, zerkając na niego zalotnie.

Indigo [Sex, blood & Rock'n'Roll]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!