Casey przez resztę nocy nie zmrużyła oka. Leżała w łóżku, wpatrując się w sufit, z głową pełną myśli. Słowa, które usłyszała poprzedniego wieczoru, powracały do niej w kółko, jak złowroga melodia. Gdy zegar wybił ósmą, uznała, że nie ma sensu dalej próbować zasnąć. Wstała, przemyła twarz zimną wodą i związała włosy w niedbały kucyk.
Pomimo wcześniejszych słów Fowlera, że ma się trzymać z daleka od Raymonda, nie potrafiła tak po prostu udawać, że nic się nie stało. Musiała z nim porozmawiać. Chciała wyjaśnień — czegokolwiek.
W ciszy zeszła po schodach i skierowała się do jego sypialni, ale drzwi były uchylone… a pokój pusty.
Zatrzymała się w progu, marszcząc brwi. Łóżko było starannie pościelone, jakby nikt w nim nie spał. Lampka nocna była zgaszona, a wszystko w pokoju wyglądało zbyt idealnie, zbyt uporządkowanie.
— Raymond? — zawołała cicho, choć wiedziała, że nie odpowie.
Przeszła przez dom, zaglądając do kuchni, łazienki, jego gabinetu. Żadnego śladu. Ani jego telefonu, ani kurtki, ani kluczy — jakby zniknął bez śladu.
Zaczęła czuć nieprzyjemny ucisk w żołądku.
Zawsze wstawał punkt siódma. Zawsze parzył sobie kawę, odkładał gazetę na blat. Zawsze zostawiał jakiś znak, że był. Tym razem – nic. Ani dźwięku, ani śladu obecności. Jakby się rozpłynął w powietrzu.
— Co do… — szepnęła pod nosem, sięgając po swój telefon.
Nie miała jego lokalizacji. Mimo wszystko spróbowała zadzwonić, ale jedyne, co usłyszała, to głuchy sygnał i automatyczna sekretarka.
Nagle w domu zrobiło się zbyt cicho. A ta cisza była ciężka, nienaturalna.
Casey zacisnęła dłoń na telefonie. Instynktownie wiedziała, że coś jest bardzo nie tak. I że jeśli Raymond faktycznie został wciągnięty w coś poważnego… właśnie teraz zaczynało się to odbijać również na niej.
-'✮´-
Zamiast siedzieć w bazie, Casey podjęła decyzję, że nie może bezczynnie czekać. W jej głowie buzowały pytania bez odpowiedzi, a niepokój narastał z każdą godziną. Coś było zdecydowanie nie tak, a zostanie w Jasper wydało się jedynym rozsądnym krokiem. Musiała działać, choćby na oślep.
Bez chwili zwłoki wybiegła z domu, zatrzaskując za sobą drzwi. Wskoczyła do Phoenixa, i odpaliła silnik, który zaryczał basowo, niemal jakby wyczuwał jej nastrój. Ruszyła gwałtownie spod podjazdu i wjechała na główną ulicę, mrużąc oczy przed ostrym porannym światłem.
Przez kilka godzin krążyła po mieście, odwiedzając wszystkie miejsca, które mogły mieć jakiekolwiek znaczenie dla Raymonda. Najpierw pojechała do jego ulubionej kawiarni na rogu, gdzie barista pokręcił głową, twierdząc, że nie widział go od kilku dni. Potem skierowała się do starego warsztatu, w którym niegdyś pracował – drzwi były zamknięte na głucho, a wnętrze wyglądało, jakby od dawna nikt tam nie zaglądał. Zajrzała też do parku, gdzie zwykle chodził na poranne spacery. I znów – nic.
Z każdym kolejnym miejscem, które odhaczała na liście, zniecierpliwienie rosło, zamieniając się w panikę. Raymond nie był typem, który znikał bez słowa. Nigdy.
Zatrzymała się na parkingu przy stacji benzynowej, zgasiła silnik i przez chwilę siedziała w milczeniu, zaciskając palce na kierownicy. W końcu wyciągnęła telefon i zaczęła dzwonić – do jego znajomych, do rodziny, do ludzi, których numery miała zapisane od dawna, ale nigdy nie sądziła, że będzie musiała ich użyć w takim celu. Większość była tak samo zaskoczona jak ona. Kilkoro z nich przyznało, że Raymond wydawał się ostatnio spięty, ale nikt nie wiedział dlaczego. Nie podzielił się z nikim swoimi zmartwieniami.
YOU ARE READING
𝐉𝐀𝐙𝐃𝐀 𝐁𝐄𝐙 𝐓𝐑𝐙𝐘𝐌𝐀𝐍𝐊𝐈 | 𝐓𝐅𝐏
FanfictionCassandra Carter, znana bardziej jako Casey - ma 16 lat i żyje na pełnym gazie. Grafitti to dla niej sposób na wyrażenie siebie, a nielegalne wyścigi - jedyna droga do poczucia prawdziwej wolności. Buntowniczka z natury, zawsze gotowa złamać zasady...
