°°16°°

828 74 3

Biegłem dalej przed siebie pomimo nasilającego się bólu

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

Biegłem dalej przed siebie pomimo nasilającego się bólu. Wiedziałem, że mam lekką przewagę, bo raczej nie pobiegł za mną w samych bokserkach. A to zawsze kilka minut dla mnie.

Nie wierzę, że zaufałem mu tak szybko i nie zauważyłem wcześniej jego zamiarów wobec mnie. Głupi, głupi, głupi! Kiedy ty się w końcu nauczysz, żeby nie lecieć na miłe słówka?! Uh...chciałbym już stąd zniknąć.

Po kilkunastu kolejnych minutach ucieczki zauważyłem opuszczony budynek, który już wcześniej był dla mnie schronieniem. Jakaś stara fabryka, w której można było spotkać większość bezdomnych zwierząt z tego miasta. Pomimo różnych gatunków, nie często były tu "bójki".

Wszystko zależało też od tego, jakie osobniki akurat tu przesiadywały. Ostatnio chyba nie było źle. Wszedłem do głównego pomieszczenia, gdzie od razu dopadły mnie inne zwierzęta, które zaczęły mnie obwąchiwać. Może nie było to komfortowe, ale jak trzeba, to nic na to nie poradzę.

Przeszedłem do dalszego pomieszczenia i po prostu upadłem na ziemię, z wyczerpania. Rana krwawiła obficie i niestety bez przerwy. Powoli znów traciłem, niedawno odzyskane, siły.

Zaraz obok mnie zleciała się chmara psów i patrzyły aż skonam. Życie ulicznych zwierząt jest przykre, bo jestem przekonany, że z moich zwłok zostałyby tylko większe kości.

Zacząłem mieć mroczki przed oczami, ale nie chciałem zasypiać. To znaczyłoby koniec, a pomimo wcześniejszych słów, nie chcę jeszcze stąd odchodzić.

Usłyszałem trzask i zbliżające się kroki, ale przecież żaden człowiek nigdy tu nie przychodził ze strachu przed dzikimi psami i kotami. Niemożliwe, żeby ktoś chciał tu przyjść oprócz grupy naprutych nastolatków.

Było mi już coraz ciężej złapać oddech i jakkolwiek się poruszyć, a powieki same opadały na oczy i z większym trudem znów się z nich podnosiły.

Słyszałem szczekanie i syczenie, ale jakby stłumione, tłum który nade mną stał się rozbiegł, a ja nawet nie miałem siły obrocić głowy. To chyba naprawdę koniec.

- Jimin?! - nade mną pochyliła się jakaś postać, zakapturzona i z maseczką, jednak znała moje imię.

Nieważne, kto to. Dłużej nie zniosę tego bólu. Zmieniłem postać na ludzką i wyczerpany opadłem w czyjeś ramiona. Oby tylko nie chciał mi nic zrobić, proszę.

- Jiminnie pabo, przepraszam cię tak bardzo!

Łzy miętowowłosego moczyły blond czuprynę, a z bladych ust wydobywały się nieustające przeprosiny, dopóki nie zauważył stanu hybrydy.

Telefon. Alarm. Szpital.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trzymajcie się cieplutko✨🐝

Excellent lovers//yoonminWhere stories live. Discover now