CHEN
Wiedziałem, że spóźnię się na te pieprzone zajęcia. Nigdy nic nie idzie po mojej myśli. Jestem skończonym debilem. Naprawdę nie wiem, jakim cudem jestem na drugim roku studiów.
Biegłem jak opętany po korytarzu pełnym znużonych życiem studentów. Byłem pewien, że po przekroczeniu progu sali ta kobieta powiesi mnie za moje cenne jądra na pierwszej suchej gałęzi. Zostałem w jej myślach już przynajmniej szesnaście razy wykastrowany. Gdybym miał jeszcze 47 sekund moje wykroczenie nie byłoby takie wielkie, ale... JA NAPRAWDĘ NIE WIEM W JAKI SPOSÓB TEN CHOLERNY DRYBLAS ZMATERIALIZOWAŁ SIĘ PRZEDE MNĄ. W ciągu paru chwil cały korytarz został zasypany przerażającą ilością kartek. Na szczęście wszyscy się już rozbiegli na wykłady. Stanąłem jak wyryty. Nie wiedziałem, czy olać sprawę czy przeprosić i pomóc temu biednemu imbecylowi. A może karma kiedyś do mnie wróci?
- Matko przenajświętsza, bardzo cię przepraszam. Kompletnie cię nie zauważyłem - powiedziałem, schylając się po rozrzucony papier. Chyba muszę iść do okulisty - żeby nie zobaczyć kogoś o wzroście bliskim 190 cm?
- Eeee... nic się nie stało. Nie musisz mi pomagać w zbieraniu tego obrazu matematycznej nędzy i rozpaczy. - Jego wielkie uszy przybrały kolor dojrzałych malin (edit: fenoloftaleiny w roztworze zasadowym).
- Nie no co ty, oczywiście, że ci pomogę. Gdyby nie ja, ty mógłbyś dalej w spokoju wesoło przemierzać świat ze swoimi kartkami... - schyliłem się po pokreślony nauczycielskim czerwonym (edit: tak to jest kolor! xd) długopisem arkusz - z ćwiczeniami z analizy. Cholernie się zdziwiłem - przecież to jest takie proste. Nie wiem dlaczego ten chłopak popełnił tyle błędów.
- Nawet nie wypowiadaj tej nazwy. To jest pomiot szatana. Nikt nie potrafi mi tego porządnie wytłumaczyć. Komu to potrzebne? - wyrzucał z siebie słowa sfrustrowany.
- Potrzebne to może nie jest, ale trudne też nie - rzuciłem mimochodem, podając mu stosik kartek.
- Skąd ty się urywałeś, że rozumiesz o co w tym chodzi?
- Z drugiego roku. - odpowiedziałem, a oczy chłopaka zaświeciły się na te słowa.
- A miałbyś może ochotę dać korki pewnemu nieogarniętemu pierwszakowi?
- Tak, ale pod warunkiem, że postawi mi Vendi Spiced Pumpkin Latte wzmocnione i na mleku sojowy w Starbucksie. - Nie muszę już mówić nawet mojego imienia w moim ulubionym Starbuniu, bo i tak każdy barista zna je na pamięć.
Chłopak ze szczęścia uklęknął na kolana i jednocześnie wypuścił z rąk wszystkie zebrane przez nas wcześniej kartki. Chyba zaprzyjaźnię się z nim. W końcu czasem miło jest spędzać czas z kimś, kto jest większym nieogarem od ciebie.*
- Nawet nie wiesz, jak bardzo będę ci wdzięczny. Kiedy masz czas? - Zgiął się w pół i zaczął ponownie zbierać arkusze w stosik.
- Tak na serio to prawie zawsze po zajęciach. Oprócz wtorków i czwartków - wtedy mam wieczorki poetyckie w kafejce przy Yeonsero (edit: Graża znalazła kawiarnię Cafe Poem, to nie żaden żart! Robią tam domową watę cukrową <3). - Przykucnąłem przy nim.
- Świetnie to możemy spotkać się w piątek?
- Jasne, ale zdajesz sobie sprawę, że dzisiaj jest piątek?
- Och - spojrzał na telefon - rzeczywiście. Nie planuję nic na dzisiejszy wieczór. O której kończysz?
- O 15:50. Możemy spotkać się o 16:30 w Starbucksie przy stacji metra Banpo, co o tym sądzisz?
- Super, bardzo mi to odpowiada. Już nie mogę się doczekać. - Wielkolud uśmiechnął się od ucha do ucha.
- No to jesteśmy umówieni. - Posłałem mu szelmowski uśmiech i zacząłem się oddalać.
- Hyung, poczekaj nawet nie wiem jak masz na imię!
- Kim Jongdae. Do zobaczenia, Park Chanyeol! - Ciężko było nie zauważyć jego imienia zapisanego na każdej z kartek, które wcześniej spektakularnie wylądowały na podłodze. Zostawiłem go kompletnie skołowanego na środku korytarza.
Myśląc o konsekwencjach nagłego wtargnięcia na lekcję pani Oh, postanowiłem skierować się do biblioteki. Wiedziałem, że właśnie tam mogę dokończyć czytać I tom Anny Kareniny. Byłem naprawdę ciekaw jak potoczą się jej dalsze losy. Takim jestem hipsterem. Rosyjska literatura XIX wieku.
* I właśnie dlatego Grażyna biasuje Krisa - Klub Wielkiego Nieogarnięcia. W sumie to Matyś też jest nieogarnięta. Obie jesteśmy nieogarnięte aż do szpiku kości xd
YOU ARE READING
Edit:
FanfictionChen - uczeń drugiego roku studiów, hipster, uzależniony od kawy oraz papierosów (które sam skręca), spotyka na korytarzu Chanyeola - wyrośniętego pierwszaka, pozbawionego wszelakich zdolności matematycznych. Los chciał, żeby na siebie wpadli... Głó...
