Nareszcie przyszedł czas powrotu do domu. Rodzice wydawali się czymś zmartwieni. Niewiele pamiętałam, a szczerze powiedziawszy to nic nie pamiętałam sprzed wypadku. Rodzicielka powiedziała, że porządnie uderzyłam się w głowę i dlatego wylądowałam w szpitalu, stąd też ta amnezja. Czułam jakbym zaczęła nowe życie.
— Gotowa? - zapytał tato. Patrzył na mnie z widoczną troską w oczach.
— Tak - rozejrzałam się po sali, w której spędziłam parę dni na obserwacji. Cieszyłam się, że w końcu wychodzę. Zaczynałam się nudzić leżąc sama w pokoju. — A gdzie jest mama? - zapytałam ojca.
— Poszła załatwić formalności - powiedział i przepuścił mnie w drzwiach.
Matt
Wszedłem do budynku i rozejrzałem się za Beth. Gdy ją dostrzegłem ruszyłem w jej kierunku.
— Witaj, Matt - przytuliła mnie ciepło. — Jak się czujesz? - zapytała.
— Bywało lepiej, dziękuję - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. — Alison wraca dziś do domu? - zapytałem patrząc w oczy zmartwionej kobiecie.
— Tak. Chcesz się z nią zobaczyć? - zapytała. Spuściłem wzrok, aby kobieta nie odkryła, że kłamałem.
— Nie. Lepiej będzie, jak zostanie tak jak jest, a przynajmniej na ten czas - nie potrafiłem znieść rozłąki z Alison, jednak uznałem, że na jakiś czas powinienem się usunąć. Mącenie jej w głowie nie było dobrym pomysłem. Powinienem cierpliwie zaczekać, aż wszystko sobie przypomni i do mnie wróci.
— Matt... - Beth położyła dłoń na moim przedramieniu i spojrzała na mnie zatroskana. — Nie możesz jej tego zrobić. Lekarz powiedział, że pamięć po jakimś czasie jej wróci. Nam też jest ciężko, gdy zachowuje wobec nas taką ostrożność. Nie jest pewna, ale to minie i wszystko sobie przypomni nim się obejrzymy. Będzie jak dawniej - powiedziała spokojnie ze łzami napierającymi na powieki, które otarła przy linii wodnej oka.
— Wiem... Alison to silna dziewczyna - podniosłem wzrok na twarz Beth. Przed oczami pojawiła mi się Alison. Uśmiechnąłem się delikatnie. Dziewczyna była twardsza, niż nam się wydawało. Potrafiła wiele znieść.
Zobaczyłem na końcu białego korytarza sylwetkę Alison, a obok niej Williama, którzy zmierzali w naszym kierunku.
— Pójdę już, lepiej żeby mnie nie widziała - pożegnałem się z Beth i ruszyłem ku wyjściu. Spojrzałem się za siebie i natknąłem się na badawcze spojrzenie dziewczyny. Uśmiechnąłem się do siebie, kiedy otaksowała mnie wzrokiem, jak robiła to dawniej.
Parę dni przesiedziała w domu. Nie wychodziła, nawet nie wyglądała przez okno, przez które uwielbiała patrzeć w głąb lasu. Z każdym dniem rozbudzała we mnie tęsknotę na nowo. Pragnienie ujrzenia jej było coraz silniejsze. Każdego dnia stałem pod drzewem i wpatrywałem się w jej okno. Światła zapalały się i gasiły każdego wieczoru, kiedy kładła się spać. Tak bardzo chciałem wtedy przy niej być, widzieć jak zasypia.
Pewnego dnia w końcu pokazała się światu. Spleciony warkocz spływał na zwiewną, delikatnie różową koszulę. Szczupłe nogi były okryte jeansowymi szortami. Wyglądała inaczej. Inaczej też pachniała. Nie znałem wcześniej tego zapachu. Był nieco ostrzejszy, mniej słodki, ale jednocześnie bardziej kuszący.
Spojrzała na zegarek i ruszyła pewnie przed siebie. Nie wiedziałem dokąd zmierza. Postanowiłem nacieszyć oko jej osobą idąc za nią w bezpiecznej odległości. Dzięki tabletką Philipa, nie przeszkadzał mi zapach jej krwi.
Dziewczyna stanęła pod jakąś kawiarenką i najwyraźniej na kogoś czekała. Wpatrywałem się, jak delikatnie kołysała się w rytm letniego wiatru, który porywał kosmki jej włosów. Jedyny który mógł bezkarnie jej dotykać. Chciałem przypadkowo na nią wpaść i zacząć rozmowę, że się dobrze znamy. Moje myśli szybko ucichły, gdy ujrzałem krwiopijcę idącego w jej kierunku. Zamarłem na chwilę. Wyczuł moją obecność, posłał mi spojrzenie mówiące: "Teraz moja kolej, ty już swoją wykorzystałeś". Przekręciłem kark pozwalając kościom trzasnąć i powróciłem wzrokiem do "pary". Zacisnąłem z nerwów szczękę. Nie mogłem tak po prostu im się przyglądać, to było ponad moje siły.
— Miałam nadzieję, że ostatni wybrany numer w telefonie pomoże mi coś sobie przypomnieć. Nie wiem kim dla mnie jesteś, ale po SMS'ach stwierdziłam, że byliśmy ze sobą b-blisko? - Alison spojrzała niepewnie na pijawkę. Jakie do diaska SMS'y? Głupi uśmiech na bladej twarzy tego szczyla, wyjaśniał wszystko. Tylko jak się dowiedział o całym zajściu?
— Nawet nie wiesz jak - powiedział pewny siebie i delikatnie przytulił Alison, a przynajmniej spróbował, bo dziewczyna zrobiła pewny krok w tył. Kupa próchna myślała, że rzuciłaby mu się w ramiona?
— Mam nadzieję, że między nami nic się nie zmieniło - dopowiedział po chwili.
— Wiesz, ja niewiele pamiętam. Im bardziej chcę sobie przypomnieć, tym jest gorzej - spuściła wzrok na swoje buty.
— Nic nie szkodzi. Masz ochotę na spacer? - zapytał wielki romantyk. Alison delikatnie się uśmiechnęła. Usunąłem się. Nie chciałem dać ponieść się nerwom. A przynajmniej nie przy niej. Nie mogłem zrobić z siebie awanturnika.
Alison
Dziwne ciarki przeszły po moich plecach. Nie wiedziałam czemu, ale kiedy Max dotykał mojej skóry miałam nieprzyjemne dreszcze.
— A więc, jak się... - nie zdążyłam dokończyć zdania, gdyż chłopak mnie uprzedził.
— Poznaliśmy? - uśmiechnął się. — Chodzimy razem do szkoły
— A czyli jesteśmy szkolną parą
Długo spacerowaliśmy w milczeniu. Zastanawiałam się, czy moje odczucia były takie same przed wypadkiem. Bo zupełnie nic do niego nie czułam. Nie wiedziałam, czy powinnam mu o tym mówić. Może byliśmy do siebie po prostu przyzwyczajeni. Chłopak był przystojny, ale wątpiłam, abym była z nim jedynie ze względu na wygląd. To do mnie nie pasowało.
— Rozbolała mnie głowa - wyznałam prawdę. Chłopak spojrzał na mnie troskliwie.
— Odprowadzę cię do domu - zaproponował.
Miasta też nie poznawałam. Dlaczego uciekło mi tak wiele wspomnień? Chciałam sobie przypomnieć Max'a, rodziców, miejsca, w których przebywałam. Ale kiedy próbowałam się skupić, przywołać jakoś zapomniane, w mojej głowie pojawiała się blokada i czułam ból.
Stanęłam przed budynkiem i pożegnałam się z Max'em. Kiedy chłopak zniknął, stałam tak jeszcze w bezruchu patrząc w dal lasu. Po krótkiej chwili usłyszałam hałas. Ruszyłam w stronę źródła krzyków.
Matt
Złapałem chłopaka za ramię i pociągnąłem tak, aż na chwilę stracił równowagę.
— Myślisz, że ujdzie ci to na sucho? Alison nigdy nie będzie twoja, pijawko! - wykrzyczałem mu w twarz.
— Założymy się? Góra dwa, trzy dni i dziewczyna będzie jadła mi z ręki - powiedział pewny siebie.
— Ty nędzna szumowino! - rzuciłem się na pijawkę.
— Boisz się, prawda? Boisz się, że sobie ciebie nie przypomni, ale jednocześnie chcesz tego. Bo dalej obawiasz się, że coś jej zrobisz. Jesteś nikim! - chłopak zlizał strużkę krwi spływającej z ust. Walnąłem drania prawym sierpowym w tą obrzydliwą mordę.
— Gęba ci się nie zamyka, chętnie ci pomogę! - chwyciłem go za szmaty i już miałem wymierzyć kolejny cios, kiedy krzyknęła:
— Zostaw go! - dziewczyna podbiegła do chłopaka. Wypuściłem pijawkę i patrzyłem jak Alison pomagała mu się pozbierać, i jak żywnie, ta kupa bezużytecznego mięsa, śmiała mi się w twarz. Tym razem mu się udało.
— Kim ty jesteś?! - zapytała patrząc wprost w moje oczy. Był w nich widoczny ślad bólu. Popatrzałem na nią spod łba i odszedłem.
Alison
— Kto to był? - zapytałam chłopaka.
— Nie wiem, zaatakował mnie tak po prostu. W tej okolicy pełno czai się takich skorych do bicia - powiedział.
— Trzeba to opatrzyć - obejrzałam ranę na wardze chłopaka, z której sączyła się krew.
— Nie trzeba, jutro nie będzie śladu
— Nie marudź, chodź - pociągnęłam go za rękę i wprowadziłam do mieszkania. Wyciągnęłam z szafki apteczkę i wyszukałam potrzebnych do dezynfekcji środków. Otarłam wacikiem krew z ust i z czoła. Kiedy miałam założyć chłopakowi opatrunek na czoło, rany już nie było. Zdziwiłam się i cofnęłam szybko rękę z przygotowanym plastrem.
— Mówiłem, że nie trzeba. Od dziecka rany szybko mi się goją - powiedział i wstał z miejsca. — Pójdę już - ominął mnie i wyszedł. Stałam tak jeszcze chwilę w osłupieniu.
Matt
— Długo zamierzasz tak się katować? - zapytał Joseph wchodząc do salonu.
— O co ci chodzi? - wstałem i popatrzyłem wrogo na brata.
— O to, że oddalasz się od niej myśląc, że to jedyne wyjście. Nie słuchasz tego, co mówi ci serce... Nie stłumisz bólu uciekając od niej - brat posłał mi troskliwe spojrzenie.
— Co ty możesz o tym wiedzieć?! Kochałeś dłużej niż przez jedną noc? - wyrzuciłem z siebie zbyt szybko. Spojrzałem w niewzruszone oczy brata i wyszedłem na zewnątrz. Krzywdziłem wszystkich wokoło. Krzywdziłem sam siebie. Wyciągnąłem papierosa i zapaliłem trzymając w ustach. Zaciągnąłem się mocno i przymknąłem oczy, aby oddać się chwili.
— To już ostatni - powiedziałem patrząc na pustą paczkę.
— Nałóg? Serio, brachu? Nie za stary jesteś? - zażartował podchodząc do mnie. Spojrzałem obojętnie na Isaaca nic nie odpowiadając na zaczepkę. Próbowałem cieszyć się ostatnim papierosem w milczeniu.
— Pamiętasz bójkę, w którą się wplątałem z chłopakami z ostatniej klasy? - zapytał patrząc w dal lasu. Oparty o belkę budynku wsłuchiwałem się w jego słowa, a przed oczami miałem tamten dzień. — Chodziło o Terry z siódmej klasy - dodał spokojnie. Na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu, kiedy przypomniałem sobie dziewczynę, o którą tak zawzięcie walczył, aż wywalczył. — Pomogłeś mi. Sprali mnie na kwaśne jabłko
— Też byś to zrobił na moim miejscu - powiedziałem rzucając wypalonego papierosa na ziemię i wgniatając go w ziemię. Spojrzałem badawczym wzrokiem na brata, który był zapatrzony w las.
— Właśnie - powiedział i w końcu zwrócił głowę w moją stronę. Chłopak podszedł i poklepał mnie po ramieniu. — Nie myśl sobie, że zostawię cię z tym wszystkim samego - patrzałem mu w oczy. — Zawsze mi powtarzałeś, żebym się nie poddawał. A ty co robisz? - odwróciłem od niego wzrok.
— To co innego - cicho powiedziałem.
— Nie Matt... Walcz o to, na czym ci zależy! - ponownie spojrzałem na Isaaca. — Bo kiedy się obudzisz, ona już nie będzie twoja i będziesz tej decyzji żałował do końca życia - długo patrzałem w głąb oczu brata. Isaac w końcu wszedł do środka, a ja jeszcze chwilę stałem analizując słowa brata. Miał rację.
Zaczęło padać. Krople deszczu uderzały o ziemię rozpadając się na mniejsze cząstki. Umierały. Powstawały tylko po to, by zginąć.
Ruszyłem w stronę domu Alison. Kiedy dotarłem na miejsce wskoczyłem bez problemu na balkon i otworzyłem go, po czym wszedłem do środka. Dziewczyna akurat weszła do pokoju. Kiedy mnie zobaczyła zaczęła krzyczeć. Szybko podbiegłem, objąłem jedną ręką w pasie, a drugą zatkałem jej usta. Oparłem ciało dziewczyny o swoje. Do moich nozdrzy dotarł zapach jej krwi. Poiłem się nim.
— Nie krzycz - powiedziałem zbliżając swoją głowę do jej karku. — Brakowało mi cię - szepnąłem.
— Alison wszystko w porządku? - zawołała Beth z dołu.
— A teraz odpowiedz matce, że wszystko gra. A opowiem ci kim jestem - dziewczyna posłusznie pokiwała głową. Delikatnie zsunąłem dłoń z jej ust.
— W porządku, mamo! - odkrzyknęła. Alison szybko odsunęła się ode mnie na bezpieczną odległość. — A teraz gadaj kim jesteś - zażądała.
— Nic sobie nie przypominasz? Tyle dni wspólnie spędzonych...
— Co? - zaskoczona zmarszczyła brwi. Nie byłem zadowolony z próbowania na siłę wpisywać w jej pamięć utracone wspomnienia. Jednak nie zrobiłbym tego, gdyby nie pijawka, która koło niej krążyła. Chciał wykorzystać szansę, ale ze mną mu się to zdecydowanie nie mogło udać. Nie zamierzałem do tego dopuścić.
— Nawet nie wiesz jak mi cię brakuje. Nie potrafię bez ciebie normalnie funkcjonować - przysunąłem się w celu przytulenia dziewczyny. Ta jednak zwiększyła odległość między nami. — Rozumiem, nie pamiętasz mnie. Nie wiesz kim jestem... - spuściłem wzrok. — Poczekam. Dam ci tyle czasu, ile będziesz potrzebować
— Chwila. Kim ty do diabła jesteś?! - zapytała wrogo do mnie nastawiona. — Zaraz, zaraz... To ciebie widziałam przy łóżku w szpitalu i to ty napadłeś na Maxa - analizowała ze zmrużonymi oczami.
Gdyby spojrzeniem można było zbić, podejrzewam, że już dawno leżałbym u jej stóp.