Lubiła obserwować ludzi. Ich różnorodne zachowania były fascynujące. Nie musiała się również obawiać, że zostanie zauważona, dzięki czemu pozwalała sobie na dłuższą kontemplację.
W jej otoczeniu była osoba, w jakiś sposób dla niej wyjątkowa, której śledzenie zdawało się dawać największą przyjemność. Prowadząc lekcje, potrafił być cichy i opanowany, czasem jednak ta maska spokoju opadała, zastąpiona wściekłym grymasem. Mimo to podziwiała jego cierpliwość do tych bezmózgich istot, które musiał uczyć bez większego skutku. Ją mijał z obojętnością, kiwając krótko głową. Wiedziała, że to znak, iż robi doskonałe eliksiry. To było dla niej największym komplementem.
Gdy zajmował swoje miejsce za biurkiem, łącząc dłonie jedynie opuszkami palców, wyglądał najbardziej tajemniczo i mrocznie. Ta część klasy była najmocniej zacieniona. Jego twarz niemal ginęła w półmroku. Widziała jedynie zarys szczęki i błyszczące oczy. W takich momentach bała się na niego patrzeć. Nie dlatego, że wzbudzał w niej strach. Powodem było przerażenie tym, że zostanie zdemaskowana. Mogła jedynie domyślać się reakcji, ale była przekonana, iż nie uszłoby jej to na sucho. Choć wizja szlabanu z nim była kusząca, nie powinna pozwolić na taką zagrywkę. W końcu miała pozostać w ukryciu. Nie chciała stracić możliwości obserwowania go zarówno za dnia, jak i w nocy.
Uwielbiała razem z nim przemierzać korytarze, odkrywać tajemnice Hogwartu, kryjówki, gdzie znajdował uczniów na nocnych schadzkach. I nigdy nie zwrócił uwagi na małego, cichego obserwatora, który był tuż obok. Obchód zwieńczał Wieżą Astronomiczną. Stawał przy oknie, zakładając ręce na piersi i patrzył w dal, oddychając spokojnie. Po pół godziny odwracał się i zmierzał w stronę lochów. Podążała za nim każdej nocy, odprowadzając go pod same drzwi jego komnat. A gdy zamykał je cicho, oddalała się, by wrócić do swojej sypialni. Ten rytuał powtarzał się codziennie. Zdawać by się mogło, że mroczny Severus Snape stał się jej obsesją. Nie dopuszczała tej myśli, uparcie powtarzając jak mantrę, że to tylko troska.
Rok szkolny dobiegł końca, a ona była zrozpaczona. Musiała odejść, po tym całym wspaniałym roku, wszystko się kończyło. Nie mogła już go obserwować i skrycie podziwiać, powinna wrócić do domu, pójść na studia i zacząć żyć własnym życiem, zapominając o mężczyźnie, który zajął specjalne miejsce w jej sercu.
Obiecała sobie, że ostatnia noc będzie niemym pożegnaniem. Ostatni raz zmieniła się w swoją postać animagiczną i wzbiła się w powietrze. Mały, biały kruk wyleciał przez uchylone okno, kierując się w stronę Wieży Astronomicznej, gdzie miała nadzieję zastać profesora Snape'a. Nie myliła się. Dla odmiany siedział na stopniach. Wyglądał tak... ludzko. Był zamyślony i nawet nie zauważył jej, kiedy prześlizgnęła się do środka. Zapatrzona w niego, nie zauważyła ściany, w którą uderzyła z impetem. Zakrakała niekontrolowanie i spadła na kamienną podłogę. Severus poderwał się gwałtownie, mierząc w nią różdżką. Podszedł bliżej i przyklęknął, szepcząc ciche Lumos.
Czuła promieniujący ból w lewym skrzydle. Było złamane. Miała ochotę zapłakać gorzko, bo była uwięziona i nie mogła odlecieć. Mężczyzna podniósł ją delikatnie, uważając na skrzydełko. Zakrakała boleśnie, próbując się wyrwać. Jeśli ją zdemaskuje, to koniec.
— Spokojnie, mały — wymruczał, głaszcząc uspokajająco białe pióra. — Nie zrobię ci krzywdy. Muszę ci tylko uleczyć skrzydło. Jesteś pięknym ptakiem i... niespotykanym. Skąd się tutaj wziął biały kruk?
Jego głos był tak łagodny i delikatny, że na moment przestała się ruszać całkowicie. Zapomniała nawet o oddychaniu. Czekała na jego ruch. Pod nosem mamrotał zaklęcia lecznicze.
YOU ARE READING
War of Heart || Sevmione
FanfictionJak przezwyciężyć wszelkie uprzedzenia? Jak pogodzić się ze stratą? Jak kochać i być kochanym? Przedstawiam serię miniaturek o tematyce Sevmione. Każda z nich, choć opowie o jednej miłości, będzie inna. Zapraszam do czytania. Kopiowanie, przetwarza...
