Prolog

774 20 14

Obudziło mnie potrząśnięcie. Przetarłam oczy i spojrzałam na kobietę w białym kitlu.

-Panno Haruno, pacjenci czekają. – Uśmiechnęła się lekko. Potrząsnęłam głową na znak, że zrozumiałam. Kobieta wyszła z pokoju. Spojrzałam na biurko, które było wypełnione papierami. Sama byłam ubrana w kitel, a włosy miałam związane w kitkę. Ostatnio życie każdego w wiosce jest nad wyraz szybkie i męczące. Każdy pomaga, jak tylko może w odbudowaniu wioski po czwartej wojnie shinobi. Ja oczywiście pomagam przy chorych. Kakashi spędza ostatnie dni w sowim gabinecie Hokage. Ostanie, ponieważ gdy tylko Naruto poczuje się lepiej dostanie tą posadę. Ino pomaga jako pielęgniarka przy najdrobniejszych pracach. Shikamaru to głowa ludzi od odbudowy. Neji pomaga przy Hokage. Hinata co jakiś czas także przychodzi pomóc w szpitalu, ale zazwyczaj wtedy przesiaduje u Naruto i... No właśnie... Sasuke. Wrócił i zostanie. Obiecał to, gdy przywoziliśmy ich do szpitala. Powiedział, że nigdzie nie ucieknie, że nie potrzeba mu straży, nie musimy na niego uważać. Hokage jednak nie może tego tak zostawić. Postawił jednego shinobi przy sali Naruto i Sasuke. Wszyscy w jakiś sposób pomagają przy odbudowie, jak tylko mogą. Ale nie wiem jak to się dalej potoczy. Wyciągnęłam się i zabrałam spis moich pacjentów i poszłam na obchód. Zapukałam do pierwszego pokoju, w którym leżało dwóch shinobich. Mieli głębokie rany na ciele, ale powoli już wszystko się goiło.

-Witam. – uśmiechnęłam się, a oni to odwzajemnili. Podeszłam do jednego i sprawdziłam jego stan. – W najbliższych dniach będzie pan już mógł wyjść. – Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze bardziej.

-Nareszcie! Myślałem, że całą odbudowę przesiedzę tutaj. Muszę przecież pomagać, od tego są shinobi.

-Oczywiście. – podeszłam do drugiego. – A pana przetrzymamy jeszcze do jutra. Tak na wszelki wypadek.

-Wyjdę szybciej! – wrzasnął do kompana.

-A przestań! I tak więcej pomogę. – Mężczyzna odwrócił głowę w drugą stronę.

-Zostawiam was samych. Przyjdę jeszcze wieczorem. – Uśmiechnęłam się i wyszłam.

Przeszłam już chyba z dwadzieścia pokoi został mi tylko jeden. Z Naruto i Sasuke. Naruto stwierdził, że nie da się nikomu dotknąć tylko mnie. Byłam już przy sali, ale jak zawsze nie potrafiłam do niej wejść. Nie ze względu na Naruto, tylko Sasuke. Nadal był obojętny w stosunku do mnie. Nie wiedziałam, jak do niego dotrzeć. Nie zwracał na mnie uwagi, a ja tak bardzo jej chciałam. Oczywiście mu tego nie pokazywałam, ale bardzo chciałam by choć jedno słowo do mnie powiedział, które nie było potrzebne do konsultacji lekarskiej. Jedno jedyne słowo. Chociażby „dziękuję za pomoc". W końcu się odwżyłam i nacisnęłam klamkę.

-Sakurcia! – zawołał Naruto. Uśmiechnęłam się do niego.

-Cześć. – oznajmiłam. Sasuke tylko na mnie spojrzał. Dziś nie było Hinaty, a szkoda bo Naruto nie wypytywałby mnie o nic i ni przeszkadzałaby mi tak cisza pomiędzy mną, a Sasuke. Podeszłam do niego i spojrzałam na jego rękę. – Jak tam? – zapytałam sprawdzając bandaż.

-Już nie boli. – wyszczerzył zęby.

-Właśnie widzę, że już z nią lepiej. Zawołam kogoś by wziął Cię na prześwietlenie.

-Nie możesz ty iść? – zapytał.

-Muszę zbadać Sasuke. – wskazałam na niego ręką. – A potem muszę przeczytać raporty od reszty. Przykro mi, ale nie mam na to czasu, ale oddam Cię w najlepsze ręce. – Wyszłam na hol i zawołałam Ino, która własnie stała niedaleko. – Weźmiesz Naruto na prześwietlenie. Wydaje mi się, że ręka się zagoiła, ale jeszcze na nią uważaj.

Marzenia, czy obowiązek?Przeczytaj tę opowieść za DARMO!