"Czas wstawać" pomyślał Levi czując na twarzy promienie wschodzącego słońca. Wypił poranną kawę i wziął szybki prysznic, następnie udał się do garderoby by dobrać odpowiedni uniform. Standardowo założył (starannie wyprasowaną) białą koszulę, której ostatnie guziki (ten na samej górze i ten na samym dole) pozostawił odpięte, lecz zamiast szafirowej peleryny z symbolem Oddziału Zwiadowców wybrał czarną smukłą marynarkę, lecz nie zapominając o Skrzydłach Wolności, przypiął do niej subtelną broszkę z ich symolem. Do tego dobrał czarne spodnie. Kończąc czesanie grzebieniem włosów przeglądał się w lustrze. Zwazywszy na jego stanowisko był zobowiązany dobrze wyglądać.
Idąc dziedzińcem na plac treningowy napotkał Erwina wracającego z wieczornej popijawy.
- Daj im wycisk, stary! - Zawołał wesoło (jeszcze chyba pijany) Erwin na widok Levi'ego.
- Masz to jak w banku. - Odparł Kapral nie zatrzymując się.
Na widok dowódcy wszyscy obecni ustawili się w szeregu. Wszystkie oczy skierowały się na jego niecodzienny ubiór. Kapral przystąpił do sprawdzania obecności.
- Armin - zaczął.
- Obecny! - Chłopak zasalutował.
- Mikasa - kontynuował.
- Obecna!
(Kilka osób później).
- Eren
...
-Eren!
...
Kapral podniósł wzrok znad notesu szukając chłopaka. Po chwili usłyszał w oddali czyjeś kroki. Zdyszany Eren przybiegł spóźniony. Wewnętrznie odczuwał strach przed karą jaka go za to spotka.
- Spóźnialski wystąp - powiedział niskim (oraz groźnym) tonem Levi.
Eren posłusznie stanął przed szeregiem.
Kapral podszedł do niego w ciszy i wbił w jego oczy swoje zimne, groźne spojrzenie. Chwila ta trwała dość długo, Levi doskonale zdawał sobie sprawę, że Eren umiera ze strachu. Lubił to uczucie, momenty w których ludzie kulą się ze strachu na sam jego widok. Teraz Eren był sparaliżowany jego wzrokiem na tyle, że nie był w stanie nawet mrugnąć.
Nagłym, niespodziewanym ruchem Levi w ułamku sekundy powalił kopniakiem w brzuch Erena na ziemie. Następnie kilka razy kopnął chłopaka w żebra (nie wiadomo jakim cudem ich nie złamał) sprawiając, że ten wył i kulił się przepełniony bólem.
- Nie mamy czasu na czekanie, aż łaskawie zjawisz się na treningu. - Powiedział tym samym niskim (i opanowanym) tonem. - Opóźniasz tylko innych. Po treningu wyszorujesz podłogę w stołówce na błysk.
- Tak jest! - Powiedział chłopak tłumiąc ból.
Wszyscy udali się najpierw do przyrządów do trójwymiarowego manewru, by nie wypaść z formy. Eren (po pozbieraniu się) dołączył do nich, lecz z powodu obrażeń zadanych przez Leviego nie był w stanie wykonywać ćwiczeń bezbłędnie.
Kapral zirytowany poranną sytuacją nie szczędził rozkazów. Takiego intensywnego treningu Oddział nie miał od miesiąca. Po trzech godzinach Levi zarządził przerwę (cud - do tej pory jeszcze nikt nie zemdlał, choć blada twarz Armina mówiła, że niedługo to się wydarzy).
Zmęczeni udali się do stołówki (Levi w tym czasie siedział z Erwinem i Markiem omawiając nową strategię).
Siedząc przy stole młodzi Zwiadowcy patrzyli na Erena gniewnym wzrokiem. Mikasa zdzieliła go w tył głowy.
- Ał! To bolało! - Zaprotestował chłopak.
- Miało boleć - rzekła cicho dziewczyna. - Jeszcze jeden taki numer, a osobiście skopię ci dupe!
- Przepraszam - powiedział w końcu.
Pora obiadu dobiegła końca. Wszyscy wstali i poszli do swych pokoi (spali jak zabici ze zmęczenia przez resztę dnia).
Kapral zjawił się pod koniec.
- Eren, zostajesz. - powiedział. - Bierz mopa i zasuwaj.
- Tak jest. - Odparł zmęczony chłopak.
Levi usiadł za stołem i obserwował jak Spóźnialski na kolanach szoruje podłogę.
- Tam w rogu nadal jest plama - powiedział znudzonym głosem.
- Przepraszam - powiedział Eren (który nadal dygotał ze strachu).
[40 minut później]
- Śpisz czy sprzątasz? - Zapytał Levi.
- S-S-sprzątam - odpowiedział chłopak resztkami sił.
- Myślisz, że ta plama przed tobą sama zniknie?
- Jaka plama? - Zapytał zdezorientowany Eren. - Tu nie ma żadnej plamy.
Levi podniósł wzrok.
- Podważasz moje zdanie? - zapytał.
- N-nie tylko ja tu niczego nie widzę - odpowiedział cicho chłopak (trzęsąc się ze strachu).
Kapral wstał i podszedł do klęczącego chłopaka. Kopnął go mocno w plecy, tak że ten upadł na podłogę. Swoim butem przycisnął do podłoża jego twarz.
- Teraz widzisz? - Zapytał patrząc na niego z góry.
- T-tak. Miał Kapral rację. Przepraszam. - Wydusił chłopak dusząc się pod naciskiem buta dowódcy.
- Ja zawsze mam rację. - Powiedział stanowczo (z poker facem) Levi i zabrał nogę z twarzy Erena - umożliwiając mu swobodne oddychanie. Następnie kopnął go mocno w żebra, tak że chłopak zgiął się w pół. - Zapamiętaj to sobie.
Kapral udał się w stronę drzwi, lecz zanim wyszedł (nie odwracając się) powiedział:
- Jak wrócę ma być czysto. Jeśli znajdę choć jedną plamę, będziesz czyścił podłogę od nowa. - Nacisnął powoli klamkę. - Jeżeli nie skończysz w ciągu 20 min gwarantuję ci, że będziesz szorował wszystkie podłogi w całym tym ośrodku do momentu, aż będą ślniły. Zrozumiałeś?
- Tak.
Kapral wyszedł zostawiając Erena z wiadrem wody, ścierkami i mopem.
