Powietrze pachniało kurzem i deszczem, który jeszcze nie spadł.
Taehyung stał przy drewnianym ogrodzeniu rancza i przez dłuższą chwilę po prostu patrzył przed siebie, jakby próbował upewnić się, że to miejsce nadal istnieje naprawdę.
Siedem lat.
Siedem lat odkąd ostatni raz widział te pola, stare stajnie i drogę prowadzącą przez środek pustkowia.
A mimo to wszystko wyglądało dokładnie tak samo.
Może tylko bardziej martwo.
Farba schodziła z desek domu. Jedna z lamp przy werandzie wisiała krzywo. Ogrodzenie po lewej stronie prawie całkowicie się zawaliło.
Ojciec zawsze by tego dopilnował.
Taehyung zacisnął mocniej palce na pasku torby.
Nie powinno go tu być.
Powinien wrócić do miasta, do swojego mieszkania, hałasu ulic i ludzi, którzy nie patrzyli na niego tak, jakby był kolejnym błędem do naprawienia.
Ale testament nie dawał mu wyboru.
Sprzedaj ranczo albo je uratuj.
Tylko że Taehyung nie wiedział nawet, od czego zacząć.
Cichy dźwięk silnika wyrwał go z myśli.
Odwrócił głowę akurat w momencie, gdy stary pickup zatrzymał się kilka metrów dalej, wzbijając kurz.
Drzwi otworzyły się z ciężkim trzaskiem.
I wtedy go zobaczył.
Jungkook wyglądał inaczej, niż zapamiętał.
Bardziej ostro. Ciężej.
Ciemne włosy opadały mu na oczy, rękawy spranej koszulki były podwinięte wysoko, odsłaniając silne przedramiona pokryte cienkimi bliznami. Kowbojskie buty uderzyły głucho o ziemię, gdy wysiadł z samochodu.
Przez chwilę po prostu patrzyli na siebie w kompletnej ciszy.
Taehyung pamiętał Jungkooka jako chłopaka, który śmiał się głośno i zawsze wracał pachnący sianem oraz słońcem.
Mężczyzna stojący przed nim wyglądał, jakby od dawna zapomniał, jak się uśmiechać.
- Więc jednak przyjechałeś - odezwał się w końcu Jungkook.
Jego głos był niższy, zachrypnięty i dziwnie chłodny.
Taehyung przełknął ślinę. - Tak wygląda.
Jungkook prychnął cicho, jakby ta odpowiedź go zirytowała.
Potem jego spojrzenie przesunęło się po walizkach stojących obok werandy.
- Na jak długo tym razem?
To zabolało bardziej, niż powinno.
Taehyung odwrócił wzrok. - Nie planuję uciekać.
Zapadła cisza.
Gdzieś w oddali zarżał koń.
Jungkook podszedł bliżej i zatrzymał się tuż przed nim. Wciąż był od niego trochę wyższy. Wciąż sprawiał, że Taehyung czuł dziwny ucisk w klatce piersiowej.
Tylko teraz było w tym coś gorszego.
Coś niebezpiecznie obcego.
- Nie przyzwyczajaj koni do swojego głosu - powiedział cicho Jungkook. - Jeśli za miesiąc znowu znikniesz.
I minął go bez słowa.
Taehyung odprowadził go wzrokiem, czując jak gorący wiatr przesuwa się po jego karku.
Dom nadal tam był.
Ale pierwszy raz w życiu miał wrażenie, że już do niego nie należy.
Daje wam jeszcze playlistę, którą słuchałam pisząc książkę ♡
Too Sweet - Hozier
I Wanna Be Yours - Arctic Monkeys
The Night We Met - Lord Huron
Slow Dancing in the Dark - Joji
Northern Attitude - Noah Kahan
Sweater Weather - The Neighbourhood
Wicked Game - Chris Isaak
August - Taylor Swift
505 - Arctic Monkeys
Take Me To Church - Hozier
YOU ARE READING
DUST BETWEEN US | TAEKOOK
FanfictionPo siedmiu latach Taehyung wraca na rodzinne ranczo, które dawno przestało przypominać dom. Kurz, długi i wspomnienia są jednak niczym w porównaniu do Jungkooka - milczącego kowboja, który przez cały ten czas został tutaj... i najwyraźniej nigdy mu...
